Zapraszamy do czytania

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Komunikacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Komunikacja. Pokaż wszystkie posty

Newsletter jest jedną z najskuteczniejszych form komunikacji z klientem i budowania z nim relacji. Aby nasz newsletter był skuteczny, należy przestrzegać kilku zasad.


Z badań przeprowadzonych przez GetResponse wynika, że newsletter jest dla firm najpopularniejszą formą komunikacji z klientem. Jednocześnie ponad 70% internautów wskazuje, że regularnie przegląda newslettery, a 9 na 10, że subskrybuje przynajmniej jeden. Newsletter jest doskonałym narzędziem do nawiązywania stałych kontaktów i relacji z klientami, a przy tym do budowania w nich zaufania wobec marki.

Forma
Newslettery mogą mieć różną formę. Najprostsze są przesyłane jako wiadomość e-mail w formie tekstu, która zawiera informacje dotyczące życia firmy lub nowości produktowych. Niekiedy te informacje wzbogacone są o grafiki i zdjęcia. Bardziej zaawansowane, a jednocześnie efektywniejsze, są newslettery tworzone jako odrębne całości w formie flash, które przeglądać można np. w postaci elektronicznych publikacji takich jak flippingbook. Klient otrzymuje wiadomość e-mail z zajawkami tekstów, które odnoszą do osobnej przeglądarki. Newslettery przesyłane w formie prostych wiadomości e-mail są mniej wymagające dla firm pod względem przygotowania. Jednak te bardziej zaawansowane mocniej angażują odbiorców. Ważne jest, aby w kolejnych wydaniach zachować stałą formę. Zmieniają się teksty i grafiki, ale układ pozostaje ten sam. Ważne jest również, aby w newsletterze zastosować stałą kolorystykę, rozkład działów, czy graficzny motyw przewodni. Odbiorcy szybko przywiązują się do formy newslettera. Dzięki stałej formie łatwiej i szybciej będą identyfikować newsletter z marką. Należy również rozważyć, co będzie najmocniej eksponowane w newsletterze. Ponad połowa internautów, zapisując się na newsletter, kieruje się znajomością marki, a ponad 40% zachęcają do tego interesujące tematy artykułów.

fot. dreamstime.com

Cel
Newslettery można podzielić na trzy podstawowe grupy. Pierwszą z nich stanowią newslettery produktowe, czyli takie, których głównym celem jest prezentacja produktów i usług firmy. W znacznym stopniu ich celem jest zwiększenie sprzedaży prezentowanych produktów i zakodowanie ich w świadomości odbiorcy. Dlatego często zamieszczane są w nich różnego rodzaju rabaty i promocje, z których skorzystać mogą subskrybenci newslettera. Jak pokazują badania, ponad połowa internautów decyduje się subskrybować newsletter właśnie ze względu na możliwość otrzymania rabatu lub informacji o nowościach produktowych.
Drugą grupę stanowią newslettery wizerunkowe. Ich zadaniem jest zbudowanie w odbiorcach pozytywnych skojarzeń z marką. Jest to forma bardziej rozbudowana, która stawia na treści. Prezentowane są w nim głównie działania firmy i jej wpływ na dany sektor rynkowy.
Trzecią grupę stanowią newslettery informacyjne. Budują one typowy storytelling wokół firmy. Do minimum ograniczona jest w nich funkcja promocyjna. Newslettery takie prezentują głównie treści związane z działalnością firmy, która, jako ekspert w danej dziedzinie, tłumaczy i prezentuje zjawiska zaistniałe w danym sektorze biznesowym.

Dbaj o treść
Niemal jedna piąta osób, które zrezygnowały z subskrypcji newslettera, podjęła taką decyzję, gdyż publikowane treści przestały ich interesować. Newsletter, podobnie jak prasa firmowa, musi odznaczać się wysoką jakością merytoryczną publikowanych treści. Jednocześnie musi być interesująca, możliwa do wykorzystania przez czytelników (np. forma poradników). Wśród najczęstszych powodów rezygnacji z odbierania newsletterów znalazła się także wysoka częstotliwość ich wysyłki (20,9%). Okazuje się, że zbyt częste, jak i zbyt rzadkie, dostarczanie newslettera zniechęca odbiorców. Optymalnym wydaje się być obecnie newsletter miesięczny.


Więcej na temat tworzenia newsletterów przeczytacie w Custom News:

Sprawdźcie także nasz magazyn PismoteQa:



Przedstawiamy kilka sposobów jak skutecznie dotrzeć z magazynem firmowym do pracowników.

Magazyny firmowe różnią się nieco od magazynów tradycyjnych. Treści w magazynach dla pracowników lub klientów muszą mocniej skupiać się na stronie merytorycznej. Mają też inną grupę odbiorców, ale tak jak inne magazyny, muszą starać się o ich uwagę.

