Zapraszamy do czytania

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryzys. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryzys. Pokaż wszystkie posty

Firmowa redakcja traci grunt pod nogami, bo w gazecie są dziury, brakuje tekstów? Grunt osuwa się jeszcze bardziej, gdy już po publikacji okazuje się, że na szpalty wkradły się błędy? Spokojne głowy wszystkich, którzy wezmą do ręki lutowe wydanie newslettera „Custom News”.


W nowym wydaniu newslettera MediateQi postanowiliśmy wziąć na warsztat redakcyjne kryzysy. W tradycyjnym poradniku rozkładamy na części pierwsze awarie, które mogą przytrafić się przed publikacją firmowych wydawnictw oraz pożary, które wybuchają już po ich oficjalnym wydaniu. Zamawianie kilku tekstów z wyprzedzeniem, uwzględnianie „poślizgu” w oddawaniu materiałów, rozbudowywanie magazynów o infografiki, przynajmniej dwu-, trzykrotne naczytanie złożonej gazety, porównywanie składu z bazowymi tekstami – to tylko niektóre z rozwiązań, które naszym zdaniem pomagają wyjść obronną ręką z redakcyjnych kryzysów, albo co więcej – pozwalają ich unikać.



Kryzys w firmowym magazynie? Sposoby opanowania awaryjnych sytuacji znajdziesz w 15. wydaniu newslettera „Custom News” 



Rozpracowując wewnętrzną komunikację wyszliśmy w lutym poza tradycyjne magazyny czy newslettery. Odsłaniamy przed naszymi czytelnikami dodatkowe narzędzia i przestrzenie docierania do pracowników z firmowymi treściami. Wyjaśniamy, dlaczego tablice informacyjne, radiowęzeł i ulotki tematyczne to wciąż sprawdzone – choć w obliczu nowych mediów lekko „archaiczne” – kanały komunikacji.

Z racji tego, że w najbliższy piątek będziemy obchodzić Dzień Języka Ojczystego, w lutowym „Custom News” nie zapomnieliśmy też o językowym wątku. Przygotowaliśmy nasz subiektywny ranking najczęściej popełnianych błędów – ku przestrodze firmowych redaktorów. Chcemy, aby przy naszym wsparciu z łamów na trwałe zniknęły ciężkie orzechy, cofanie do tyłu i osamotnione „super”.

Na deser jak zwykle porcja branżowych ciekawostek z ostatnich tygodni. Tym razem w rubryce z newsami wspominamy urodziny Facebooka, sprawdzamy, ilu Polaków korzysta ze smartfona i jakie są średnie zarobki w mediach, PR i reklamie oraz zwracamy uwagę na etykietę w mailingu.


W grudniowym wydaniu „CN” zapowiadaliśmy, że w nowym roku newsletter będzie jeszcze ciekawszy. Dlatego zachęcamy do lektury lutowego numeru i upewnienia się, że pisaliśmy prawdę :) Enjoy! 



AG



Po co nam Facebook? W 70% do podglądania znajomych i nieznajomych, a tylko w 7% do tworzenia kontentu. Przyciągają nas zdjęcia, śledzimy zmieniające się statusy, treści tworzymy niewiele. Dlatego mają dużą wartość i stanowią ważne źródło informacji. Czy Ministerstwo Edukacji Narodowej to rozumie?


W sobotę na fejsbukowym profilu MEN pojawił się wpis: „Wszystkich, którzy kilka ostatnich godzin spędzili na naszym profilu pytając, odpowiadając, dziękując, kopiując… ZAPRASZAMY NA SPACER (najlepiej z dziećmi)  Pogoda nie jest najgorsza, na bazarze można już kupić tulipany… Czyli właściwie WIOSNA powoli się zbliża :D”. Internauci, którzy odwiedzają stronę ministerstwa na FB – głównie rodzice dzieci w wieku szkolnym, żywo zainteresowani ostatnio tematem „wypychania” sześciolatków z przedszkoli – traktowali profil resortu jako miejsce do zadawania pytań związanych z tym problemem. Gdy zobaczyli „wiosenny”, luźny wpis ministerialny, w sieci zawrzało. Pojawił się wiele komentarzy o tym, jak ludzie na urzędniczych stanowiskach, którzy decydują o kształcie systemu edukacji w Polsce, którzy wpływają na nasze losy, z lekceważeniem traktują społeczeństwo. Obok tematu ignorancji istotnych tematów i tłumienia w zarodku ważnej i poważnej dyskusji, wyrosło drugie pytanie: Jaka powinna być komunikacja w mediach społecznościowych?
Jeden z internautów odpowiedział krótko: „Powinna być jak dieta. Odpowiednio zbilansowana do potrzeb konkretnej grupy (…) Niedosyt zaszkodzi, przesyt także”. MEN, wyjaśniając w jednym z komentarzy (dzisiaj już niedostępnym) pod „wiosennym” postem, że strona w social mediach to nie tablica informacyjna dla obywateli, nie narzędzie udzielania informacji publicznej, ani odpowiadania na wszelkie pytania, pokazało, że jednak nie dostrzega wartości, jaką jest tworzony w portalach społecznościowych kontent. Ministerstwo nie potrafiło utrzymać równowagi między urzędniczą powagą, a neutralizowaniem jej lżejszymi treściami. Wpis resortu, w założeniu – z przymrużeniem oka, nie zachęcił internautów do wzajemnego puszczenia oka. I pokazał, jak silnym narzędziem w kontaktach z użytkownikami sieci są media społecznościowe – szybkie, łatwo gromadzące masę krytyczną, skracające drogę do przekazania informacji i wywoływania błyskawicznej reakcji.

W każde eksperymentowanie z social mediami powinna być wpisana polityka zarządzania kryzysem – umiejętnego zarządzania. Gdy w firmie źle się dzieje, media społecznościowe mogą służyć nam jako platforma do rozwiązywania, a przynajmniej do łagodzenia problemów (piszemy o tym w lutowym wydaniu naszego newslettera przy okazji blogów firmowych http://www.mediateqa.pl/mediateqa_newsletter.php). W przypadku MEN problemem stały się same social media. Jak ministerstwo chciało uratować sytuację? Na stronie pojawił się wpis z przeprosinami, z zaznaczeniem, że administrator profilu miał na celu jedynie wprowadzenie weekendowego nastroju. Efekt? Dwa komentarze internautów, którzy jakby nie zauważali przeprosin, pamiętając ciągle sobotnią ignorancję. Bo z social mediami nie ma żartów.


Aleksandra Głąb


wystąpienie Piotra Stohnija w czasie Youth to Business Forum Warszawa 2013 (mat. własne)