Zapraszamy do czytania

Dobre pismo wewnętrzne to pismo z pracownikami. Jednak co zrobić, kiedy mają opór przed pokazaniem się na łamach magazynu? Z pomocą przychodzi Marcel Proust i jego kwestionariusz.


Kilka razy pisaliśmy już – głównie w newsletterze „Custom News” – o sposobach, które można wykorzystać, by przełamać opór pracowników przed pokazywaniem się w firmowym piśmie. Zachęcaliśmy do realizowania tematów związanych z pasjami, zainteresowaniami osób pracujących w firmie, podpowiadaliśmy, by nie unikać w magazynie luźniejszych, life stylowych zagadnień. Co jeszcze można zrobić, by pracownicy chcieli pokazywać się w magazynie? Skorzystać z prostego „wynalazku” Prousta, który pozwala w ciekawy sposób odkrywać firmowe osobowości.
Kwestionariusz Prousta znany jest już od XIX wieku jako gra towarzyska praktykowana wśród mieszczan. Tak naprawdę to nie francuski pisarz, ale jego znajoma, córka przyszłego prezydenta Francji, stworzyła listę pytań do towarzyskiej zabawy, jednak charakterystyczne odpowiedzi Prousta, opublikowane dwa lata po jego śmierci sprawiły, że zestaw pytań dotyczących osobowości, zainteresowań i cech charakterystycznych danej osoby, nazwano właśnie jego nazwiskiem.

Kwestionariusz Prousta uznaje się za jeden z pierwszych testów osobowości. A że w magazynach wewnętrznych dobrze jest prezentować przed czytelnikami poszczególne osobowości z firmowej załogi, dlaczego nie sięgnąć po „wynalazek” francuskiego prozaika?

We współczesnej wersji kwestionariusza pojawiają się pytania o:

1. główną cechę charakteru,
2. cechy poszukiwane u kobiety/mężczyzny,
3. największą wadę,

4. wartość najbardziej cenioną u przyjaciół,
5. największe nieszczęście,
6. czynnik, który wzbudza obsesyjny lęk,

7. to, kim lub czym chciałoby się być, gdyby nie było się tym, kim jest się obecnie,
8. nadużywane słowa,

9. bohaterów literackich, w których chciałoby się wcielić,

10. rzecz, której najbardziej się nie cierpi,

11. dar natury, który chciałoby się posiadać,
12. sposób, w który chciałoby się umrzeć,
13. aktualny stan umysłu,
14. błędy, które się wybacza.
 

fot.dreamstime.com


Jedną z adaptacji kwestionariusza Prousta jest kwestionariusz Pivota, który powstał na potrzeby amerykańskiego talk show „Inside the Actors Studio”. W programie francuski dziennikarz Bernard Piviot pytał swoich gości – aktorów i znane osobowości, o:

1. ulubione/najmniej lubiane słowo,
2. to, co ich pobudza,

3. to, co ich hamuje,
4. jakie dźwięki kochają,

5. jakich dźwięków nienawidzą,
6. ulubione przekleństwo,

7. wymarzony zawód,
8. zawód, którego nigdy nie chcieliby wykonywać,

9. upragniony widok, który chcieliby ujrzeć przed bramą nieba (o ile mieliby tam dotrzeć).

Proponując pracownikom wypełnienie testu, złożonego z dowolnie skomponowanych pytań, możemy uzyskać zbiór ciekawych odpowiedzi, które pomogą w stworzeniu zachęcających do lektury opisów firmowej załogi. Kwestionariusz może posłużyć jako pretekst do stworzenia stałej rubryki, zwłaszcza przy okazji tworzenia nowego pisma, w której regularnie będziemy przedstawiać kolejnych pracowników firmy. To przydatne narzędzie również w przypadku zmian kadrowych czy przyznania wyróżnień i nagród – możemy wtedy w nieszablonowy sposób pokazać, kto został w firmie doceniony i zaprezentować tę osobę czy osoby z mniej formalnej strony, niekoniecznie związanej z pracą.