Dystrybucja magazynu
Wiele firm wychodzi z założenie, że jeżeli wydają magazyn firmowy, to pracownik z pewnością po niego sięgnie. Na niewiele jednak zda się redakcyjna praca, graficzne wysiłki i proces drukowania, jeśli pismo nie dotrze ostatecznie do rąk czytelników. Firmy na różne sposoby organizują kolportaż wewnętrznych wydawnictw. Gazety albo trafiają bezpośrednio na biurka załogi, albo rozkładane są w wybranych do tego miejscach, wspólnych przestrzeniach – przy recepcjach, w hallach, przy windach, w bufetach. Dostarczanie pisma wprost na biurko gwarantuje, że magazyn na pewno trafi do odbiorcy. Z drugiej strony wyznaczenie w firmie miejsc dystrybucji gazety daje pracownikom szansę swobodnego zdecydowania, czy po nią sięgnąć, czy nie. Ta swoboda może przełożyć się na bardziej neutralny odbiór treści publikowanych w firmowym piśmie. Trzeba jednak pamiętać, by odpowiednio oznaczać miejsca kolportażu, a w razie ich ewentualnego poszerzania lub relokacji – komunikować to pracownikom.

fot. dreamstime.com

Co poza drukiem?
Jeśli firma, oprócz drukowanych pism, przygotowuje dla pracowników dodatkowe media i korzysta z innych kanałów komunikacji, warto sięgnąć po nie przy okazji dystrybucji magazynów. W jaki sposób? Newsletter, który zazwyczaj ukazuje się częściej niż pismo, może służyć do prezentowania w krótszej formie treści, które pojawią się w magazynie. Elektroniczne wydawnictwo jest dobrym nośnikiem informacji o zbliżającej się publikacji pisma i sposobem zaprezentowania tematów, które trafią do gazety. Temu samemu celowi może służyć również intranet. Przy okazji przygotowywania czytelników do kolejnego wydania pisma, warto skorzystać też z tablic informacyjnych czy firmowego radiowęzła. Na tablicach mogą zawisnąć informacje z planowaną datą ukazania się firmowej gazety, podobny komunikat może popłynąć w firmowy eter.

Brak komunikacji to problem
Jak pokazało badanie agencji Weber Shandwick, tylko co czwarty pracownik z ponad dwóch tysięcy ankietowanych firm czuje się wystarczająco doinformowany na temat swojego pracodawcy. Z raportu przygotowanego do badania wynika, że sytuacji tej winna jest niewydolna komunikacja wewnętrzna firm, a częściej – jej całkowity brak. Rozwiązaniem problemu są w takich przypadkach media firmowe, zwłaszcza biuletyny czy newslettery, które pozwalają na rozpowszechnienie najważniejszych informacji z życia firmy wśród wszystkich pracowników, a dodatkowo na wzbogacenie ich o luźniejsze treści, które służą integrowaniu firmowej załogi i budowaniu nieformalnych więzi. By osiągać te cele, niezbędne jest jednak docieranie do wszystkich pracowników. Zdarza się, że przygotowywane przez firmy publikacje nie odpowiadają faktycznej liczbie jej odbiorców. Argument konieczności ograniczania kosztów wydaje się nietrafiony w porównaniu ze skutkami, jakie zmniejszanie nakładu może przynieść.

Więcej na temat pozyskiwania uwagi pracowników dla wydań firmowych znajdziecie w magazynie „PismoteQa”:

Sprawdźcie także Custom News:

Rewolucja, rozpoczęta kilka lat temu, nadal trwa. Media społecznościowe zdobywają kolejne sfery naszego życia, zmieniając otaczający świat. Jeżeli nie chcesz wypaść z obiegu, zadbaj, aby i Twoja firma istniała w świecie social.


Na świecie jest około 2 miliardów internautów, spośród których 70% korzysta z mediów społecznościowych. Daje to 1,4 mld użytkowników. Jednak tylko 7% z nich wykorzystuje media społecznościowe do tworzenia contentu. Co to oznacza? Że istnieje w sieci niezagospodarowana strefa, na która jest ogromny popyt – popyt na content.

Mobilne MŚP?
Jak pokazują badania przeprowadzone przez „Harvard Business Review Polska”, większość polskich przedsiębiorstw korzysta z najpopularniejszych mediów społecznościowych – Facebooka, YouTube'a oraz Twittera. Jednak strefa social pozostaje niezagospodarowana. Media społecznościowe wyświetlane są głównie na urządzeniach mobilnych, a tylko niespełna 1/5 polskich firm, które posiadają stronę internetową, ma ją dostosowaną do wyświetlania na smartfonach i tabletach. Wyjątkiem jest tutaj branża usług gastronomicznych, w której odsetek ten sięga 50%. Firmy chcą prowadzić content. Wybierają jednak niewłaściwe drogi kontaktu, które ograniczają im możliwości.

fot. pixabay.com/pl/


Użyteczny content
Rewolucja social mediów, podobnie jak publikowane w nich posty, rozchodzi się wirusowo. Sukces każdego wirusa społecznego zależy od ludzi i unikatowej wiedzy, którą na dany temat posiadają. Występują wtedy w roli znawców, przekazując informacje do tzw. łączników, którzy nawiązując kontakty w ramach sieci społecznościowych, rozprzestrzeniają wartościowy content wyprodukowany przez eksperta. Wreszcie przychodzi czas na najważniejszy czynnik social komunikacji – interakcję. Kiedy komunikat zawirusował już szeroką społeczność, każdy może na niego zareagować, komentując przyswojone właśnie treści. Social media wydają się być odpowiednim narzędziem do ich kolportażu, bo skracają drogę, jaką content przebywa od nadawcy do odbiorcy. Mają przy tym dodatkową zaletę – wywołują szybką reakcję i pozwalają na nawiązanie żywej interakcji. Ponadto działania w mediach społecznościowych nie generują wysokich kosztów.

