Zapraszamy do czytania


 

 

Ukazało się nowe wakacyjne wydanie PismoteQi. Znajdziecie w nim wiele interesujących materiałów, w tym między innymi rozważania o etyce w marketingu treści, a także specjalny wakacyjny komiks o magazynach firmowych.


 

PismoteQa to bezpłatny kwartalnik, wydawany przez MediateQę, o firmowych mediach w wielu aspektach. W nowym numerze polecamy temat wiodący, którym jest etyka w działaniach content marketingowych i mediach firmowych. Jest ona nieodłącznym elementem tworzenia treści i ich rozpowszechniania. Dlatego tak ważne jest przestrzeganie określonych standardów, a gdy nikt jasno ich nie wytyczył – robienie tego na własną rękę. Wtedy uzyskujemy Wiarygodność – przepustkę do rąk odbiorców przekazów CM i prasy firmowej. Zachęcamy do sprawdzenia, na jakich zasadach etyka opiera się w content marketingu, a na jakich w mediach firmowych.

Piszemy o skutecznej dystrybucji magazynów firmowych. Warto zwrócić szczególną uwagę na ten ostatni aspekt procesu wydawniczego w mediach firmowych. By wytężona praca i wysiłek poświęcony na pisaniu, redagowaniu i projektowaniu magazynu nie szedł na marne. A nie stanie się tak tylko wtedy, gdy pismo trafi do czytelnika. Temu tematowi przyglądamy się w tekście: „Z rąk do rąk”.

http://www.mediateqa.pl/mediateqa/pismoteqa/PismoteQa4/index.html
 
W magazynie na warsztat wzięliśmy także role dziennikarzy firmowych w pismach wewnętrznych i zewnętrznych. Podpowiadamy także, jak unikać sytuacji kryzysowych w firmowych pismach. Oprócz tego oczywiście stałe rubryki, w tym wakacyjny komiks, który opowiada o magazynie firmowym na wakacjach.

 

PismoteQę można przeczytać pod adresem


lub otrzymać wydanie papierowe. Wystarczy napisać swoje dane – gdzie i do kogo mamy dostarczyć magazyn. Zgłoszenie należy wysłać na adres: biuro@mediateqa.pl. Magazyn wysyłamy oczywiście bezpłatnie.

Zachęcamy do lektury i zamawiania magazynu.
(MJ)

Co łączy Facebooka, Photoblog i Ask.fm z włanczaniem, większą i mniejszą połową oraz ubieraniem butów? Odpowiedź przynosi raport Instytutu Monitorowania Mediów. IMM w ramach Kompasu Social Media sprawdził, jakie błędy językowe Polacy najczęściej popełniają w sieci.


Instytut Monitorowanie Mediów razem z fanpage'm „Poprawna Polszczyzna” poprosili internautów o wskazanie błędów, z jakimi można się spotkać w sieci najczęściej. Na apel odpowiedziało kilkaset osób, zebrano ponad 600 komentarzy na ten temat. IMM ułożył wskazane przez internautów propozycje językowych wpadek w ranking największych gaf. Co się okazało?

Od początku roku do połowy maja w sieci i mediach społecznościowych pojawiło się ponad 125 tys. artykułów, komentarzy i wpisów, w których wystąpiła przynajmniej jedna ze wskazanych przez internautów językowych gaf. W czołówce serwisów social media z największą liczbą wpadek językowych znalazły się Facebook, Photoblog.pl i Ask.fm. Skąd w portalach skierowanych głównie do ludzi młodych taka kumulacja błędów? IMM zauważa, że nauczycielskie oko nie sięga w te zakamarki internetu, a rówieśnicy raczej nie zadają sobie trudu, żeby poprawiać kolegów czy koleżanki (groźba padnięcia ofiarą hejtu?).
Z analizy przeprowadzonej przez Instytut Monitorowania Mediów wyłonił się ranking najczęściej popełnianych błędów. Okazało się, że najczęściej powtarzane uchybienie językowe pojawiło się ponad 30 tys. razy w setkach wpisów internetowych. Zaczną część wpadek, na które zwrócili uwagę użytkownicy sieci, stanowiły pleonazmy, czyli wyrażenia składające się z wyrażeń o tym samym znaczeniu. Mirosław Bańko, profesor UW i ekspert Poradni Językowej PWN, zwrócił przy tej okazji uwagę, że bez powtarzania treści komunikacja byłaby niemożliwa. „Nie wszystkie powtórki są jednakowo naganne: niektóre biorą się z nieuwagi, inne wynikają z budowy zdania” – stwierdził Bańko. Po jakie pleonazmy sięgamy najczęściej? Oto zestawienie IMM:

Źródło: Instytut.com.pl

Pleonazmy uplasowały się na pierwszym miejscu językowych wpadek Polaków. Jakie błędy zajęły kolejne miejsca? Z danych zgromadzonych przez Instytut Monitorowania Mediów wynika, że:

Źródło: Instytut.com.pl


Prof. UW Mirosław Bańko, który skomentował dla IMM wyniki analizy internetowych błędów Polaków, zwrócił uwagę na wpływ, jakie rozwijająca się sieć wywarła na język polski. Jak zauważył Bańko, dzięki internetowi gwałtownie wzrosła liczba osób, które w sieci stają się samodzielnymi autorami. „Dawniej autor miał do pomocy wydawcę i gdy jego polszczyzna budziła zastrzeżenia, czytelnicy dowiadywali się o tym. Dziś jest inaczej i błędy są utrwalane i powielane” – podkreślił językoznawca. Jednak dodał, że rozwój nowych mediów wywiera też pozytywny wpływ na nasz ojczysty język. „Internauci zaczynają być świadomi reguł języka i nawet jeśli piszą niedbale, to wiedzą, że naruszają normę. To może być bodziec, aby ją sobie przyswoili” – podsumował optymistycznie ekspert Poradni Językowej PWN.




AG




Podczas konferencji Marketing Progress, która odbyła się w połowie czerwca, zaprezentowano wyniki badań działów marketingu polskich firm. Są interesujące i zarazem zastanawiające.


Badanie zostało przeprowadzone przez Mind Progress i IBC, wzięło w nim udział 200 firm (zarówno z sektora MŚP,  jak i większych organizacji). Zapoczątkowana analiza ma być prowadzona falowo, tak że w kolejnej odsłonie będziemy mogli nie tylko poznać wyniki, ale sprawdzić też, jak zmieniają się trendy. Jednak na razie wróćmy do danych, które zaprezentowano we Wrocławiu i do tego, co one oznaczają.

Badanie pokazało, że dla 66% firm „marka” a „nazwa firmy” znaczą to samo. Oczywiście im większa organizacja, to wiele marek, a inna nazwa. Natomiast niecałe 10% firm ma jedną markę, ale nie jest ona jej nazwą. Ciekawe wydaje się pytanie o misję firmy. Przez badaczy była ona rozumiana jako „specyficzna rola dla otoczenia”. Blisko 75% organizacji deklaruje, że misję posiada. Współczynnik ten rośnie, jeżeli rozpatrujemy tylko większe firmy i wynosi 91%, zaś spada, gdy patrzymy tylko na małe przedsiębiorstwa – do posiadania misji przyznaje się wśród nich co druga firma. Podobnie sprawa ma się z pytaniem o wizję – jej posiadanie deklaruje 75% organizacji. Jednak odpowiedzi na kolejne pytanie mogą być nieco zaskakujące. Do posiadania grupy docelowej przyznaje się 53% organizacji, a brak określenia takiej grupy deklaruje aż 41% firm. Do posiadania planów marketingowych przyznaje się natomiast 70% organizacji. Czy czytającym ten wpis również zapaliła się teraz lampka i zaczęli zastanawiać się nad faktem, że więcej firm deklaruje plan marketingowy niż posiadanie grupy docelowej?