AG

 

 

Za oknem jesień, a w sieci nowy numer newslettera o mediach firmowych. Październikowe wydanie to idealna lektura dla wszystkich, którzy lubią czytać.


W 11. wydaniu naszego newslettera postawiliśmy na kontent, wszak Content Marketingiem się zajmujemy. I tak oto powstał tradycyjny poradnik, tym razem poświęcony relacjom firma – agencja. Przyjazna atmosfera, wzajemne inspirowanie się, efektywność i efektowność – jak to wszystko osiągnąć? Dlaczego, decydując się na realizację firmowych wydawnictw, warto sięgnąć po pomoc agencji? Agencji , dodajmy, która z tej współpracy również będzie czerpała naukę. W „Custom News” wyjaśniamy, czym jest błąd przypadkowego wyboru, dlaczego szczerość na linii agencja – firma jest bolesna, ale opłacalna, oraz rozstrzygamy, czy wewnętrzne publikacje to faktycznie twardszy orzech do zgryzienia. Słowem:  (p)o(d)powiadamy, jak rodzi się przyjaźń.







Pozostałe tematy to też typowo czytelnicze propozycje. Pierwsza – dla wszystkich, którzy w obliczu października zaczynają powoli myśleć o kolejnym wydaniu raportu rocznego. W końcu już czas, by zastanowić się, w jakiej formie pokazać tegoroczne zestawienie finansowe, jak ciekawie zaprezentować ważne, acz trudne do „sprzedania” dane. My wiemy, że możliwości jest wiele, dlatego wyjaśniamy, kto i po co może sięgnąć, by za kilka miesięcy z dumą wziąć do ręki atrakcyjny raport roczny, który połączy w jedno formę i treść.

Kto już poczyta o raportach rocznych, może przeskoczyć na stronę poświęconą udowadnianiu, że komunikacja to dziedzina w firmowej strukturze organizacyjnej idąca w parze z HR-em. On – blisko ludzi, agregator wszystkich informacji o firmowych zasobach ludzkich. Ona – funkcjonuje w oparciu o te zasoby, to one są jej podstawą. Do tego zna narzędzia, za pomocą których można skutecznie kolportować informacje. Wszystko wskazuje na to, że HR i komunikacja to duet na dobre i złe. Uwierzą wszyscy, którzy sięgną po „CN”.

Wiśnią na październikowym torcie jest standardowy news page. Jak co miesiąc dokonujemy małej rewizji branży i łowimy z niej smaczki. Tym razem częstujemy Was porcją storytellingu (Firmy muszą opowiadać historię!), garścią facebookowej analizy zawartości treści (Pokaż mi swój post, a powiem ci, kim jesteś!) oraz szczyptą dziecięcych, komunikacyjnych ciągot (Wyrasta pokolenie cyberdzieci!).

Jesienny wieczór, relaks po pracy, kubek herbaty z goździkami i pomarańczą, a do tego październikowy „CN”? Tak, też sądzimy, że to propozycja, którą trudno odrzucić :) Zatem… Przyjemnej lektury! 




AG



 

Magazyn dla pracowników ma do nich należeć, być pełen życia. Dlatego nie zapominajmy o dzieciach pracowników. Dla nich też powinno znaleźć się miejsce na firmowych łamach.


Firmowe łamy powinny być przyjazne i otwarte. Oprócz zagadnień związanych z pracą, powinno znaleźć się w nich miejsce na tematy i prezentacje bliskie pracownikom. Poza opisami ich pasji oraz relacji ze spotkań czy firmowych eventów, warto pomyśleć, by pokazywać w piśmie dzieci pracowników.