Problem z doborem
Jednym z największych problemów polskiego biznesu jest złe dostosowanie mediów do profilu firmy. Jeżeli chcemy budować wizerunek firmy i prowadzić wokół niej content, musimy dokładnie przeanalizować, który portal społecznościowy będzie dla nas najefektywniejszy. Oczywiście musimy wybrać taki, gdzie jest wielu użytkowników. Niekoniecznie musi być to jednak Facebook. To dobra platforma dla firm, które zaistniały już na rynku, są rozpoznawalne. Gdy chcemy postawić na treści eksperckie, wtedy warto rozważyć założenia firmowego bloga. Jeżeli natomiast profil firmy skupia się na kwestiach związanych z szeroko pojęta modą lub kulinariami, najefektywniejszy może okazać się Pinterest.

Content dla firm
Budowanie contentu w mediach społecznościowych nie ma na celu jedynie promowania produktów. Media społecznościowe trzeba włączać w działania firmy umiejętnie, aby wspierały sprzedaż, generowały leady, pomagały obsługiwać klientów i rozszerzały komunikacje firmy. W działaniach sfery społecznościowej uwzględnić należy także tzw. „czynnik lepkości”, czyli to, co będzie do niego przyciągało użytkowników. Jak sprawić, aby nasz content miał wysoki wskaźnik lepkości? O tym jak wybierać social media dla firmy oraz jak wykorzystywać je w działaniach firmy przeczytacie na TUTAJ.


***

WAKACJE Z PISMOTEQĄ

Rozpoczynamy dwumiesięczny cykl poradnikowy, skierowany do naszych czytelników. Dwa razy w tygodniu, przez całe wakacje, publikować będziemy porady dotyczące firmowej komunikacji, o których pisaliśmy już w naszym magazynie, newsletterze oraz na blogu. Będziemy je rozszerzać o ważne zagadnienia, których nie poruszyliśmy na łamach. Razem zyskacie bogate źródło wiedzy na temat budowania contentu w mediach firmowych. Zapraszamy!


Ukazał się nowy numer naszego magazynu o firmowej komunikacji. Przedstawiamy w nim wyniki badania firmowych magazynów dla klientów.


W najnowszym numerze PismoteQi przedstawiamy wyniki badań magazynów firmowych skierowanych do klientów. Wraz z MediateQą sprawdziliśmy ile miejsca zajmuje w magazynach promocja oraz rozrywka, czy klienci prezentowani są na łamach, kto wydaje magazyny, ile pojawia się w nich treści od zarządu oraz jaka ich część poświęcona jest rozrywce i treściom life style. Szczegółowe opracowanie znajdziecie wewnątrz PismoteQi.

W letnim wydaniu naszego magazynu sporo miejsca poświęciliśmy przeobrażeniom custom publishingu. Możecie zapoznać się z historią pierwszych magazynów firmowych i sprawdzić, jak budowano w nich content. Wiecie, że pierwszy taki magazyn ukazał się w XIX wieku? Osobny temat poświęciliśmy nowemu gatunkowi dziennikarskiemu, jakim jest dziennikarstwo firmowe. Wprawdzie literatura fachowa nie posługuje się jeszcze takim pojęciem, ale dziennikarstwo firmowe stało się już w pełni autonomicznym gatunkiem. Potwierdzają to znawcy branży.


W czerwcowej Pismotece możecie przeczytać także wywiad z Barbarą Hensel, Menedżer ds. komunikacji w Grupie Sanofi, która odpowiada m.in. za magazyn Zoom. Nasz gość opowiada o kulisach prowadzenia sprawnej i nowoczesnej komunikacji w międzynarodowym koncernie.

W dziale językowym kilka porad dotyczących kopiowania, a dokładniej naśladowania obcych języków w polszczyźnie. Zapraszamy także do lektury najnowszego felietonu Marcina Jasiaka na temat branży mediów firmowych.

Miłej lektury!



Nasz firmowy newsletter jest już dostępny. Głównym tematem w majowym wydaniu są webinary.


Każda osoba zajmująca się marketingiem i komunikacją zna webinary, ale niewiele osób je stosuje. Większość traktuje je jako narzędzie wyłącznie dla korporacji. My jednak udowadniamy, że takie myślenie jest błędne. Webinmary mogą być wykorzystywane także przez mniejsze firmy, zarówno do komunikacji wewnętrznej, jak i zewnętrznej. Sprawdź nowe wydanie Custom News i dowiedz się więcej na temat webinarów. Sprawdź także jakie wymagania musi spełnić sprzęt, na którym odbywać będą się webinary oraz dowiedz się jakie programy możesz wykorzystać do ich darmowej organizacji.



