Zapraszamy do czytania



Western Union, Play, McDonald`s, Dziennik Gazeta Prawna dostrzegają zwiększającą się liczbę Ukraińców w Polsce i dobierają skrojone pod nich usługi oraz oferty pracy w ich ojczystym języku. Komunikacja z pracownikami w ich języku to nowe wyzwanie przed działami komunikacji wielu firm.


We wtorek 21 lutego ukazał się specjalny dodatek do Dziennika Gazety Prawnej. Dodatek skierowany jest do obywateli Ukrainy mieszkających i pracujących w Polsce. Ukraiński pracownik dowie się z niego, dlaczego nie powinien podpisywać umowy, której nie rozumie, co robić, gdy straci pracę w Polsce, gdzie szukać wsparcia i pomocy. Dodatek wygląda na zwykły poradnik, do którego Dziennik Gazeta Prawna zdążył nas przyzwyczaić, gdyby nie fakt, że został przygotowany w języku ukraińskim. Czyto ukłon w stronę ukraińskojęzycznych pracowników i ich pracodawców, czy też walka o klienta?

Fakt ten nie dziwi badaczy rynku pracy i pracodawców z branży budowlanej, którzy od kilku lat zatrudniają Ukraińców. Nie jest to też nowością dla McDonalds`a, który swoje banery rekrutacyjne od ponad roku przygotowuje w języku polskim i ukraińskim. Firmy remontowe, transportowe i gastronomiczne inwestują w tłumaczenie na język ukraiński umów, szkoleń BHP, regulaminów i instrukcji. Szykowana zamiana w polityce migracyjnej, mająca na celu zatrzymanie w kraju Ukraińców, może skutkować kolejnymi ofertami: dedykowane szkolenia w języku ukraińskim, polsko-ukraińskie gazetki wewnętrzne i w rezultacie sprawniejsza komunikacja pomiędzy pracodawcą i obcojęzycznym pracownikiem.
Ukraiński pracownik zostający dłużej w Polsce na miejscu wydaje pieniądze. Doceniając ich potencjał, Play przygotował specjalną ofertę w języku ukraińskim. W reklamie, która szturmuje telewizory możemy dowiedzieć się co poleca popularny na Ukrainie zespół Okean Elzy. Z promocją na Facebooku Play zaliczył kilka tłumaczeniowych wpadek, ale w porównaniu do ofert innych operatorów, na pewno będzie bardziej zrozumiany przez Ukraińców. Walkę o ukraińskojęzycznego klienta kilka lat temu rozpoczęło Western Union. Promocja skierowana tylko do Ukraińców mieszkających w Polsce, komunikowana w języku ukraińskim, nadal widnieje na ich stronie. Tymczasem potrzeba pokazuje, że niedługo pojawi się więcej sfer komunikacji w języku ukraińskim w handlu, biznesie i na rynku pracy.
Od początku tego roku agencja MediateQa oferuje unikatową ofertę na rynku wydawnictw wewnętrznych dla pracowników w języku ukraińskim. To wyjście naprzeciw oczekiwaniom wielu działów komunikacji. Szczegóły można zobaczyć: http://www.mediateqa.pl/mediateqa_ukraina.php

Iza Prysta
sz

Źródła w języku polskim i ukraińskim: http://prostir.pl/journalism/%d0%bf%d0%be%d0%bb%d1%8c%d1%81%d1%8c%d0%ba%d0%b5-%d0%b1%d1%96%d0%b7%d0%bd%d0%b5%d1%81-%d0%b2%d0%b8%d0%b4%d0%b0%d0%bd%d0%bd%d1%8f-%d1%80%d0%be%d0%b1%d0%b8%d1%82%d1%8c-%d0%b4%d0%be%d0%b4%d0%b0%d1%82/
http://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/reklama-play-po-ukrainsku,14,0,2256910.html
https://www.westernunion.com/pl/pl/home.html
http://www.polskieradio.pl/42/275/Artykul/1704397,W-Polsce-brakuje-rak-do-pracy-pracodawcy-licza-na-Ukraincow
http://hromadske.ua/posts/polska-hazeta-vypustyt-dodatok-ukrainskoiu-movoiu
http://www.play.pl/
https://edgp.gazetaprawna.pl/






Czy zastanawiałeś się kiedyś nad tym, ile wybitnych osób i szaleńców, ile ich przypadkowych odkryć i godzin mozolnej pracy wpłynęło na fakt, że każdego dnia możesz korzystać ze swojego komputera czy iPhona, rozmawiać ze znajomymi na skype, wyszukiwać informacje w Internecie lub pisać e-maile?




Nowa powieść Waltera Isaacsona „Innowatorzy” spodoba się czytelnikom, których nie interesuje budowa poszczególnych elementów komputera i którzy nie znają się na programowaniu. Jest to opowieść o sile współpracy
i mocy kreatywności innowatorów, czyli według autora osób, które w sposób istotny przyczyniły się do rozwoju cyfrowej rewolucji
od połowy XIX w. aż do teraz. Właśnie dlatego warto sięgnąć po tę książkę, mimo odstraszającej
w pierwszej chwili objętości ponad sześciuset stron. Tym bardziej, że Isaacson ma talent przekuwania nudnych faktów w porywającą opowieść. Książkę trudno odłożyć na półkę, gdy już damy się jej oczarować.


Jednostka przegrywa
Historię narodzin komputera i rozwoju Internetu autor rozpoczyna od fascynującej opowieści o Adzie Lovelance, córce Byrona, którą nazywa pierwszą damą programowania. Kolejne rozdziały książki skupiają się tylko pozornie na poszczególnych odkryciach, tj. oprogramowaniu, układach scalonych czy Internecie. Faktycznie, Isaacson w każdym
z rozdziałów, opowiadając zajmujące i niekiedy niewiarygodne historie naukowców, przemyca myśl przewodnią powieści – „innowacyjne rozwiązania są niemal zawsze owocem grupowego wysiłku, wizjonerzy potrzebują partnerów […], a kreatywność wymaga czerpania z wielu źródeł”. Autor zaznacza, że wybitne jednostki pozbawione umiejętności współpracy prawie zawsze ponosiły porażkę w forsowaniu swoich odkryć. Przeciwstawia się stereotypowi, że skuteczny lider może być albo osobą otwartą na współpracę, albo fanatycznym wizjonerem. Dowodzi, że w epoce rozwoju technologii największe sukcesy odnosiły przedsiębiorstwa, które miały klarowną wizję rozwoju i zarazem liderów stawiających na współdziałanie. Natomiast, te dwie cechy postrzegane są zwykle jako wzajemnie się wykluczające. Nawet innowatorzy z ekscentrycznym usposobieniem, tacy jak Bill Gates, potrafili budować w swoim otoczeniu sprawnie współpracujące zespoły.