Sposobów na to mamy do wyboru wiele, wszystko zależy od naszej kreatywności. Gwarantujemy jednak, że niezależenie od wybranej drogi, mina dumnego rodzica, który będzie przechowywał magazyn z publikacją swojego dziecka na honorowym miejscu, jest bezcenna. Dlatego prezentujemy kilka sposobów wprowadzenia milusińskich na firmowe łamy. Część z nich może wydać się już znana, ale cały czas jest niezmiernie skuteczna – daje radość nie tylko rodzicom, ale również innym pracownikom. Bo poznając rodziny kolegów z pracy, bliżej poznajemy ich samych.

fot.dreamstime.com
 
Jak zatem wykorzystać nasz magazyn w kontekście dzieci?
  •  Powitania – na łamach, w regularnych cyklach publikowane są nowonarodzone dzieci pracowników z opisem dumnego mamy lub taty. Czytanie takich opisów (przeważnie są niezwykle kreatywne) to wspaniała zabawa dla wszystkich pracowników.
  • Powitania z horoskopem – możemy przy zdjęciach noworodków drukować także horoskopy „na wesoło”, w których przewidywana jest przyszłość małych pociech naszych pracowników.
  •  Konkursy – tutaj nasza kreatywność jest nieograniczona. Organizujmy konkursy plastyczne, foto, a później publikujmy zdjęcia dzieci i skany prac najmłodszych.    Rocznice – nasza firma obchodzi rocznicę, może jubileusz jakiegoś ważnego projektu? Może to 5, a może 9 lat? Poszukajmy wśród pracowników tych, którzy mają dzieci w podobnym wieku. Zaprezentujmy dzieciaki przy okazji firmowej rocznicy, pokażmy ich plany na dalszą przyszłość. Przecież i oni, i nasza firma będą się nadal rozwijać.

To tylko kilka z możliwych przykładów obecności dzieci na łamach firmowego pisma. Warto to robić i szukać rożnych form. Dzięki dzieciom w magazynie mogą zagościć pracownicy, którzy do tej pory nie chcieli brać udziału w sondach i podobnych publikacjach. Będzie to dobry krok, by i oni zaangażowali się w redakcyjną przygodę. Łatwiej przecież rozmawiać z dumnym i zadowolonym rodzicem.

MJ

Wielokrotnie już pisaliśmy na blogu, a także w newsletterze Custom News, o sile mediów firmowych. Znamy to z codziennej pracy, wierzymy w tę drogę i wiemy, że jutro na pewno należy do firmowych mediów.


Od wielu lat ewoluowały – od małych gazetek do rozbudowanych dziś magazynów, interesujących portali, aplikacji na urządzenia mobilne. Możliwości ich realizacji jest wiele.  Uwagę na ten kanał komunikacji zwrócił w ostatnim wydaniu swojego kwartalnika „Nowe Media” Eryk Mistewicz.
Autor słusznie wychodzi z założenia, że dziś, nawet mając pieniądze, coraz trudniej dotrzeć do odbiorców dzięki starym mediom. Z jednego powodu. Jakiego? Są coraz mniej popularne, mniej wpływowe, „cieszą się” słabnącym zaufaniem. A ponieważ świat nowych mediów dopiero się rozwija, to nie toleruje działań na skróty (takich jak choćby kupowanie fanów). Dlatego firmy, urzędy, organizacje potrzebują własnych mediów. Mistewicz używa określenia, które przyznaję bardzo mi się podoba – „dziennikarstwo firmowe”. Bo przecież treści tworzone na własne kanały komunikacyjne nie są ani klasycznym marketingiem, ani PR-ową mową-trawą. Lansowane przez Mistewicza określenie pozwala na dobre nazwanie treści tworzonych dla klientów, dzięki którym poznają i rozumieją swoją markę.

fot.dreamstime.com

A więc czas wywrócić do góry nogami większość dotychczasowych strategii, czas zainwestować w własne treści, w własnych kanałach komunikacji.  Warto spojrzeć na to przez pryzmat kosztów, jakie ponosiliśmy do tej pory na działania reklamowe i PR-owe.  Część firm ma już kanały komunikacji, ale czy naprawdę z nich korzysta? Czy jest to kolejna droga do wrzucania PR-owego bełkotu? Warto to przeanalizować. I mieć świadomość, że musimy tworzyć własne, eksperckie, wciągające treści.