Kolejny temat w naszym newsletterze o komunikacji wewnętrznej poświęciliśmy white papersom. Są one doskonałym narzędziem promocyjnym i marketingowym, które pozwala budować content. Dzięki nim w łatwy sposób zwiększysz liczbę leadów i zyskasz kontakt do potencjalnych klientów. Sprawdź jak to zrobić. Dowiedz się również jakie nowe portale społecznościowe robią furorę w innych krajach. To następcy Facebooka. Król social media przestał w tym roku zyskiwać na popularności. Nie wierzysz? Przekonaj się!

W naszym dziale newsów zachęcamy do lektury nowej publikacji „Myśl jak freak”. To książka, która zmieni Wasze myślenie o otaczającym świecie. Nasze już zmieniła. Sprawdźcie także nasze nowe dzieło. MediateQa tworzy magazyn finansów osobistych dla NOTUS Doradcy Finansowi. To gratka, gdyż stworzyliśmy także wersję na urządzenia mobilne. 


Miłej lektury!
Ostatnie wydanie naszego newslettera w 2014 roku jest już gotowe. Główny temat poświęciliśmy sposobom na angażowanie czytelników w blogosferze.


 
Swoje sposoby na angażowanie czytelników na blogu prezentują znani przedstawiciele polskiej blogosfery. Wśród nich osoby prowadzące blogi małych firm, jak i działające dla dużych korporacji, takich jak Orange czy PZU. Specjaliści od tworzenia treści występowali podczas konferencji Blog Firmowy Roku 2014. Prezentujemy także wyniki konkursu na najlepsze wpisy tworzone na potrzeby firm.


http://www.mediateqa.pl/newsletter/nr25/


Na łamach naszego newslettera o mediach firmowych dokonujemy podsumowania roku. W ciągu ostatnich sześciu miesięcy nasi Czytelnicy przesyłali nam propozycje tematów, którymi zajmowaliśmy się w naszym magazynie. Prezentujemy zagadnienia, które najbardziej interesowały Działy Komunikacji i Marketingu. Duży odzew na naszą akcję sprawił, że postanowiliśmy prowadzić ją także w nadchodzącym roku.


W dziale newsów możecie poznać wyniki badań o komunikacji pomiędzy działami HR, a menedżerami liniowymi. Okazuje się, że sytuacja jest niepokojąca. Menedżerowie uważają, że informacje pozyskane z sieci są bardziej wiarygodne, niż te przesyłane od HR-owców. Sprawdźcie także kto zdobył nagrodę International Content Marketing Awards.


Możecie zgarnąć książkę „Tajemnice dynamicznej komunikacji”. Wystarczy wziąć udział w naszym konkursie. Szczegóły na ostatniej stronie newslettera.
 

Wśród użytkowników mediów społecznościowych 3/4 deklaruje, że korzysta z hashtagów. Ich potencjał dostrzegły także firmy, które za ich pomocą zaczęły promować swoje produkty.


Wszystko zaczęło się w roku 2007, kiedy Amerykanin Chris Messin zaproponował na Twitterze, żeby grupować dyskusje za pomocą znaku „#”. Jak się okazało, pomysł wypalił, a kratkami zaczęło posługiwać się coraz więcej osób. Hashtagi, czyli wyrazy lub frazy poprzedzone znakiem „#” (np. #WyborySamorzadowe), miały ułatwiać komunikację. Grupowały dyskusje prowadzone na Twitterze i pozwalały w łatwy sposób odszukiwać interesujące użytkowników wątki, bez konieczności wertowania setek stron i tematów. Ich popularność szybko rosła, aż stała się głównym sposobem nawigacji w mediach społecznościowych. Stosowanie hashtagów wprowadziły takie portale jak Instagram, Pinterest, Google+, a w roku 2013 także Facebook. To pokazuje jak ważnym jest ono narzędziem. Mark Zuckerberg powiedział, że wprowadzenie hashtagów na Facebooku ma zapobiec przenoszeniu się użytkowników z Facebooka na Twittera, a jednocześnie ma pomóc w walce z największym konkurentem. Pozwoli także zwiększyć rentowność Facebooka dzięki pieniądzom zarabianym na reklamach, które publikowane będą np. w postach prowadzonych na żywo (relacje spotkań sportowych).

Firmowe hashtagi
Potencjał hashtagowania zauważyły firmy, które uczyniły z niego formę marketingu, a co ważniejsze, skutecznego marketingu. Wśród firmowych hashtagów można wyznaczyć kilka ich rodzajów:

  • hashtagi marki – nazwa firmy lub główne hasło promocyjne poprzedzone „#” np. #CocaCola,
  • hashtagi reklamowe – nazwy akcji reklamowych lub innych akcji prowadzonych przez firmę poprzedzone „#” np. #SzlachetnaPaczka,
  • hashtagi produktowe – hashtagi konkretnych produktów firmy np. #snickers.


Firmowe hashtagi wykorzystywane są do promocji produktów, ale ich głównym zadaniem jest poszerzanie bazy klientów. Dobrze prowadzony hashtag marketing pomaga dotrzeć do szerszej grupy odbiorców.
fot. dreamstime.com

Jak to zrobić?
Przede wszystkim hashtag marki powinien być unikalny. Przed jego użyciem musimy sprawdzić, czy nie jest on już przez kogoś używany, nie tylko na Twitterze, ale także na innych portalach społecznościowych, ponieważ naszym hashtagiem będziemy posługiwać się na wszystkich portalach. To utrwali go w świadomości odbiorców i pozwoli łatwo kojarzyć hashtag z naszą firmą. Ponadto powinien być dość krótki, łatwy do zapamiętania i kojarzyć się z działalnością firmy np. #FajnyCiuch dla firmy zajmującej się sprzedażą odzieży. Takim hashtagiem powinniśmy podpisywać każdy publikowany przez nas post.