Cyfrowa humanistyka
Niezwykłymi bohaterami historii rewolucji cyfrowej są zarówno znani nam Alan Turing, Steve Wozniak, Bill Gates, ale także mniej znani odkrywcy, np. Vannevar Bush, zwany „generałem fizyki”
i Douglas Engelbart, który jeszcze przed narodzinami Steve`a Jobsa wpadł na pomysł stworzenia komputera osobistego. W pierwszych rozdziałach książki dużo miejsca zajmują kobiety, zaczynając od córki Byrona i jej słynnego „zarzutu lady Lovelance” przez zdolne programistki i matematyczki połowy XX w. Historia młodej Grace Hooper, wykładowczyni matematyki, która podczas II wojny światowej rozwiodła się, rzuciła pracę i wstąpiła do Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych, by później pracować przy gigantycznym komputerze Mark I i napisać do niego oprogramowanie, niemal zasługuje na odrębną ekranizację.

IP


Całość można przeczytać w magazynie finansów osobistych "CASH".







„Obecnie najcenniejszym kapitałem nie są pieniądze, a uwaga docelowego odbiorcy” – tak podsumowuje tendencje rozwoju nowoczesnej prasy firmowej i mediów w Europie V. Egli – dyrektor do spraw międzynarodowych Forum Corporate Publishing Niemiec, Austrii i Szwajcarii.



W społeczeństwie informacyjnym media firmowe spełniają rolę nie tylko informacyjną, ale też multiplikującą opinię publiczną, rolę mediatora pomiędzy biznesem,
a społeczeństwem, czy aktywnego moderatora dialogu firmy z odbiorcą. Według badań Forum Corporate Publishing, trzy czwarte niemieckich respondentów uważa, że publikacje wewnątrzfirmowe
są tak samo ważne jak PR czy tradycyjna reklama. Ponad 85% firm w Niemczech korzysta z content marketingu w swoich działaniach komunikacyjnych – za pośrednictwem mediów drukowanych i elektronicznych.. W ostatnich latach tylko na wydanie własnych wewnętrznych czasopism europejskie firmy wydały 4,3-4,6 miliardów dolarów.
U naszych sąsiadów za wschodnią granicą media firmowe zaczęły raczkować na początku lat 90-tych . Według Dmytra Oltazhevskyiego z Kijowskiego Uniwersytetu Narodowego im. T. Szewczenki, wraz z rozpadem ZSRR na Ukrainie i w Rosji, prasę firmową zaczęto traktować jako narzędzie informujące pracowników firmy o świecie i środowiska firmy oraz jako łącznik i źródło informacji dla mieszkańców miast, potencjalnych klientów lub pracowników danego przedsiębiorstwa. Wszystkie firmy europejskie, bez względu na położenie geograficzne, zgodnie wskazują, że najważniejszą funkcją mediów firmowych jest funkcja informacyjna, a zaraz za nią integracja wewnętrzna.



Media firmowe rozwijają się dzięki różnorodności kanałów dystrybucji treści. Wcześniej standardem było typowe periodyczne wydanie magazynu firmowego typu B2C lub B2B i strona internetowa. Firmy wzbogacają swoją ofertę o filmy promocyjne, kanały video, reportaże, prezentacje, a nawet własne programy telewizyjne. Trudność realizowania celów sprzedażowych firm poprzez tradycyjne media lub nawet nowe media przyczyniła się do rozwoju mediów własnych. Wiele europejskich firm stawia na kilka sprawdzonych kanałów i często, w przypadku wydań prasowych i elektronicznych, idzie w kierunku magazynów lifestylowych. Przykładem może być miesięcznik Skarb drogerii Rossmann, którego treści równać się mogą z poczytniejszymi magazynami dla kobiet w Polsce. Kolejnym przykładem z podobnej branży jest Sense of Beauty Dr Ireny Eris – ekskluzywny magazyn z efektownymi zdjęciami i contentem dobrej jakości, który w 2016 r. zdobył złoto na Szpaltach Roku w kategorii magazyn dla klientów B2C w nakładzie powyżej 10 tys. egz. W tę samą stronę zmierza Kaleidoscope – pismo pokładowe Polskich Linii Lotniczych LOT, które stanowi ważne narzędzie komunikacji korporacyjnej oraz budowania wizerunku firmy i niejednokrotnie ląduje w torbie podróżnej pasażera. O rozwoju custom publishingu świadczy również coraz większa liczba wydań dwujęzycznych. W Polsce na razie treści tłumaczone są tylko na język angielski, jednak we Francji spotyka się prasę firmową w dwu lub trzech językach.. Media firmowe aby być skuteczne w pełnieniu swojej roli, powinny odpowiadać realnym potrzebom odbiorców i proponować aktualną informację dobrej jakości. Tendencja wzrostowa liczby firm w Europie, które korzystają z mediów własnych w celu wymiany informacji pomiędzy pracownikami, klientami i partnerami, świadczy o tym, że custom publishing zaczyna być traktowany jak inwestycja w firmę. Walka o uwagę odbiorcy wymaga zaś stałego rozwoju branży mediów firmowych, które wychodzą za mury korporacji i stają się coraz bliższe i bardziej rozpoznawalne przez klienta.

Iza Prystasz

Źródło: D.Oltazhevskyy „Nowoczesna prasa firmowa: Polska, Ukraina, Świat” w: „Naukowy Przegląd Dziennikarski”, nr 1/2015, s. 90-99.


Trwają prace nad ożywieniem bloga.:)
Wracamy do regularnego pisania i do tego w nowej szacie już w styczniu 2017.


Pierwszy kwartał roku praktycznie za nami. Mało komunikowaliśmy, co u nas słychać, co się działo w tym czasie. Można to oczywiście zrzucić na nawał obowiązków(„komunikacja klientów zawsze ważniejsza niż własna”). Z drugiej strony nie ukrywamy, że kombinujemy trochę z formułami naszej rozmowy o mediach firmowych, stąd ta nagła cisza. Będzie wkrótce czas, by o tym opowiedzieć więcej.

fot.pixabay.com




Co u nas? Początek roku to zmiany w projektach klientów, nowe pomysły, rozwiązania, które wymagały wdrożenia. Niektóre projekty przeszły drogę z formuły on-line do printu (tak, tak, to się jeszcze zdarza). Oczywiście w drugą stronę też wędrówki się odbywały. Z ciekawszych spraw - sprawdzaliśmy jak odnajduje się w mediach firmowych formuła „debaty z ekspertami”. I wkrótce nasze wnioski w tym temacie, ale też pomysły, które znajdziecie na naszych stronach. Czas tak szybko gna, że prawie nam umknęło - MediateQa ma już 4 lata. A mogłoby się wydawać, jakby to było wczoraj... Jednak spoglądając na szafę z przykładami prac i projektów można powiedzieć, że było to dawno. Jeszcze jedna dla nas ważna sprawa. Zaczęliśmy delikatnie wspierać Komitet Ochrony Praw Dziecka. Jeżeli ktoś z Was zastanawia się komu przekazać 1 procent przy rozliczeniu rocznym, prosimy i proponujemy, by rozważyć także i tę organizację.
Życzymy Wam odpoczynku i rodzinnej atmosfery podczas Świąt Wielkiej Nocy.