Dlatego na koniec jeszcze cytat z Mistewicza: „Przedsiębiorstwo bez dziennikarstwa firmowego, bez własnej redakcji, bez tworzenia i dystrybucji własnego contentu, umiejętnie tłumaczonego na różne poziomy przyswajania go przed odbiorców (aż po poziom infografiki i komiksu), stoi na straconej pozycji”.
Może warto teraz, w okresie domykania planów na przyszły rok, popatrzeć na nasze pomysły i środki, jakie chcemy przeznaczyć na działania w 2014. I przekonać się, że warto zaryzykować i część pieniędzy przenieść na tworzenie własnych treści. To naprawdę się opłaca.


MJ

Od grudnia zeszłego roku przygotowujemy dla was „Custom News” – newsletter branży CP i CM. Czy 10. wydanie okaże się strzałem w 10-tkę? Opracowując tematy do tego numeru, staraliśmy się, żeby tak było.


W tradycyjnym poradniku stajemy do biegu po dobrze zorganizowaną komunikację wewnętrzną. Rzucamy wyzwanie: wyobraź sobie, że przychodzisz do firmy, w której czeka mnóstwo zadań do wykonania, a na firmowym koncie wieje chłodem. I proponujemy rozwiązanie: zamiast załamywać ręce, zacznij działać. Dzięki naszym radom staniesz w blokach startowych odpowiednio przygotowany i dzięki równomiernemu rozłożeniu sił, ukończysz komunikacyjny bieg z sukcesem.

 

Nie myśl jednak, że kiedy staniesz się już owianym sławą specem od komunikacji, nie grożą ci sytuacje awaryjne. Trudny, pojawiający się nagle, burzący szpigiel temat typu must be, może przytrafić się nawet najlepszym. Co wtedy zrobić? Jak o czymś skomplikowanym napisać w sposób nieskomplikowany? I na tyle atrakcyjny, by artykuł został przeczytany? Proponujemy przenieść się do krainy wyobraźni, sięgnąć po czarodziejską różdżkę i… zaczynamy redakcyjny seans magii!

Pozostając w krainie wyobraźni proponujemy spojrzeć na Custom Publishing z nowej perspektywy. Magazyny, Internet, social media, mobilne aplikacje – to wszystko jest. Książka – to może być. Dlaczego warto pozycjonować naszą markę w treściach poprzez wydawnictwa książkowe? Szukamy racjonalnych argumentów i zachęcamy do włączenia się w dyskusję.

Na koniec przegląd wydarzeń minionych tygodni i porcja ciekawostek z branży. O Kevinie Spacey, który tłumaczy, na czym polega storytelling. O tym, czy Polacy są gotowi na życie w cyfrowej rzeczywistości. I o tym, jak uczynić markowy fun page jak najbardziej efektywnym.

Brzmi ciekawie? Mamy nadzieję, że 10. wydanie naszego newslettera okaże się strzałem w 10-tkę waszej ciekawości.

Przyjemnej lektury!



 

AG



W biznesie coraz powszechniej stosuje się media społecznościowe. Co ważne, firmy używają ich też w komunikacji wewnętrznej, a nie tylko do celów marketingowych i kontaktów z klientami. Firma RR Communication Consulting postanowiła sprawdzić, co o takim rozwiązaniu sądzi pokolenie Y – generacja ludzi, którzy wchodzą na rynek pracy i codziennie korzystają z social mediów.


Tak zwane Y-greki to pokolenie, dla którego media społecznościowe to codzienność – 83% studentów uczelni wyższych, przebadanych przez RRCC, korzysta z social mediów przynajmniej raz dziennie. Równie dużo, bo 67% ankietowanych stwierdziło, że media społecznościowe pomagają im w wypełnianiu obowiązków – akademickich, a w przypadku tych, którzy pracują również zawodowych. RRCC chciała sprawdzić, jak osoby wchodzące właśnie na rynek pracy wyobrażają sobie korzystanie z mediów społecznościowych w miejscu pracy i czego od tych mediów oczekują. 