Osobne hashtagi można tworzyć dla konkretnych produktów lub prowadzonych przez nas akcji promocyjnych. Przy ich tworzeniu warto zwracać uwagę na trendy, jakie panują na Twitterze (można je sprawdzić w module „Trendy”). Jeżeli w czołówce znajdują się tematy, które wiążą się z działalnością naszej firmy, możemy podpisywać nasze posty hashtagami odnoszącymi się do tych tematów. Dzięki temu nasze treści będą widoczne dla grona osób, które ich poszukują. W ten sposób odbiorcy natrafiają na treści publikowane przez firmę i zapoznają się z jej usługami.


Warto także zadbać o to, aby osoby obserwujące firmowe konto, publikujące treści nawiązujące tematycznie do działalności firmy, podpisywały je naszym hashtagiem. W ten sposób osoby szukające naszej firmy po nazwie będą widziały nie tylko posty stworzone przez nas, ale także przez obserwatorów, a to pozwala budować zaufanie odbiorców do marki. 

Logo jest jednym z najważniejszych czynników marketingowych.  Jego rozpoznawalność pomaga zdobyć przewagę i zwiększyć zyski. To wizytówka firmy, która w małym znaku graficznym zamyka istotę jej działania.


Które logo jest dobre? To, które każdy zna, przynosi firmie zyski i przywołuje miłe skojarzenia, a jednocześnie identyfikuje z daną marką. Logo zmienia się wraz z wymogami rynku i rozwojem firmy. Jednak nie każda zmiana (redesign) osiąga dobre efekty.


Jabłuszko Newtona

Pierwsze logo Apple, z wizerunkiem Isaacka Newtona i jabłkiem, zostało zaprojektowane przez Ronalda Wayne'a w 1976 r. Uznano jednak, że jest nieczytelne, staroświeckie, zbyt skomplikowane i zmieniono je po roku. Rob Janoff zaprojektował kolorowe jabłuszko. Nawiązywało do poprzedniego znaku. Jednocześnie miało cechy, które uczyniły z niego najbardziej rozpoznawalny znak w historii – prostotę i czytelność. Janoff zastosował tzw. reprezentację treści czyli skonstruował logo tak, aby nabrało znaczenia w połączeniu z tym, co reprezentuje. Jak to zrobił? Przeniósł nazwę na grafikę i dodał kolor. To tworzyło przyjazny wizerunek firmy, która chciała wprowadzić komputery do powszechnego użytku, a w latach 70. taka perspektywa budziła w ludziach pewne obawy. A skąd nadgryzienie? Według projektanta dookreśla znak, aby nie został pomylony np. z wiśnią lub pomidorem. Kolejne zmiany wprowadził Steve Jobs.

grafika ze strony blog.racymind.pl
Chciał, aby logo znajdowało się na każdym produkcie. Kolorowe jabłko nie pasowało. Ponadto, w roku 1997, firma przechodziła kryzys. Zadecydowano, aby odświeżyć wizerunek firmy, a logo uprościć. Tak jabłuszko stało się czarne, poważniejsze. Spełniło też nowe wymogi marketingowe. Czarne jabłko lepiej prezentuje się w dużym formacie np. na budynkach czy wielkich bilbordach. Jest bardziej użyteczne. Szczególnie w internecie, gdzie logo firmy, wyświetlane w małym formacie, pozostaje czytelne. Ostatnio znak przeszedł drobny lifting – zyskał metaliczny kolor i efekt trójwymiarowości. To podkreśla nowoczesność firmy, jej wkład w rozwój nowych technologii. Apple stworzyło proste i czytelne logo, które przestało być już tylko znakiem firmy, a stało się symbolem, znakiem popkultury, który ma wpływa na kreowanie statusu społecznego.

 
Kolorowe gogle
Każdy zna też logo Google. Do niedawna składało się z kolorowych, trójwymiarowych liter, rzucających cień. Jak na światowego potentata, dość niepoważne i nieprofesjonalne. A jednak genialne. Google zyskało popularność, wśród internautów, dzięki prostocie obsługi, trafności wyszukiwania i przyjaznemu charakterowi. Te cechy odzwierciedla logo. Ma więc ono przyjazny charakter i jest (dziecinnie) proste, a co za tym idzie, szybko zapada w pamięć. Aby to podkreślić w 2011 roku Google zrezygnowało z trójwymiarowości i cienia. Firma wprowadziła także nowy trend stosując logo artystyczne (doodle google), które swoim wyglądem nawiązuje do ważnych wydarzeń, świąt itp.

grafika ze strony blog.aledycha.pl
Tak stworzono przestrzeń kontaktu z klientem, która buduje przyjazny wizerunek firmy. Google zapoczątkowało trend znaków dynamicznych. Od niedawna logo artystyczne stosuje Interia.pl. Szwajcarska firma telekomunikacyjna Swisscom wprowadziła logo animowane. Modne stają się również logo bez własnej materii, w których zamykają się dowolnie wybrane obrazy. Przykładem jest znak MTV. Podobną konwencję przyjęła firma Aol., której logo jest białe, przez co staje się widoczne jedynie na tle jakiejś grafiki.