 
 
MJ

Trzy lata temu w grudniu 2012 po raz pierwszy rozesłaliśmy newsletter Custom News. Dziś możemy wspólnie świętować 34 wydania pełne wiedzy i porad o mediach firmowych.



Zachęcamy do lektury specjalnego wydania. Nazwaliśmy je "urodzinowo, świąteczne, noworoczne". Tyle dobrych okazji w jednym numerze. Zobaczcie sami.



http://www.mediateqa.pl/newsletter/nr34/

Gazety dla pracowników mają wieloletnią tradycję. W różnych czasach służyły różnym celom, ale od dawna są podstawowym narzędziem w budowaniu komunikacji w firmie.



Przy okazji święta niepodległości na facebooku MediateQi pisaliśmy o początkach prasy dla pracowników w II RP. To w tym okresie powstało pierwsze pismo dla pracowników. Pierwszym z nich było „Echo Chełmka”, które zaczęło się ukazywać od 1934 roku i było gazetą zakładową firmy „Bata”. Ciekawostką na pewno może być fakt, iż tytuł nadal się ukazuje, tylko w zmienionej formie. Obecnie jest to samorządowy miesięcznik informacyjny ukazujący się na terenie gminy w dwutysięcznym nakładzie. Jego wydawcą jest Miejski Ośrodek Kultury, Sportu i Rekreacji w Chełmku.

Jednak prawdziwy wysyp tytułów w zakładach pracy nastąpił po II wojnie światowej. Początkowo w nowych socjalistycznych czasach gazety te nie miały jeszcze swojej nazwy. Nazywano je wielonakładówkami (od dosłownego tłumaczenia z języka rosyjskiego „mnogotriażek"). Na radzieckich rozwiązaniach nie opierano się tylko w nazwie, ale także na modelu działania. Duży ilościowy skok pism dla pracowników nastąpił w latach pięćdziesiątych. Większość pism skupiała się nie tylko na zagadnieniach związanych z zakładem pracy, ale także poruszały tematy lokalne i odnosiły się także do wydarzeń krajowych. Gazety pełniły jednak rolę agitacyjną na rzecz ustroju, partii. Większość pierwszych gazet wydawana była w początkach PRL w formie tygodników (choć były także miesięczniki). W latach późniejszych cykl wydawniczy często był zmieniany na miesięczny. Spowodowane to było budowaniem radiowęzłów w zakładach pracy i wzrostem ich roli. Różnie także wydawnictwa dla pracowników były nazywane. Najbardziej powszechną było określenie: „prasa zakładowa”. Jednak pojawiały się także: prasa fabryczna, gazeta zakładowa. Na przestrzeni lat polski ludowej zmieniała się także liczba ukazujących się tytułów. Największy rozwój wydawnictw nastąpił w „dekadzie gierkoweskiej”, w której ukazywało się około 400 tytułów prasy zakładowej. Ale już w 1980 roku pozostało tylko 228 tytułów. Jednak ich łączny nakład wynosił ponad 900 tysięcy egzemplarzy.
 
 
 
Zdjęcie pochodzi ze strony: http://www.pwz.pl/264,1,1,dawny-ozarow-mazowiecki-edward-gierek,czytaj-wiecej.html#.VkmoU0t9lcY

Redaktorzy pism zakładowych dzielili się na dwie grupy. Jedna to dziennikarze pracujący w innych mediach, często oddelegowani do pomocy w redagowaniu zakładowego pisma, zaś druga - pracownicy danego zakładu. Co ciekawe redaktorzy prasy zakładowej zostawali członkami Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich - działał nawet Klub Redaktorów Prasy Zakładowej przy SDP. Część z gazet była płatna, a w większości przypadków dziennikarze zajmujący się gazetami zakładowym otrzymywali wynagrodzenie.

 

Temat historii gazet zakładowych wydaje się nam ciekawy, dlatego postanowiliśmy stworzyć z tego cykl na blogu. Będziemy od czasu do czasu wracać do tych zagadnień prezentując kolejne ciekawostki i informacje.

(MJ)

W tekście wykorzystano dane zawarte w:
Wiesław Koński, „Petro-Echo” - pismo załogi kombinatu i mieszkańców miasta w latach 1963-1972, Notatki Płockie 35/1-2 1990,
Jolanta Kępa -Mętrak, Gazeta zakładowa – narodziny, rozwój... i co dalej? Studium przypadki, Studia Medioznawcze
Adam Świda, „Prasa zakładowa w okresie przemian”, Zeszyty Prasoznawcze” nr 1-2(91-92), Kraków 1982

Raporty roczne przestały być czarno-białymi zestawieniami wyników finansowych firmy. Współcześnie stanowią one rodzaj prezentacji, która ma pokazać nie tylko kondycję przedsiębiorstwa, ale także wyznawane wartości, cele i priorytety działania.


 
Głównym zadaniem raportu rocznego jest przekazanie informacji na temat wyników finansowych firmy, które trafić mają głównie do klientów, kontrahentów i współpracowników, ale muszą być także dostępne np. dla mediów. Raport roczny przestał być jedynie tabelarycznym zestawieniem osiągniętych wyników. Nowoczesne przedsiębiorstwa wykorzystują każdą okazję, aby przyciągnąć klientów. W tym celu bardzo pomocne są także raporty roczne. Dobre wyniki finansowe można wzbogacić o drukowane wydanie raportu w postaci folderu z ciekawym layoutem (pokaże to zaangażowanie firmy, dbanie o klienta, ekskluzywność swojego wydawnictwa). Jeżeli taki folder zostanie wydany na papierze ekologicznym, można w nim zamieścić adnotację, że firma wspiera działania ekologiczne. Raport roczny można wzbogacić o wydania multimedialne oraz wideo, które pokażą nowoczesność i postępowość firmy, a także dbałość o komfort klientów-odbiorców. Jedno jest pewne – czarno-biały raport to przegrana z konkurencją. Nie chcesz do tego dopuścić? Zobacz, jakie trendy panują obecnie w tworzeniu raportów.


WERSJA DRUKOWANA

Jest to jedna z najpopularniejszych form prezentacji wyników firmy. Jednak nie są to już kartki zapełnione tabelami i wykresami. Wciąż jest ich dużo, ale na pierwszy plan wysuwa się design. Raport roczny musi nie tylko przekazywać informacje. Musi także przykuwać wzrok, być czytelny, intrygować swoim layoutem. Raport roczny w formie folderu musi swoim wyglądem korespondować z wizerunkiem firmy (nie tylko kolorystyka i loga, ale także schludność, przejrzystość, innowacyjność). Raport musi być przyjemny w odbiorze. W ten sposób staje się także doskonałym miejscem do prezentacji firmy – jej krótkiej historii, władz (z kilkoma wypowiedziami członków zarządu), a także reklamy (oczywiście w granicach rozsądku).