Okazuje się, że ponad 80% badanych potwierdziła, że nowoczesna firma powinna wdrażać media społecznościowe, które ułatwiają realizację zadań w pracy. Warto jednak podkreślić, że wśród osób, które legitymują się ponad rocznym doświadczeniem zawodowym, odsetek potwierdzeń nie był już tak duży. Dlaczego? RRCC sugeruje, że wiąże się to z poznaniem realiów firmy, gdzie nie wykorzystuje się w pełni funkcjonalności wdrożonych social mediów. Stąd bardziej krytyczne opinie badanych-pracujących.

Y-greki przebadani przez RRCC, mimo pozytywnych opinii o korzystaniu z mediów społecznościowych w miejscu pracy, widzą też ich zagrożenia. Ze stwierdzeniem, że social media mogą prowadzić do marnowania czasu w pracy zgodziło się 45% studentów. Jeszcze więcej – 70% - potwierdziło, że mogliby pracować w firmie, która blokuje pracownikom możliwość dostępu do mediów społecznościowych w miejscu pracy.

 

Źródło: Dreamstime.com
 
RRCC wyróżniła też kilka prawidłowości, jeśli chodzi o sposoby wykorzystywania mediów społecznościowych. Wygląda na to, że osoby, dla których istotne są relacje z pracownikami za najważniejsze w pracy uznają zdobywanie wiedzy. To każe przypuszczać, że osoby z tej grupy nie postrzegają mediów społecznościowych jako pomocnych do nawiązywania dobrych relacji, ale jako narzędzie do wykonywania zadań. Autorzy badania zauważyli też, że do zdobywania wiedzy social media wykorzystują najczęściej ci, dla których istotna jest stabilność zatrudnienia. Z kolei ci, którzy cenią sobie wysokie wynagrodzenie sięgają po social media najczęściej w celu rozwiązywania problemów.
 
Firma RRCC przeprowadziła badanie na grupie prawie 630 studentów uczelni wyższych (m.in. Uniwersytetu Wrocławskiego, Uniwersytetu Jagiellońskiego, SWPS). Badanie miało formę ankiety papierowej dystrybuowanej bezpośrednio wśród studentów. Przeprowadzono je na przełomie maja i czerwca 2013 roku.

 

 

AG

 

Własne pismo firmowe to już nie tylko domena dużych firm. Z Content Marketingu korzystają coraz mniejsze podmioty. I robią to całkiem nieźle.


W ręce wpadło mi ostatnio wydawnictwo „Econom Class”. Niewielkie, zaledwie cztery strony. A na nich informacje o nowo otwieranym sklepie w Łodzi, modzie, trendach. Jakież było moje zdziwienie, gdy na stronie trzeciej doczytałem, że sprawa dotyczy sklepu z odzieżą używaną, który właśnie wkracza na rynek. Oprócz informacji o sklepie w publikacji znalazły się również ciekawostki na temat zdrowia, opalenizny, trendów w modzie, a nawet krzyżówka z nagrodą i malowanka dla dzieci. Nie zabrakło nawet przepisów kulinarnych na tani obiad. Wszystko zgodnie z zasadą, że ma być ekonomicznie – co jest dewizą sklepu.
 

Po początkowym szoku poznawczym, już tak na chłodno, można powiedzieć: brawo. Zamiast drukować stertę ulotek, które fruwałyby gdzieś po ulicach i krzyczeć, że tanio, postanowiono zaangażować klienta. Zrobić coś więcej, przekazując jednocześnie wszystkie potrzebne informacje. Sposób ich podania, a także wygląd pisma, zbliżony do lokalnych tygodników, daje gwarancję dotarcia do oczekiwanej grupy.  Dystrybucja także zadziałała prawidłowo – z pismem spotykałem się i w biurowcach, i w okolicznych spożywczakach.

Z zainteresowaniem będę śledził, czy to jednorazowy strzał, czy pojawią się kolejne wydania. A przykład ten polecam do wzięcia pod uwagę wielu mniejszym firmom, które myślą, że własne wydawnictwo, nawet małe, jest nie dla nich.

 


MJ