Kolejne ustalenia Mind Progress i IBC są równie ciekawe. Pytanie fundamentalne: o posiadanie przez firmy strategii marketingowej. Odpowiedzi padły następujące:  34,5% – TAK, w formie spisanej; 22% – TAK, ale w niespisanej formie,  34,5% – NIE; pozostali – NIE WIEM. Jak można się domyślić, spisana strategia jest domeną dużych firm. Organizacje, które posiadają strategię, pytano, jaki jej rodzaj stosują. Na pierwszym miejscu, właściwe ex-aequo, są strategia rozwoju produktu (40%) i strategia rozwoju rynku (39%). Na dalszych pozycjach uplasowały się strategia penetracji rynku i strategia dywersyfikacji działalności. Jeżeli chodzi natomiast o samo opracowywanie strategii, to są one przygotowywane przez  firmy i ich działy marketingu (36%), przez właścicieli lub osobę zarządzającą (21%) lub w sposób mieszany – przez pracowników i firmę z zewnątrz (17%). Opracowanie strategii samodzielnie przez agencję marketingową lub reklamową zleca tylko 13% przedsiębiorstw, a przez firmę doradczą – 7%.

Analizując wyniki badania zaprezentowanego w czasie tegorocznego Marketing Progressu, warto także przyjrzeć się, jak firmy określają procentowo stopień realizacji przyjętych strategii. Deklarację, że opracowane założenia udaje się realizować w całości, składa 14% firm.  Do realizacji strategii w przedziale od 80 do 100% przyznaje się 34% organizacji, a w zakresie od 80 do 50% – co trzecie przedsiębiorstwo (najczęściej wskazywana odpowiedź). Co do reszty, realizację połowy założeń przyjętych w strategii potwierdza 10% ankietowanych firm, a mniej niż połowę deklaruje tylko 3% z badanych organizacji.

Ciekawe wydaje się również spojrzenie na zalety, jakie firmy dostrzegają w realizacji strategii. Dla ponad połowy z nich strategia to sposób na spójny wizerunek i mocną markę, natomiast dla 43% organizacji strategia oznacza sposób rozliczania pracowników marketingu z ich działalności i pracy. Jednak, co warte odnotowania, 42% firm widzi w strategii sposób na oszczędności, bo – jak słusznie zauważają – zaplanowane działania marketingowe są tańsze niż rozwiązania wprowadzone „ad hoc”.

Analiza Mind Progress i IBC wykazała, że dla firm ciągle bardzo ważne w realizacji strategii marketingowych są media firmowe, w tym przede wszystkim gazety i newslettery. Oczywiście numerem jeden w komunikacji marketingowej jest strona internatowa. Jednak wiele promowanych obecnie w sieci działań, jak pokazują wyniki zaprezentowanego we Wrocławiu badania, nie zyskuje jeszcze uznania firm. Szczegóły na załączonej poniżej grafice.



Źródło: MJ (własne)




MJ

HR i komunikacja – dwa bratanki? Tak, już raz udowadnialiśmy to na łamach „Custom News”. W czerwcowym wydaniu publikujemy kolejny dowód i wyjaśniamy, co ma wspólnego exit interview z komunikacją wewnętrzną.


Wątek exit interview pojawia się w newsletterze poświęconym prasie firmowej nie bez powodu. Wywiad z odchodzącym pracownikiem to bowiem narzędzie, które pozwala zweryfikować efektywność poszcze­gólnych działów w firmie. Jeżeli odejście pracownika wiąże się z działem komunikacji, warto dowiedzieć się, co go do tego skłoni­ło. Jeśli to mniejsza firma, można spotkać się z pracownikiem osobiście. Jeśli większa, bar­dziej rozbudowana, dobrym rozwiązaniem są ankiety – drukowane bądź online. W ankiecie pracodawcy skupiają się przede wszystkim na badaniu satysfakcji i zaangażowania osób rezygnujących z pracy. Wskazówki odchodzącego pracownika mogą być dla firmy cenne i stanowić drogowskaz do ewen­tualnych zmian. Czy komunikacja wewnętrzna była elementem, który cenił/ceniła pan/pani w naszej firmie? Czy w nowej firmie będzie pan/pani szukać elementów bliskich naszemu systemowi komunikacji? Jakie zasady obowiązujące w dziale są pana/pani zdaniem najmniej efektywne i przeszkadzają w pracy? – to tylko niektóre z pytań, które mogą paść w czasie exit interview związanego z działem komunikacji.