WERSJA MULTIMEDIALNA

Raporty drukowane mają jednak pewne ograniczenia dystrybucyjne. Zazwyczaj są one rozdawane podczas firmowych eventów, przesyłane drogą pocztową do najważniejszych kontrahentów lub dystrybuowane w siedzibach firmy. Nie pozwala to jednak dotrzeć do wszystkich zainteresowanych, a ponadto może generować spore koszty, szczególnie w przypadku wysyłki. Z tego powodu żaden raport roczny nie obejdzie się bez wersji multimedialnej, którą można oglądać za pomocą komputera lub urządzeń mobilnych. W najprostszej wersji jest to plik PDF umieszczony na stronie internetowej, który może pobrać lub obejrzeć każdy użytkownik. Ważne jest, aby plik był równie atrakcyjny, co wydanie papierowe. Firma musi zadbać także, aby plik nie był zbyt „ciężki” (np. aby łatwo pobrać go na smartfona lub tablet) oraz aby był stale dostępny. Wiele firm rezygnuje obecnie z wydania papierowego właśnie na rzecz wydań internetowych. Wzbogacają one jednak swoje raporty o wersje multimedialne, w formie odrębnych prezentacji. Mają one na celu skrótowe przedstawienie najważniejszych informacji w przyjemny i zaskakujący sposób. Najczęściej wzbogacane są o materiały audio i efekty wizualne. Takie rozwiązania wskazują na postępowość firmy, jej zrozumienie odbiorców, którzy większość kontaktów firmowych odbywają w sferze internetowej. Dzięki temu raport roczny dociera także do większego grona odbiorców. Podobnie jak w przypadku folderu drukowanego, wersje elektroniczne pozwalają na zaprezentowanie profilu firmy, a także reklamę produktów (umieszczone np. na ostatniej stronie raportu).

http://www.mediateqa.pl/newsletter/nr33/

 
STRONY INTERNETOWE

Część firm postanawia stworzyć odrębną stronę internetową dla raportów rocznych, kwartalnych oraz innych dokumentów i danych firmowych, które mogą przydać się kontrahentom, inwestorom czy klientom. To dobre rozwiązanie, które przede wszystkim pozwala zgromadzić

w jednym miejscu wiele dokumentów i przekazać odbiorcom szeroką perspektywę oglądu funkcjonowania firmy, gdyż na takich stronach znajdują się raporty i zestawienia z poprzednich okresów (pozwala to porównać kondycję firmy na przestrzeni lat). Niektóre firmy decydują się również na stworzenie profili w mediach społecznościowych, na których prezentowane są wyniki finansowe. Jest to innowacyjne podejście, ale należy rozważyć, czy na pewno zamieszczenie raportów w social media sprzyja ich dotarciu do pożądanej grupy odbiorców.



RAPORT WIDEO

W krajach zachodnich normą staje się dołączanie do raportów rocznych specjalnie przygotowanych materiałów wideo. Nie zawierają one wszystkich danych i najczęściej ograniczają tę sferę do minimum. Są ekskluzywnym dodatkiem, który ma rozszerzyć informacje płynące

z raportu. Sam raport ma pokazać „mamy dobre wyniki, rozwijamy się, działamy z rozmysłem”. Materiał wideo ma zarysować filozofię firmy, jej specjalne osiągnięcia, dążenia i priorytety działania. Coraz częściej także polskie firmy wykorzystują tę metodę.
 

Czy niezależne magazyny cyfrowe skazane są na porażkę ?


Kilka lat temu na rynku panował duży optymizm związany z rozwojem elektronicznych wydań magazynów. Z jednej strony mamy na nim dużych wydawców, z drugiej projekty custom publishing. A z trzeciej to i tutaj panował duży optymizm mniejszych i niezależnych wydawców. To dla nich cyfrowe wydania miały być szansą. Interesującą analizę o sytuacji w digital publishingu opublikował miesięcznik „Press” w numerze wrześniowym pod dość wymownym tytułem: „E-organy w zaniku”. Jak pisze autor tekstu Jakub Mejer z pism niezależnych opisywanych przez Press trzy lata temu w niezmienionej formie ukazuje się tylko jedno.
 
fot.dreamstime.com
Warto zdawać sobie sprawę, że na tym rynku panuje duże fluktuacja. Na miejsce zamykanych pism cyfrowych pojawiają się nowe. I cały czas ciężko zbudować jeden model działania i finansowania przedsięwzięcia. Z jednej strony mamy magazyny prowadzone przez pasjonatów danego tematu, gdzie chęć biznesowa jest mniejsza lub próbują opierać swoje działalność na bardzo popularnym obecnie zbieraniu środków w crowdufingu. Projekty małych wydawców nastawione na cele biznesowe mają problemy chociażby na rynku reklamowym. Ale Press zwraca także uwagę, że nawet duzi gracze na rynku mają na nim problemy i działają bez sukcesów (np. „Tap&Swipe” wydawany przez Axel Springer, czy tez projekt Agory z 2012 roku „Next”). Część twórców magazynów rezygnuje, gdyż jak twierdzi nie odnajdują się w formule, regularności, a jednocześnie zamknięcia czasowego. I wraca do kontaktu z czytelnikami np. w formule bloga. Z drugiej strony, jak zauważa (naszym zdaniem bardzo słusznie) cytowany przez Press Bartłomiej Paszylk: „E- magazynów wciąż nie traktuje się poważnie, więc lepiej mieć portal z milionami przypadkowych kliknięć, niż magazyn, który regularnie czyta wybrana klientela zainteresowana konkretną tematyką”. To jest zasadnicze zdanie i ono pokazuje, jak dobrze w formie magazynów cyfrowych mogą odnaleźć się projekty custom publishingu. Spokojne podejście do tematu i chłodna analiza pokazuje, że w tym kanale możemy z klientem prowadzić dobry dla marki dialog. Kwestią sporną jest pytanie czy zamknięta forma magazynu jest dobra. Na ten temat jest bardzo wiele głosów. Naszym zdaniem jednak plusów jest więcej niż minusów. Myśląc o digital publishingu należy pamiętać jeszcze o jednej rzeczy. Rynek tabletów wyhamował i nie zatrzymał się on na zbyt wąskim stopniu nasycenia. A także, że projekty trzeba rozwijać i walczyć o zainteresowanie magazynem czytelników. I sama formuła PDF to już dziś za mało.
MJ

O tym, jak jedna z największych firm doradztwa finansowego w Polsce tworzy magazyn dla swoich klientów opowiada Paweł Adamiak,Redaktor naczelny magazynu finansów osobistych „CASH”.