 
Grubasek Pepsi
Zmiany mogą być też nietrafione, czego przykładem jest Pepsi. Firma od początku próbowała naśladować swojego konkurenta. Pierwsze loga były kopią znaku Coca Cola (który od ponad 130 lat jest niemal identyczny). Logo Pepsi wielokrotnie zmieniało swój wygląd. To miało pomóc w wygraniu wyścigu o klienta. Jednak pochłaniało kolejne pieniądze, a efekt był ten sam. Obecne logo – trójkolorowa kula o nieregularnych kształtach (koszt 1,2 mln dolarów) – według twórców, nawiązuje do budowy kuli ziemskiej i odzwierciedla cyfryzacyjny postęp świata (kształtem przypomina emotikony).
grafika ze strony adworkers.pl
Inne zdanie mają jednak internauci, którzy stworzyli mnóstwo żartobliwych przeróbek znaku. Coca Cola, w przeciwieństwie do Pepsi, konsekwentnie budowała przywiązanie klienta do marki i swojego znaku. Podobnie jak Apple, weszła w sferę popkultury. Czyli logo odniosło sukces. Te przykłady pokazują też, że znak firmowy staje się integralną częścią życia współczesnego człowieka.
(RW)

Oprócz zajmowania się komunikacją, co na pewno wypacza moje spojrzenie na wiele spraw, jestem także konsumentem oraz słucham i obserwuję zachowania innych konsumentów. Jak mawiają, „imieniny u cioci” to nie do końca wiarygodna próba badawcza, ale zawsze buduje jakieś odniesienie. I przyznaję, że największy grzech jaki mogę zarzucić firmom, to fakt, że nie chcą ze mną rozmawiać.

Nie chodzi mi o jakiś rozbudowany dialog, ale o prostą komunikację. Nie lubię, gdy o zmianach, nowościach dotyczących usług z jakich korzystam, nowych możliwości jakie dają, dowiaduję się z trzecich źródeł – gdy napiszą o tym gazety, gdy opowie mi o tym znajomy. Buduje się wtedy we mnie wewnętrzny żal. Że firma miała czas, często także i duże środki, by zaprzęgnąć do kampanii informacyjnej media, a nie znalazła chwili, by powiedzieć o tym mnie – swojemu klientowi. Mój żal jest tym większy, że wyraziłem zgodę, by na mój mail spływały newsy od firmy, której klientem jestem. A rośnie jeszcze bardziej, gdy uświadamiam sobie, że byłem przecież ostatnio na facebookowym profilu klienta i tam też żadne info na mnie nie czekało... O stronie korporacyjnej nie wspominając.

Doceniam firmy, które chcą ze mną rozmawiać. Wiem, że chcą mi sprzedać towar lub usługę, ale przy okazji zostawiają dobre wrażenie. Gdy coś się zmienia to wiem, że znajdę firmowe strony, na których otrzymam odpowiednie informacje. W obliczu problemu z usługą czy produktem nie jestem pozostawiony sam sobie, mogę przesłać wyjaśniającą notatkę i wiem, że ktoś na nią odpowie. Czuje się doceniony, że dowiaduję się o nowych rozwiązaniach jako pierwszy.
 

Podane przykłady są właśnie takim zapisem „rozmów u cioci”. Nie podaję tutaj żadnych nazw, nie opisuję konkretnych przypadków, sytuacji, które – głównie z powodu braku komunikowania się z klientami – kończyły się kryzysem. Nie chcę też promować tych, którzy dobrze komunikują. Ale myślę, że Czytelnik tego wpisu może bez problemu sklasyfikować firmy, z usług których korzysta, do jednej albo drugiej grupy. Co ważne, z usług których  niebawem pewnie zrezygnuje, a jeżeli to niemożliwe, to na pewno nie zostanie na imieninach u cioci „adwokatem” tej firmy.

 
Świat konsumenta jest prosty, nie rozkłada jak zawodowcy targetów, wykresów w Excelu. Opiera się na przeświadczeniu – prostym, wynikającym z poczucia, że wybrana marka chce lub nie, bym nadal z jej usług korzystał. Dla mnie takim nieśmiertelnym przykładem imieninowym jest pogląd,  że „firma dba o mnie tylko przed podpisaniem umowy”. I drugi slogan: „Dobre oferty są tylko dla nowych, dla stałych klientów nic nie ma”. Oba imieninowe hasła nie wynikają tylko z innego konstruowania ofert. Są wynikiem przeświadczeń, które możemy zmieniać, pokazują, że chcemy z klientem rozmawiać na co dzień. No właśnie – chcemy? Czy znów w grę wchodzą tylko targety, ekwiwalenty, cytowanie, kliki, lajki?

MJ

 

 

 

MediateQa wkracza w 2014 rok z nową energią i nowym wydaniem newslettera „Custom News”. Jakimi treściami zaspokajamy ciekowość naszych Czytelników? Sprawdźcie sami!