Na kolejnych stronach czerwcowego „CN” dalej stawiamy pytania. Czym jest? Co ma wspólnego z content marketingiem? Co z tego wyniknie? Czy to nowe zjawisko, czy stary produkt w odświeżonym opakowaniu? Wszystkie te dylematy dotyczą reklamy natywnej. Staramy się je rozwiać w newsletterze. Piszemy: „Reklama natywna bądź po prostu „lokowanie produktu w sieci”, albo teksty sponsorowane, będą się mu­siały zmierzyć z typowymi problemami dla nowych rozwiązań. Początkowo budzą zainteresowanie – zarówno reklamodawców, jak i odbiorców. Jednak z czasem, ze względu na coraz większą ilość takich działań, odbiorcy się do nich przyzwyczajają, a następnie – zrażają. Wszak co za dużo, to nie zdrowo”.

Z racji tego, że nachodzą wakacje, prezentujemy też kilka lektur, które warto zabrać ze sobą na urlop. To propozycje nie zawsze bezpośrednio związane z branżą komunikacyjną, a mimo to niosące za sobą porcję przydatnej w pracy wiedzy i będące jednocześnie dobrą formą rozrywki. Sprawdźcie, co Wam polecamy. Przy okazji, by trzymać rękę na branżowym pulsie, zerknijcie na przegląd wydarzeń z ostatnich tygodni, na tradycyjnej stronie z newsami.


Nie zapomnijcie zabrać „CN” na urlop!

Przyjemnej lektury :)



AG


Piątek, popołudnie. Szybki przegląd prasy w zatłoczonym tramwaju. Gdy już prawie kończę wertowanie „Wyborczej”, trafiam na rozkładówkę z ankietą dla czytelników. A więc jednak – wciąż mierzy się puls gazet. Jak zwykle rodzi to refleksję o badaniu odbiorców firmowych wydawnictw.


Piątkowa „Gazeta” prosiła czytelników i czytelniczki o „szczere wygarnięcie” – wskazanie, co ich denerwuje, a co się podoba w wydawanym od 25 lat ogólnopolskim dzienniku. Pytań w ankiecie opracowanej przez Piotra Pacewicza było sporo, zgrupowano je w kilka bloków tematycznych – od wad i zalet „GW” przez powody, dla których czytelnicy po nią sięgają, po sposób odbioru treści i wizję przyszłości dla „Wyborczej”. Kafeteria, z której czytelnicy mogli wybierać propozycje odpowiedzi, również była obszerna. Ale czy to dziwne? W końcu badanie odnosiło się do jednej z największych gazet w kraju, która ostatnią tego typu ankietę przeprowadziła 8 lat temu. Od tego czasu wiele się zmieniło, głównie w sposobie dystrybuowania treści i znacznego przesunięcia odbiorców mediów w stronę Internetu.

Już bardzo dawno nie natrafiłam w żadnym drukowanym piśmie w Polsce na ankietę czytelniczą. Mogło się wydawać, że w obliczu lamentu związanego z rzekomą śmiercią prasy w tradycyjnej formie, takie badania odchodzą do lamusa. A jednak.


Piątkowa „GW” prosiła czytelników, by „szczerze wygarnęli”, co myślą o gazecie


Redakcyjne ankiety prasowe zawsze budzą we mnie dwa skojarzenia. Po pierwsze przypominają mi o omawianym w trakcie studiów artykule Jacka Adolfa, poświeconym właśnie temu zagadnieniu. Artykuł to nie pierwszej świeżości, bo z 1963 roku, ale wciąż aktualny. Autor wskazał w nim na największe zagrożenia ankiet czytelniczych. Adolf wymienił m.in. błąd niereprezentatywności (brak wpływu na wielkość badanej próby i sposób jej doboru), błąd nagrody (stosowanie przez redakcje taktyki „kija i marchewki”, by zachęcić czytelników do wypełnienia ankiety – ryzyko wymuszonych odpowiedzi), błąd jednego tematu (fokusowanie się na konkretnym obszarze zainteresowań konkretnej grupy ludzi, ale przy prezentowaniu wyników – generalizowanie), błąd nieumiejętnego zadawania pytań (pytania sugerujące lub zbyt ogólne).

Drugie skojarzenie odnosi się do customu i często stawianego pytania: czy warto badać magazyny firmowe, zwłaszcza wydawnictwa wewnętrzne? Biorąc pod uwagę, że wydając pismo dla pracowników, chcemy, by było czytane, ankiety czytelnicze w mediach firmowych wydają się jak najbardziej uzasadnione. To narzędzie, które pozwala zidentyfikować, co podoba się czytelnikom w ich gazecie, co ich interesuje, a co nie budzi ich ciekawości, nudzi, irytuje. Jednak by narzędzie to okazało się skuteczne, musi zostać odpowiednio wykorzystane. Redakcje firmowe, decydując się na badanie czytelników, powinny:
  • zastanowić się, czy chcą poddać analizie wyłącznie magazyn, czy również inne elementy systemu komunikacji w firmie (np. newslettery, intranet);
  • pamiętać o właściwym podejściu do badania – szczególne ważne jest dobranie odpowiedniej próby badawczej (w mniejszej firmie spokojnie można przeprowadzić ankietę wśród wszystkich pracowników, ale w większych przedsiębiorstwach, zatrudniających pracowników liczonych w tysiącach, niezbędny będzie raczej bardziej szczegółowy dobór respondentów – ważne, by wśród tej grupy pojawili się przedstawiciele wszystkich jednostek w strukturze organizacyjnej – tylko taki dobór będzie wiarygodnym głosem wszystkich odbiorców mediów firmowych);
  • wybrać właściwe narzędzie badawcze – wspomniane ankiety wydają się sprawdzonym i stosunkowo prostym rozwiązaniem (warto jednak pamiętać, że dobrze przy konstruowaniu takiej ankiety skorzystać z pomocy osoby z socjologicznym wykształceniem – właściwie sformułowane pytania są podstawą uzyskania miarodajnych wyników);
  • dokładnie przeanalizować wyniki przeprowadzonych badań i sporządzić raport, który je podsumuje i pozwoli postawić wnioski, dając odpowiedź na pytanie: co musimy zmienić?;
  • pamiętać, że badanie będzie miało sens tylko wtedy, jeśli wnioski z badania przełożą się na realne działania – sztuka dla sztuki to dla firmowej redakcji strata czasu, zastosowanie się do sugestii czytelników i uwzględnienie ich potrzeb może uczynić z firmowego wydawnictwa publikację wyżej jakości, skuteczniejszą.

     


       AG


Powinna obowiązywać w każdej dziedzinie. A gdy zasady nie zostały z góry narzucone, praktycy mediów firmowych sami powinni wyznaczać sobie granice, których nie wolno przekroczyć. W najnowszym wydaniu newslettera „Custom News” piszemy, dlaczego etyka jest tak ważna i jakich zagadnień w branży szczególne dotyczy.


Choć etyka mediów firmowych i content marketingu się różni, to znajduje jeden wspólny mianownik: treści. Etyka jest w obu przypadkach podstawą do ich tworzenia i rozpowszechniania. By grać czysto w obszarze contentu, branżowi praktycy powinni przede wszystkim produkować wartościowe merytorycznie i jakościowo przekazy, oparte na prawdziwej wiedzy, z wyraźnym zaznaczeniem cytatów i podaniem źródeł, niosące za sobą edukacyjny walor. Ich odbiorcy nie powinni mieć wątpliwości, że otrzymują właśnie eksperckie, a nie sponsorowane treści. W przypadku magazynów wewnętrznych ważne jest, aby nie bać się podejmować tematów trudnych, nie zamiatać pod dywan niewygodnych faktów – to bowiem zamykanie sobie przez firmę drogi do prowadzenia szczerego dialogu z pracownikami. A szczerość to jeden z fundamentów etyki.



Jak postępować etycznie, tworząc treści? Odpowiedź w najnowszym wydaniu newslettera poświęconego prasie firmowej i CM



Na kolejnych stronach „CN” nieco rozluźniamy atmosferę i od poważnych zagadnień etycznych przechodzimy do wakacji i dzieci. Z racji tego, że zbliża się lato – czas urlopów, opustoszałych firmowych redakcji – podpowiadamy, jak w tym okresie zorganizować pracę na pismem. Piszemy, co możemy zmienić w cyklu wydawniczym i jakimi treściami wzbogacić nasze wydawnictwa. Dzieci pojawiają się w naszym newsletterze z okazji ich zbliżającego się święta – pokazujemy, jak wykorzystać 1 czerwca do wprowadzenia najmłodszych na firmowe łamy. Sugerujemy, jak pisać o dzieciach i dla dzieci oraz jak sprytnie wykorzystać sąsiadujące ze sobą w kalendarzu Dzień Matki, Dzień Dziecka i Dzień Ojca.

W „CN” nie brakuje też tradycyjnego przeglądu ciekawych wydarzeń z branży. W naszej rubryce z newsami przywołujemy soczyste cytaty na temat CM, który przestaje być kingiem oraz na temat niebudzących zainteresowania infografik. Piszemy także, jakim typem użytkowników urządzeń mobilnych są Polacy i jak stworzyć newsletter, który nie trafi do spamu.


Brzmi ciekawie? Warto przekonać się o tym na własnej czytelniczej skórze :)

Przyjemnej lektury! 



AG




 
Mimo coraz większego zainteresowania, a także dużej ilości informacji jaka ostatnio w branży się pojawiła o reklamie natywnej, jej pierwsze badania efektywności wypadają słabo. Reklama natywna, czyli wymieszanie treści reklamowych (w Polsce znana i szeroko komentowana od przypadku „dżinsy Machały") i treści redakcyjnych, nie sprawdza się chyba tak jak pierwotnie sądzono. Badanie na ten temat przeprowadziła firma marketingowa HubShout. Okazuje się, że z reklamą natywną zetknęło się blisko 70 procent badanych. Jednak aż 62 procent badanych nie wiedziało czego dotyczył artykuł ani jakiej firmy reklama została w nim umieszczona. Sponsora przekazu reklamowego było w stanie podać tylko 5 badanych. Połowa badanych uważa, że artykuł ma dla nich taką samą wartość zarówno z reklamą, jak i bez niej. Jednak warto zauważyć, że ponad 40 procent deklarowało, że teksty sponsorowane to forma reklamy, która może pomóc mi dowiedzieć się więcej na temat sektora, w którym działa marka.

fot: dreamstime.com
 

Jednak sama reklama natywna cały czas budzi wiele kontrowersji. Z jednej strony nie brakuje zastrzeżeń, że nie wprowadza ona niczego nowego. Formuła tekstu sponsorowanego znana jest od dawna. Lokowanie produktów także stało się wszechobecne. A brak oznaczenia reklam natywnych budzi wiele etycznych kontrowersji. Z jednej strony są one problemem dla samych mediów, ale i także dla reklamodawców. I jak zapewniali zwolennicy tej formy promocji jej skuteczność miała być zachęcająca, by z niej skorzystać. Jak pokazują cytowane wyżej badania wcale tak być nie musi. O badaniu HubShout można przeczytać także tutaj: (http://prasa.info/artykul/url,990/)
 
(MJ)