Paweł Adamiak, Redaktor naczelny "CASH"

CASH: Wznowiliście wydanie magazynu „CASH”, który ukazywał się już w roku 2012. Czemu postanowiliście powrócić do tego pomysłu?
Paweł Adamiak: Tak naprawdę nigdy nie chcieliśmy zawieszać wydawania magazynu. Zmusiła nas do tego sytuacja rynkowa. Rok 2012 był to czas spowolnienia w branży, która przeżywała kryzys. To zmusiło nas do szukania wszelkich oszczędności. Jedną z nich było zawieszenie naszego magazynu, co niestety było podyktowane siłą wyższą. Była to świadoma strategia ograniczenia kosztów. W podobnej sytuacji znalazły się inne firmy z branży finansowej. Dzisiaj sytuacja na rynku wygląda nieco lepiej. Jak jednak obserwujemy u konkurencji, szereg inicjatyw, które wtedy zostały wstrzymane, nie zostały wznowione. Natomiast NOTUS, co podkreślam z radością, wrócił do sprawdzonego narzędzia i dzisiaj możemy szczycić się naszym magazynem „CASH”.

Stwierdził Pan, że magazyn jest sprawdzoną formą komunikacji. Co daje taki magazyn firmie?
CASH” traktujemy przede wszystkim jako formę utrzymania relacji z klientami, a więc jest to medium skierowane na zewnątrz. Nasza firma rozwija się przede wszystkim produktowo. Poprzez „CASH” możemy rozpowszechniać wiedzą związaną z rynkiem kredytów hipotecznych. Możemy również docierać do klientów z nowymi produktami i przedstawiać się jako pełnoprawni doradcy finansowi, oferując także produkty oszczędnościowe i ubezpieczeniowe. Jako specjalista od finansów osobistych uważam, że nasza wizytówka powinna znajdować się zaraz obok wizytówki lekarza rodzinnego. Sfera finansów stała się integralną częścią naszego życia. Od niej uzależniony jest niemal każdy aspekt życia, dlatego warto zdobywać wiedzę w tym zakresie.



A sprawdzacie odbiór przygotowywanych treści przez czytelników?
Jeżeli chodzi o poziom sprawdzenia tego narzędzia, zrobiliśmy badanie. Nasi klienci potwierdzili, że jest to dobra i bardzo czytelna formuła z przyjaznym językiem i bez zbędnej egzaltacji. To bardzo ważne, ponieważ mówimy w naszym magazynie o trudnych sprawach. W pierwszym numerze pisaliśmy m.in. o dziedziczeniu. Po publikacji magazynu dostałem wiele informacji zwrotnych o przydatności tego materiału. Nasi klienci wskazywali, że wiedza została im przekazana w bardzo zrozumiały sposób. To ogromna zaleta naszego magazynu – mówić zrozumiale o niezwykle skomplikowanych zagadnieniach.

Na łamach wypowiada się wielu pracowników NOTUSA. Czy wypowiedzi w magazynie to forma nobilitacji dla nich?
Jak najbardziej jest to forma nobilitacji. Mamy kontakt z masą klientów. Dotarcie do ich świadomości jest formą nobilitacji dla naszej kadry. Droga do publikacji nie jest zarezerwowana jedynie dla Głównego Analityka czy szefów poszczególnych działów. Jest ona otwarta dla ambitnych doradców, którzy chcą przedstawić coś ciekawego, co w ich przekonaniu znajdzie odbiorców, a są to ludzie, którzy na co dzień mają styczność z klientami i znają ich potrzeby. Nie mamy problemu z zachęcaniem ludzi do publikowania i przygotowywania materiałów. Jest to dla nich ogromny zaszczyt. Wprowadziliśmy także formułę zniesienia anonimowości. To daje na prawdę dobry efekt.



Zdecydowaliście się na wydania w internecie oraz dedykowane aplikacje na urządzenia mobilne. Czemu zrezygnowaliście z papieru?
Nasze wydanie internetowe dociera do rzeszy klientów, którą bylibyśmy w stanie wypełnić wielokrotnie stadion narodowy. Na formę wydania wpłynęła głównie specyfika naszego funkcjonowania. Docierają do nas klienci, którym zostaliśmy zarekomendowani. U nas nie ma przypadkowego klienta, który siedzi w poczekalni i czeka w kolejce na spotkanie z doradcą. Wszystkie osoby, które nas odwiedzają, stają się naszymi klientami. Dlatego nie widzę pola, w którym forma poligraficzna znalazłaby zastosowanie.

Sprawdź „CASH”
Realizacją magazynu „CASH” dla NOTUS Doradcy Finansowi zajmuje się agencja MediateQa. Magazyn dostępny w wersji internetowej:

na urządzenia mobilne:


Pełna wersja wywiadu ukaże się we wrześniowym wydaniu magazynu PismoteQa!

Włączanie blogosfery w działania komunikacyjne staje się w erze social media normą. Tworzenie interesującego, przyciągającego uwagę i wywołującego interakcję contentu przynosi wiele korzyści. Stwarza warunki do ciągłej dyskusji i szybkich reakcji, kreując przy tym liderów opinii. Pod warunkiem, że z nimi rozmawiamy.


Nasz blog zrodził się podczas luźnego spotkania. Zastanawialiśmy się, czemu nie możemy w taki sam sposób, w jaki rozmawiamy przy piwie, opowiadać o rynkach finansowych – tłumaczył w czasie rozstrzygnięcia konkursu na Firmowy Blog Roku 2012 Michał Wojciechowski, koordynator Blogów Bossa, redagowanych przez pracowników Domu Maklerskiego BOŚ Banku. – Dopiero później, gdy to wszystko się rozkręciło, uświadomiłem sobie, że robimy nieświadomy Content Marketing – dodał Wojciechowski. Okazuje się, że blogosfera to dobre miejsce do lokowania naszego produktu wokół pasujących do niego wydarzeń. Do budowania odpowiedniej narracji. I codziennego mierzenia naszego storytellingu z czytelnikami.

Blogi – a co to?
W raporcie „Blogerzy w Polsce 2013” dr Anna Miotk (Newspoint) i dr Tomasz Baran (UW, GG Network SA) przedstawili wyniki badań polskiej blogosfery. Autorzy zdecydowali się na badanie, bo jak tłumaczą we wstępie do raportu, dynamiczny rozwój nowych technologii, zwłaszcza Internetu, sprawił, że każdy z nas może być dzisiaj publicystą i dzielić się ze światem swoimi opiniami. Miotk i Baran uznali, że tak zmieniająca się rzeczywistość zmusza do zastanowienia się nad rolą, jaką w e-czasach odgrywają blogerzy. Badacze zapytali w związku z tym prawie tysiąc osób, czy znają określenie bloger, których blogerów znają, jak często czytają blogi i czy stanowią dla nich źródło informacji oraz czy lektura blogów wpłynęła kiedykolwiek na ich decyzję o kupieniu bądź niekupieniu danego produktu. Okazało się, że zdecydowana większość internautów nie ma pojęcia, kim są blogerzy, mimo że połowa badanych czyta blogi przynajmniej raz w miesiącu, dla co czwartego użytkownika sieci to ważne źródło informacji, a nawet 40% z nich zmieniło decyzję zakupową pod wpływem lektury bloga.