W Nowym Roku startujemy z tradycyjnym poradnikiem, którego tematyka wpisuje się w styczniowe dylematy wielu firm. Jak skutecznie i jednocześnie tanio poszerzyć narzędzia komunikacji w organizacji? Najważniejsze jest uświadomienie sobie, że sukces polega na maksymalnym wykorzystywaniu możliwości, dlatego ograniczony budżet nie powinien być przeszkodą w rozwijaniu firmowej komunikacji. Dobrze zorganizowany fan page i angażujący blog korporacyjny to dwa tanie i skuteczne rozwiązania w nawiązywaniu relacji z odbiorcami marki i aktywnym opowiadaniu jej historii. W „CN” podpowiadamy, jak prawidłowo korzystać z obu tych kanałów komunikacji.




W ramach prezentu przygotowaliśmy też dla wszystkich media menedżerów specjalny kalendarz. Nasz zbiór świąt to oderwanie od tradycyjnych Barbórki, Andrzejków, Wielkanocy czy Dnia Niepodległości. O nich, rzecz jasna, nie zapominamy, ale poszerzamy repertuar świąt o dni związane z  branżą komunikacyjną. Dzień Domeny Publicznej, Światowy Dzień Środków Masowego Przekazu, Dzień bez komputera – wiedzieliście o nich, świętowaliście w te dni? Proponujemy, by 2014 rok był początkiem nowego spojrzenia na kalendarz i wykorzystywania wielu okazji do firmowych imprez.

A skoro o zabawie mowa, zastanawiamy się w styczniowym „CN” czemu jeszcze – oprócz zabawy – służą konkursy organizowane na łamach wewnętrznych pism. Okazuje się, że jest kilka zalet włączania czytelników do gry. Mini-badanie, wabik, interakcja, sprawdzian wiedzy – co mamy na myśli? Koniecznie zajrzyjcie na 7. stronę naszego newslettera.

Tradycyjnie podajemy też porcję branżowych newsów. W styczniu proponujemy podsumowanie polskiej blogosfery z prognozą na przyszłość, receptę na atrakcyjną i czytelną infografikę oraz lekcję opanowywania kryzysów w SM.


Zachęcamy do lektury – niech nasz content ładuje Was energią na kolejne miesiące. Zapewniamy, że będzie jeszcze ciekawiej!




AG


Za oknem jesień, a w sieci nowy numer newslettera o mediach firmowych. Październikowe wydanie to idealna lektura dla wszystkich, którzy lubią czytać.


W 11. wydaniu naszego newslettera postawiliśmy na kontent, wszak Content Marketingiem się zajmujemy. I tak oto powstał tradycyjny poradnik, tym razem poświęcony relacjom firma – agencja. Przyjazna atmosfera, wzajemne inspirowanie się, efektywność i efektowność – jak to wszystko osiągnąć? Dlaczego, decydując się na realizację firmowych wydawnictw, warto sięgnąć po pomoc agencji? Agencji , dodajmy, która z tej współpracy również będzie czerpała naukę. W „Custom News” wyjaśniamy, czym jest błąd przypadkowego wyboru, dlaczego szczerość na linii agencja – firma jest bolesna, ale opłacalna, oraz rozstrzygamy, czy wewnętrzne publikacje to faktycznie twardszy orzech do zgryzienia. Słowem:  (p)o(d)powiadamy, jak rodzi się przyjaźń.







Pozostałe tematy to też typowo czytelnicze propozycje. Pierwsza – dla wszystkich, którzy w obliczu października zaczynają powoli myśleć o kolejnym wydaniu raportu rocznego. W końcu już czas, by zastanowić się, w jakiej formie pokazać tegoroczne zestawienie finansowe, jak ciekawie zaprezentować ważne, acz trudne do „sprzedania” dane. My wiemy, że możliwości jest wiele, dlatego wyjaśniamy, kto i po co może sięgnąć, by za kilka miesięcy z dumą wziąć do ręki atrakcyjny raport roczny, który połączy w jedno formę i treść.

Kto już poczyta o raportach rocznych, może przeskoczyć na stronę poświęconą udowadnianiu, że komunikacja to dziedzina w firmowej strukturze organizacyjnej idąca w parze z HR-em. On – blisko ludzi, agregator wszystkich informacji o firmowych zasobach ludzkich. Ona – funkcjonuje w oparciu o te zasoby, to one są jej podstawą. Do tego zna narzędzia, za pomocą których można skutecznie kolportować informacje. Wszystko wskazuje na to, że HR i komunikacja to duet na dobre i złe. Uwierzą wszyscy, którzy sięgną po „CN”.

Wiśnią na październikowym torcie jest standardowy news page. Jak co miesiąc dokonujemy małej rewizji branży i łowimy z niej smaczki. Tym razem częstujemy Was porcją storytellingu (Firmy muszą opowiadać historię!), garścią facebookowej analizy zawartości treści (Pokaż mi swój post, a powiem ci, kim jesteś!) oraz szczyptą dziecięcych, komunikacyjnych ciągot (Wyrasta pokolenie cyberdzieci!).

Jesienny wieczór, relaks po pracy, kubek herbaty z goździkami i pomarańczą, a do tego październikowy „CN”? Tak, też sądzimy, że to propozycja, którą trudno odrzucić :) Zatem… Przyjemnej lektury! 




AG



Robiąc porządki w starych szpargałach, wpadły mi w ręce dokumenty, które wyglądają dziś, jakby pochodziły z innej epoki.


A wcale nie są. Mają raptem kilka lat. Strony jeszcze nie pożółkły. Na okładkach:  Strategia komunikacji dla…. Dotyczą kilku firm, zostały opracowane przez różne osoby i agencje. Jednak jedną rzecz mają wspólną. We wszystkich, jako główne założenie, przebija „pozyskanie” dziennikarzy.

Do niedawna był to główny wyznacznik skutecznej komunikacji. Ominę już z litości metody, jakie proponowano w tych „dziełach” dla osiągnięcia celów. Dziś mit potrzeby posiadania wokół firmy dziennikarzy wydaje się tak odległy, jakby z innej galaktyki. Ale przecież jeszcze niedawno to był wyznacznik skuteczności działania agencji, pracujących dla firm z obszaru PR. W praktyce sprowadzało się to zawsze do posadzenia prezesa raz na jakiś czas na konferencji prasowej, by mógł wygłosić kilka zdań, które mogłyby pójść do publicznego obiegu.

Tego świata już nie ma. I marki, które to zrozumiały są dziś kilka kroków przed konkurencją. Content Marketing zrewolucjonizował myślenie o kontakcie klienta z marką. Najprostsze, a jednocześnie najtrudniejsze formy komunikacji, czyli kontakt i bezpośredni dialog pozwalają dzisiaj omijać system łączników, przekaźników informacji. Każda firma jest wyjątkowa, tylko nie każda potrafi jeszcze o tym opowiedzieć. A te, które już się tego nauczyły widzą, że wcale nie trzeba gigantycznych środków, by trafić do klienta ze swoją opowieścią. Tak jak kiedyś żyliśmy w komunikacyjnym micie ilości publikacji o marce i systemie liczenia ekwiwalentów, tak dziś istnieje fetysz treści. I coraz bardziej mi się on podoba. Bo jakość przekazów się ciągle poprawia, a możliwość dobierania do nich wielu kanałów i ich konkretnego dopasowania powoduje, że są skrawane na miarę, niczym garnitur od najlepszego krawca.

Czy to znaczy, że media są już nam niepotrzebne? Oczywiście, że nie. Stanowią uzupełnienie, a w niektórych przypadkach są podstawowym nośnikiem naszej opowieści. Tyle że nie jesteśmy już na media skazani. I media też zaczynają to rozumieć.  Content Marketing wchłania dziś tak naprawdę PR, który będzie najpewniej jednym z kanałów dla CM w przekazie treści.  A dzięki rozwojowi i podnoszeniu poziomu budowanych treści, jako spójnego storytellingu, materiały, które firmy przekazują do dziennikarzy są coraz lepszej jakości.


MJ


Aplikacja, formuła, kreatywny – czy nie nadużywasz tych słów na stronie internetowej swojej firmy? Siedem polskich ministerstw udowodniło, że to wyrazy, które mogą służyć za językową podstawę do ich stron internetowych. Rada Języka Polskiego mówi temu: STOP.


RJP objęła szczegółowymi badaniami portale siedmiu ministerstw i Narodowego Funduszu Zdrowia. Efekt? Nadmiar modnych, obcobrzmiących słów, amerykanizacja słownictwa, błędy ortograficzne, problemy z interpunkcją, urzędowo-kancelaryjny charakter wpisów. Wniosek? Każdy z resortów powinien zatrudnić językoznawcę. Rada Języka Polskiego zaleca, aby polskie ministerstwa stały się bardziej przyjazne obywatelom, w końcu to dla nich tworzą treści na swoje internetowe serwisy. Ale resorty jak na złość: zamiast podania wolą mówić o aplikacji, zamiast programu o formule, zamiast pomysłowości o kreatywności. Operacjom na języku polskim towarzyszą dodatkowe zabiegi z przeszczepianiem zagranicznych słów. Nie ma warsztatów – jest work shop, nie ma biur podróży – są tour operatorzy, nie ma kierunku – jest destynacja.


fot: PWN

Po co utrudniać? – pyta RJP. I podkreśla, że największym grzechem portali ministerialnych jest zbyt mała ilość tekstów pisanych w zrozumiały sposób, lekkim piórem, z użyciem mowy potocznej. Dlaczego resort odpowiedzialny za sport i turystykę nie publikuje na swojej stronie materiałów zachęcających do aktywności fizycznej? Dlaczego w serwisie NFZ komunikaty dla pacjentów i lekarzy pisane są tym samym językiem? Zdaje się, że administratorzy przebadanych przez Radę Języka Polskiego serwisów nie odpowiedzieli sobie na te pytania. I błąd – treści zamieszczanych w sieci wpisów budują przekaz. Od tych treści zależy, czy odbiorcy zrozumieją ten przekaz i w jaki sposób ukształtuje się ich opinia na dany temat – będą content czy nie?

Aleksandra Głąb

 
Źródło: „Dziennik Polski”, nr 35/2013 (11 lutego)