Autorzy raportu „Blogerzy w Polsce 2013” po przeprowadzeniu badania stwierdzili, że blogosfera ma u nas swoich lojalnych zwolenników, którzy stanowią dużą i wpływową społeczność, o którą należy się troszczyć. Zdaniem dr Anny Miotk i dr. Tomasza Barana, blogi to dzisiaj opiniotwórcze medium z aktywną i zaangażowaną publicznością, dlatego powinny znaleźć się w polu zainteresowań marketerów.

fot. dreamstime.com
Trzeba mieć coś do powiedzenia
Już pobieżna analiza polskiej blogosfery korporacyjnej pokazuje, że coraz więcej firm rozumie wnioski zawarte w raporcie o krajowym blogowaniu. Doceniany jest opiniotwórczy potencjał blogów i fakt, że zgromadzona wokół nich aktywna publiczność wchodzi w błyskawiczną interakcję z autorami notek. Jest akcja – jest reakcja, w tym tkwi siła dobrego społecznościowego bloga. – Wcale nie trzeba szokować i stosować wszelkich chwytów, żeby było łatwo, lekko i przyjemnie. Przede wszystkim trzeba mieć coś do powiedzenia – przekonuje Michał Wojciechowski z serwisu Blogi.bossa.pl. Jego zdaniem stosowanie formuły: intrygujący edukatorzy + wymiana myśli, doświadczeń, pomysłów + dialog to najlepsza recepta na stworzenie dobrze funkcjonującego bloga, w którym główną rolę odgrywają aktywni komentatorzy. – Bez nich blog pozostaje tylko blogiem cichej społeczności – stwierdza Wojciechowski.


Blog w twoich rękach
Jest w blogach firmowych kilka obszarów, które możemy potraktować swobodnie. To my decydujemy, jak zostanie zorganizowana praca na blogu – może być on show jednego autora (często to po prostu rzecznik prasowy firmy), ale może też być miejscem publikacji wielu autorów. Takie „medium totalne” stworzył Bank Zachodni WBK, na którego blogu content tworzy ponad siedemdziesięciu blogerów. Co ważne – są wśród nich regularni czytelnicy bloga. My decydujemy też o sprofilowaniu bloga – czy będzie podejmował szeroko zakrojone zagadnienia, czy podzielimy go na kategorie tematyczne. Od nas zależy również, w jaki sposób będzie promować społecznościowy kanał firmowej. Oprócz SEO można skorzystać z innych metod, które niewiele przy tym kosztują. Na przykład? Zamieszczanie odnośników do bloga na stronie korporacyjnej, w aplikacjach mobilnych, newsletterach rozsyłanych do klientów, a także w serwisach
społecznościowych.

Świadomość drogowskazem w blogowaniu
Swoboda w organizowaniu pracy bloga i jego promowaniu na niewiele się jednak zda, jeśli nie uświadomimy sobie kilku fundamentalnych zasad korporacyjnego blogowania. Musimy wiedzieć, że blog to nie kolejne miejsce do „upychania” komunikatów prasowych i wychwalania pod niebiosa swoich produktów. – Trzeba znaleźć dobre proporcje między informacjami o produktach i nowych promocjach a treściami, którymi budujemy przekonanie czytelników, że warto do nas zaglądać – wyjaśniała w czasie przyznania nagród za Firmowy Blog 2012 Katarzyna Sadowska, odpowiedzialna za blog BZ WBK. Żeby czytelnicy zaglądali trzeba publikować content „zza kulis” – wychodzić z formalnego uniformu, prezentować osobiste przemyślenia, odpowiadać na pytania klientów. To ostatnie wydaje się szczególnie ważne, bo jeśli zamierzamy prowadzić bloga, a nie mamy czasu na interakcję z czytelnikami, nasze plany nie mają sensu. Tracimy przy okazji szansę kreowania liderów opinii, którą stwarza blog. Regularne, żywe dyskusje z czytelnikami naszego bloga pozwalają wywindować aktywnych prosumentów do roli obrońców firmy w sieci. Przy okazji firmowej blogosfery możemy też zbierać z pierwszej linii frontu opinie i skargi o naszym produkcie. Ale i w tym przypadku rozmowa jest najważniejsza.

Ugaś kryzys blogiem
Blogi mogą być też odpowiednim środkiem do łagodzenia firmowych kryzysów. W 2004 roku przekonała się o tym Netia, która stanęła przed problemem zbyt dużej sprzedaży i niezrozumienia przez klientów oferty. – Szukaliśmy formuły, w której eksperci mogliby rozmawiać z klientami w mniej formalny sposób – opowiadał Karol Wieczorek, rzecznik Netii, w czasie ogłoszenia wyników Firmowego Bloga Roku. Rozwiązaniem problemu okazał się blog korporacyjny. W sytuacjach nieoczekiwanego napięcia może być to miejsce katalizowania się frustracji klientów – zamiast rozlewać się po całej sieci, niezadowolenie kumuluje się w jednym miejscu. Daje to szansę kontroli nad negatywnymi treściami i prowadzenia w miarę spokojnej rozmowy z klientami.


Tekst pochodzi z pierwszego numeru magazynu PismoteQa.

O komunikacji na blogach czytaj także w Custom News:



Konkursy w pismach dla pracowników to nie tylko zabawa. Czemu jeszcze służą? Sprawdźmy.


Krzyżówki, wykreślanki, sudoku, konkursy foto – niezliczona jest ilość pomysłów na konkursy, jakie możemy wprowadzić na łamy firmowego magazynu. Ale czy oprócz zabawy, którą zapewniają czytelnikom, konkursy pełnią jeszcze jakąś rolę?

Po pierwsze: mini-badanie i wabik
Oczywiście, że tak. Przede wszystkim pozwalają nam – niezbyt dokładnie, ale zawsze – określić zainteresowanie magazynem. Nie uzyskamy reakcji zwrotnej na konkurs, jeśli magazyn nie ma czytelników, nikt bowiem nie będzie świadomy organizowanej przez redakcję zabawy. Im większa ilość konkursowych zgłoszeń, tym większa pewność, że magazyn jest czytany.Z drugiej strony konkursy są magnesem przyciągającym do pisma. Wśród nas jest wielu pasjonatów krzyżówek, gier, łamigłówek. Zaproponowana przez redakcję zabawa to dla tych osób propozycja nie do odrzucenia.

fot. dreamstime.com

Po drugie: interakcja
Oprócz walorów rozrywkowych, konkursy to dobry generator interakcji – wymuszają na naszych czytelnikach zaangażowanie i działanie zwrotne. Odbiorcy pisma muszą wykonać określone zadanie, wykazać inicjatywę, dostarczyć odpowiedź. To bardzo ważne szczególnie w przypadku pracowników, którzy na co dzień nie pojawiają się w gazecie. Być może wynika to z niechęci, zawstydzenia, braku wiary we własne możliwości. Wtedy konkurs może być pierwszym krokiem do przełamania oporów i okazją do pojawienia się na łamach magazynu w innej roli. Konkurs to dobry sposób na zaktywizowanie pracowników na niższych szczeblach, którzy poprzez zabawę na łamach pisma zyskują poczucie, że firmowy magazyn to także ich gazeta.

Po trzecie: sprawdzian wiedzy
Konkursy, oprócz formy zabawy, mogą pełnić także rolę edukacyjną i sprawdzać wiedzę o firmie i o procesach w niej zachodzących, mogą być testem, jak dokładnie pracownicy czytają magazyn. Oczywiście nie powinniśmy przesadzać i robić z zabawy egzaminu wiedzy, przypominającego szkolne czasy. Od naszej kreatywności zależy, jak połączymy zabawę z wiedzą – czy oprzemy hasła w krzyżówce o treści z magazynu, czy wprowadzimy zabawę odcinkową, w której będzie trzeba się wykazać systematycznością Obojętnie, które rozwiązanie wybierzemy, musimy pamiętać, by organizowane konkursy wpisywały się w strategię i misję firmy, by służyły ich propagowaniu wśród pracowników. W dobrze przemyślanych konkursach to wcale nie atrakcyjność nagrody jest decydującym argumentem przemawiającym za wzięciem udziałem w zabawie. Pamiętajmy o tym, by dobrze te proporcje wyważać, największą uwagę skupiając na jakości ogłaszanego konkursu.

Więcej na temat konkursów w magazynach firmowych znajdziesz w naszym Custom News:

Sprawdź także magazyn PismoteQa, w którym pisaliśmy o innych sposobach urozmaicania magazynów dla pracowników:

Newsletter jest jedną z najskuteczniejszych form komunikacji z klientem i budowania z nim relacji. Aby nasz newsletter był skuteczny, należy przestrzegać kilku zasad.


Z badań przeprowadzonych przez GetResponse wynika, że newsletter jest dla firm najpopularniejszą formą komunikacji z klientem. Jednocześnie ponad 70% internautów wskazuje, że regularnie przegląda newslettery, a 9 na 10, że subskrybuje przynajmniej jeden. Newsletter jest doskonałym narzędziem do nawiązywania stałych kontaktów i relacji z klientami, a przy tym do budowania w nich zaufania wobec marki.

Forma
Newslettery mogą mieć różną formę. Najprostsze są przesyłane jako wiadomość e-mail w formie tekstu, która zawiera informacje dotyczące życia firmy lub nowości produktowych. Niekiedy te informacje wzbogacone są o grafiki i zdjęcia. Bardziej zaawansowane, a jednocześnie efektywniejsze, są newslettery tworzone jako odrębne całości w formie flash, które przeglądać można np. w postaci elektronicznych publikacji takich jak flippingbook. Klient otrzymuje wiadomość e-mail z zajawkami tekstów, które odnoszą do osobnej przeglądarki. Newslettery przesyłane w formie prostych wiadomości e-mail są mniej wymagające dla firm pod względem przygotowania. Jednak te bardziej zaawansowane mocniej angażują odbiorców. Ważne jest, aby w kolejnych wydaniach zachować stałą formę. Zmieniają się teksty i grafiki, ale układ pozostaje ten sam. Ważne jest również, aby w newsletterze zastosować stałą kolorystykę, rozkład działów, czy graficzny motyw przewodni. Odbiorcy szybko przywiązują się do formy newslettera. Dzięki stałej formie łatwiej i szybciej będą identyfikować newsletter z marką. Należy również rozważyć, co będzie najmocniej eksponowane w newsletterze. Ponad połowa internautów, zapisując się na newsletter, kieruje się znajomością marki, a ponad 40% zachęcają do tego interesujące tematy artykułów.

fot. dreamstime.com

Cel
Newslettery można podzielić na trzy podstawowe grupy. Pierwszą z nich stanowią newslettery produktowe, czyli takie, których głównym celem jest prezentacja produktów i usług firmy. W znacznym stopniu ich celem jest zwiększenie sprzedaży prezentowanych produktów i zakodowanie ich w świadomości odbiorcy. Dlatego często zamieszczane są w nich różnego rodzaju rabaty i promocje, z których skorzystać mogą subskrybenci newslettera. Jak pokazują badania, ponad połowa internautów decyduje się subskrybować newsletter właśnie ze względu na możliwość otrzymania rabatu lub informacji o nowościach produktowych.
Drugą grupę stanowią newslettery wizerunkowe. Ich zadaniem jest zbudowanie w odbiorcach pozytywnych skojarzeń z marką. Jest to forma bardziej rozbudowana, która stawia na treści. Prezentowane są w nim głównie działania firmy i jej wpływ na dany sektor rynkowy.
Trzecią grupę stanowią newslettery informacyjne. Budują one typowy storytelling wokół firmy. Do minimum ograniczona jest w nich funkcja promocyjna. Newslettery takie prezentują głównie treści związane z działalnością firmy, która, jako ekspert w danej dziedzinie, tłumaczy i prezentuje zjawiska zaistniałe w danym sektorze biznesowym.

Dbaj o treść
Niemal jedna piąta osób, które zrezygnowały z subskrypcji newslettera, podjęła taką decyzję, gdyż publikowane treści przestały ich interesować. Newsletter, podobnie jak prasa firmowa, musi odznaczać się wysoką jakością merytoryczną publikowanych treści. Jednocześnie musi być interesująca, możliwa do wykorzystania przez czytelników (np. forma poradników). Wśród najczęstszych powodów rezygnacji z odbierania newsletterów znalazła się także wysoka częstotliwość ich wysyłki (20,9%). Okazuje się, że zbyt częste, jak i zbyt rzadkie, dostarczanie newslettera zniechęca odbiorców. Optymalnym wydaje się być obecnie newsletter miesięczny.


Więcej na temat tworzenia newsletterów przeczytacie w Custom News:

Sprawdźcie także nasz magazyn PismoteQa:



Tworząc magazyny firmowe musimy pamiętać, że podlegają one pod Prawo prasowe. Jedną z kwestii, na którą warto zwrócić uwagę, jest na pewno zagadnienie autoryzacji.


Konieczność autoryzowania wypowiedzi, wywiadów, wynika z art. 14 ust. 2 Prawa prasowego (ust. z dn. 26 stycznia 1984 r.). Warto pamiętać, że do autoryzacji musimy oddać tylko wypowiedzi, które publikowane są po raz pierwszy. I tylko wtedy, gdy rozmówca o to nas poprosi. Autoryzacja wzbudza wiele kontrowersji w świecie dziennikarskim. Jest uznawana za przeżytek, a ponieważ w większości autoryzowane są wypowiedzi prasowe (radiowe i telewizyjne także podlegają autoryzacji, ale praktycznie takie działania nie są podejmowane, gdyż większość tych przekazów realizowanych jest na żywo), to wskazywana jest nierówność pomiędzy prasą a mediami elektronicznymi. Główny argument przeciw autoryzacji – że osoba wypowiadająca się może zmienić i zniekształcić swoją wypowiedź – jest na pewno racjonalna. Tak dzieje się z wypowiedziami polityków, którzy często wycofują się ze swoich słów.

Dobre strony autoryzacji
Tworząc media firmowe, w tym prasę firmową, musimy pamiętać, że podlega ona pod Prawo prasowe od samego początku, czyli od obowiązku rejestracji tytułu poprzez codzienną działalność. Dlatego warto pamiętać o autoryzacji, ale nie tylko w kontekście obowiązku. W przypadku magazynów wewnętrznych autoryzacja może być naszym sprzymierzeńcem. Dzięki niej uda nam się przełamać niechęć i strach pracowników przed, być może pierwszą dla wielu osób, obecnością na łamach. Gdy pokażemy, że nic nie opublikujemy bez ostatecznej zgody pracownika, być może uda nam się osobę przekonać do sondy, małego wywiadu, wypowiedzi w tekście. Warto także pamiętać, że pracownicy ze swoją merytoryczną wiedzą mogą być nam bardzo pomocni w unikaniu błędów na łamach.



Warto sprawdzać
Często rozmawiamy ze specjalistami, którzy operują technicznymi terminami. A w takich przypadkach o pomyłkę bardzo łatwo. Podczas autoryzacji ewentualne błędy udaje się poprawić. Po za tym sprawnie załatwiona sprawa wywiadu i autoryzacji, oraz nawiązane przy tej okazji kontakty, dają szansę na zbudowanie dobrych, dłuższych relacji z pracownikiem. Ich wynikiem może być chęć do współpracy przy kolejnych wydaniach magazynu, być może nawet napisanie własnego tekstu. Warto także oddawać do sprawdzenia teksty, w których nie ma bezpośrednich cytatów. Dzięki temu również możemy unikać błędów lub, jeżeli takie wystąpią, merytorycznie je poprawiać.

 

Kilka słów o autoryzacji
Autoryzacja dotyczy tylko dosłownych wypowiedzi osoby cytowanej. Nie musimy autoryzować treści, które są pisane przez dziennikarza. Nie musi on informować o autoryzacji (choć etycy mediów mówią, że powinien), ale musi przeprowadzić ją, jeżeli osoba udzielająca wywiadu wyrazi taką chęć. Nie wysyłamy całych tekstów (z wyjątkiem wywiadów), ale tylko fragmenty, które zawierają wypowiedzi danej osoby. Warto dokonywać autoryzacji mailem, by mieć potwierdzenie akceptacji osoby wypowiadającej się. Nie ma ograniczeń jeżeli chodzi o zmiany, jakie może dokonać osoba autoryzująca tekst. Jeżeli mimo zmian chcemy opublikować pierwotną wersję, musimy te części zmienić na mowę zależną lub negocjować z osobą autoryzującą. Nie ma przepisów określających jak długo może trwać autoryzacja. Raczej odnosimy się tutaj do cyklów wydawniczych i dobrych obyczajów.



Ten tekst pochodzi z newslettera CUSTOM NEWS.

Zobacz pozostałe numery a także magazyn PISMOTEQA.

http://www.mediateqa.pl/czytelnia.php#read
Przedstawiamy kilka sposobów jak skutecznie dotrzeć z magazynem firmowym do pracowników.

Magazyny firmowe różnią się nieco od magazynów tradycyjnych. Treści w magazynach dla pracowników lub klientów muszą mocniej skupiać się na stronie merytorycznej. Mają też inną grupę odbiorców, ale tak jak inne magazyny, muszą starać się o ich uwagę.

Dystrybucja magazynu
Wiele firm wychodzi z założenie, że jeżeli wydają magazyn firmowy, to pracownik z pewnością po niego sięgnie. Na niewiele jednak zda się redakcyjna praca, graficzne wysiłki i proces drukowania, jeśli pismo nie dotrze ostatecznie do rąk czytelników. Firmy na różne sposoby organizują kolportaż wewnętrznych wydawnictw. Gazety albo trafiają bezpośrednio na biurka załogi, albo rozkładane są w wybranych do tego miejscach, wspólnych przestrzeniach – przy recepcjach, w hallach, przy windach, w bufetach. Dostarczanie pisma wprost na biurko gwarantuje, że magazyn na pewno trafi do odbiorcy. Z drugiej strony wyznaczenie w firmie miejsc dystrybucji gazety daje pracownikom szansę swobodnego zdecydowania, czy po nią sięgnąć, czy nie. Ta swoboda może przełożyć się na bardziej neutralny odbiór treści publikowanych w firmowym piśmie. Trzeba jednak pamiętać, by odpowiednio oznaczać miejsca kolportażu, a w razie ich ewentualnego poszerzania lub relokacji – komunikować to pracownikom.

fot. dreamstime.com

Co poza drukiem?
Jeśli firma, oprócz drukowanych pism, przygotowuje dla pracowników dodatkowe media i korzysta z innych kanałów komunikacji, warto sięgnąć po nie przy okazji dystrybucji magazynów. W jaki sposób? Newsletter, który zazwyczaj ukazuje się częściej niż pismo, może służyć do prezentowania w krótszej formie treści, które pojawią się w magazynie. Elektroniczne wydawnictwo jest dobrym nośnikiem informacji o zbliżającej się publikacji pisma i sposobem zaprezentowania tematów, które trafią do gazety. Temu samemu celowi może służyć również intranet. Przy okazji przygotowywania czytelników do kolejnego wydania pisma, warto skorzystać też z tablic informacyjnych czy firmowego radiowęzła. Na tablicach mogą zawisnąć informacje z planowaną datą ukazania się firmowej gazety, podobny komunikat może popłynąć w firmowy eter.

Brak komunikacji to problem
Jak pokazało badanie agencji Weber Shandwick, tylko co czwarty pracownik z ponad dwóch tysięcy ankietowanych firm czuje się wystarczająco doinformowany na temat swojego pracodawcy. Z raportu przygotowanego do badania wynika, że sytuacji tej winna jest niewydolna komunikacja wewnętrzna firm, a częściej – jej całkowity brak. Rozwiązaniem problemu są w takich przypadkach media firmowe, zwłaszcza biuletyny czy newslettery, które pozwalają na rozpowszechnienie najważniejszych informacji z życia firmy wśród wszystkich pracowników, a dodatkowo na wzbogacenie ich o luźniejsze treści, które służą integrowaniu firmowej załogi i budowaniu nieformalnych więzi. By osiągać te cele, niezbędne jest jednak docieranie do wszystkich pracowników. Zdarza się, że przygotowywane przez firmy publikacje nie odpowiadają faktycznej liczbie jej odbiorców. Argument konieczności ograniczania kosztów wydaje się nietrafiony w porównaniu ze skutkami, jakie zmniejszanie nakładu może przynieść.

Więcej na temat pozyskiwania uwagi pracowników dla wydań firmowych znajdziecie w magazynie „PismoteQa”:

Sprawdźcie także Custom News: