Zapraszamy do czytania

Listopadowe Custom News jest już gotowe. Tym razem zajmujemy się współpracą firm z blogerami. Jak co miesiąc, do wygrania jest także książka.


 Współpraca między firmą a blogerem może przynieść wiele korzyści. Szczególnie w takich branżach jak moda, telekomunikacja, kulinaria czy turystyka. Jednak musi ona być odpowiednio przygotowana. W przeciwnym razie może zakończyć się kompromitacją jednej ze stron. Przykładem jest nieudana akcja firmy Nikon i blogerki Segrity.
 
 
 
http://www.mediateqa.pl/newsletter/nr24/
 

W naszym newsletterze o komunikacji i mediach firmowych piszemy o sposobach na udany wywiad. Jak się do niego przygotować, aby zdobyć informacje i zaciekawić czytelnika. Przedstawiamy też współczesne trendy, które kierują branżą projektowania firmowych logo. Ich design zmienia się z biegiem czasu, jednak niektóre projekty są ponadczasowe.

 
Tradycyjnie mamy dla Was książkę. Tym razem jest to „Nadzwyczajna usługa”. Zgłoś nam temat, którym powinniśmy zająć się w newsletterze, a będziesz mógł zdobyć jedną z najciekawszych publikacji na temat firmowego marketingu.

RW

Nie tylko muzycy mają swoje występy gościnne. Mają je też blogerzy, którzy coraz częściej podejmują współpracę. Nazywa się ona guest blogging i jak każda współpraca, może być sukcesem, albo zakończyć się klęską.


Masz dobrze prosperujący blog. Zgłasza się do Ciebie inny bloger, który chce na Twoim koncie zamieścić swój tekst. Zaczynasz się zastanawiać? To dobrze, bo nie każda współpraca może Ci pomóc.

Kto komu pomaga?
Najważniejsza jest pozycja obu blogerów. Jeżeli jesteś znany, a Twój potencjalny współbloger dopiero zaczyna przygodę z blogosferą, na pewno nie pomoże Ci wypromować Twojego kanału. Natomiast Ty pomożesz wybić się jemu. W odwrotnej sytuacji to Ty możesz zajmować pozycję niższą. Podjęcie współpracy z blogerem o znacznie większej popularności, niż Twoja, jest trudne. Przede wszystkim dlatego, że ma on już wiele takich propozycji, wśród których mogą znajdować się pomysły znacznie intratniejsze od Twojego. Jednak to nie znaczy, że nie należy próbować, szczególnie jeżeli działasz w sieci już jakiś czas i zyskałeś grono wiernych czytelników. Najłatwiej podjąć współpracę blogerom, którzy operują podobnym poziomem odsłon i subskrypcji swoich kanałów.



fot. dreamstime.com

Same plusy?
Ze wspólnego blogowania można wydobyć wiele pozytywów. Przede wszystkim, dla obu stron, oznacza to wzrost odwiedzin bloga, polubień postów i subskrypcji. To ważne, gdyż takie statystyki są kartą przetargową w negocjacjach z reklamodawcami, którzy szukają nowych kanałów marketingowych. Jednocześnie taka współpraca ożywia kooperujące blogi. Pozwala wnieść nowe tematy i poszerzać różnorodność strony. A więc docierać do nowych odbiorców. Dlatego taka współpraca nie musi być sporadyczna. Może przemienić się w stałą akcję, która polegać będzie na comiesięcznym, wzajemnym umieszczaniu tekstów na swoich blogach. Gościnne blogowanie jest szczególnie interesujące dla odbiorców, gdy biorą w nim udział znani i cenieni członkowie blogosfery. Któż przecież nie chciałby widzieć tekstów swoich ulubieńców w jednym miejscu?

Na co uważać?
Guest blogging jest równie pożytecznym, co niebezpiecznym narzędziem. Jeżeli jego częstotliwość będzie zbyt duża, przerodzi się w informacyjny chaos. To natomiast sprawi, że czytelnicy stracą zaufanie do Twojego bloga. Będą go postrzegać jedynie jako źródło zarobkowania, a przecież zaufanie odbiorcy jest dla blogera najcenniejsze. Rozważne i powściągliwe stosowanie gościnnego blogowania zwiększa ruch na stronie. Nieraz w bardzo znacznym stopniu. Ale gdy stosujesz go bez ograniczeń, chcąc pozyskać jak najwięcej odnośników do strony, możesz w rezultacie sobie zaszkodzić. Matt Cutts, który kieruje zespołem do walki z webspamem w Google, wypowiedział się kilkukrotnie na temat niewłaściwego (tj. niezgodnego z prawem lub regulaminem Google) podnoszenia popularności swoich stron. Uważa, że zamieszczanie ogromnej ilości linków, z marnej jakości tekstami, w przypadkowych miejscach jest niedopuszczalne. Takie treści mogą zostać potraktowane jak spam, co grozi nałożeniem kary. Możemy się domyślać, że jeżeli taki proceder będzie się rozwijał, Google zacznie utrudniać życie blogerom, co odbije się na całej blogosferze. Rozsądniej więc traktować guest blogging jako pożyteczne narzędzie wymagające najwyższej jakości, a nie łatwy sposób na podbicie popularności bloga. To zadanie lepiej pozostawić ciekawym i dobrze sprecyzowanym treściom.

Sprawdź z kim blogujesz

Dobrze prowadzone blogowanie gościnne może pomóc nam w zdobyciu wielu cennych kontaktów. Jeżeli jednak jesteś znanym blogerem, a współpracę chce rozpocząć z Tobą ktoś o niewielkim stażu, warto abyś przejrzał jego dotychczasową działalność. To pomoże sprawdzić czy dana osoba nadaje się do profilu Twojego bloga. W ten sposób możesz uniknąć osoby niepoważnej, albo takiej, która operuje niesprawdzonymi faktami. Taka współpraca mogłaby zepsuć Ci reputację, bo pamiętaj, że wszystko co robi gość, zaliczane jest na Twoje konto. A więc nie spiesz się i sprawdź z kim przyjdzie Ci współpracować.  

Błędy merytoryczne – poprawione. Interpunkcja i ortografia – sprawdzone. Pozostała więc korekta typograficzna. Tutaj najłatwiej przeoczyć drobne usterki, więc dla wszystkich redaktorów zamieszczamy listę 5 najczęściej popełnianych błędów wraz z radą, jak ich uniknąć.


  1. Podwójne spacjowanie – zwiększa światło między wyrazami. Zaburza estetykę i może sprawiać problemy przy składzie. Często powoduje, że cały tekst nam się „rozjeżdża”, a my nie możemy znaleźć przyczyny. Podwójne spacjowanie jest wynikiem częstych poprawek, wstawiania skopiowanych fragmentów tekstów lub niedopatrzenia.

Rada: wiele programów posiada funkcję automatycznego korygowania podwójnych spacji. Możemy skorzystać także z opcji „znajdź i zamień”. Uczulmy korektorów, aby w poprawkach zaznaczali nadmierne odstępy.

  1. Złe użycie myślnika – w typografi istnieją 3 rodzaje poziomych kresek. Myślnik (pauza) — oddzielony jest z obu stron spacjami. Nie stosuje się go wewnątrz wyrazów, ale między nimi np. przy zdaniach wtrąconych. Służy także do zapisu dialogów. Półpauza – stosowana jest międzywyrazowo, do zapisu przedziałów (np. 12–15) oraz przy zapisie definicji. Może być oddzielana spacjami. Z powodu dążenia do ekonomizacji tekstów zastępuje często pauzę i staje się znakiem uniwersalnym. Dywiz - wstawiany jest bez spacji i służy do zapisu złożeń np. biało-czerwony, Bielsko-Biała.

Rada: najważniejsze, aby wybrać jeden styl. Wstawiaj 3 rodzaje kresek, albo zdecyduj się na uniwersalną półpauzę i dywiz w połączeniach.


fot.dreamstime.com

  1. Wdowy i bękarty – często pozostają nam spójniki na końcach linijek tekstu. Albo części przeniesionych wyrazów w zakończeniach akapitów. Z punktu widzenia składacza to niedopuszczalne.

Rada: wiszące spójniki można skorygować poprzez opcję „znajdź-zamień” i wstawienie po spójniku tzw. spacji twardej (nierozdzielającej), która przytwierdzi spójnik do wyrazu następującego po nim i przeniesie go do niższej linii tekstu. Można także korygować układ poprzez kerning. Pamiętajmy jednak, aby nie przekraczać wartości 30 w żadną stronę.

  1. Zły zapis cudzysłowów – w języku polskim dopuszczalny jest jedynie zapis „tego typu”. Cudzysłów nie może być prosty i znajdować się z obu stron ''na górze''. To wersja anglosaska, w której stosuje się także zapis złożony z 'apostrofów'.

  1. Nierówne zakończenia łamów – często teksty w poszczególnych łamach nie zaczynają się i nie kończą w tych samych miejscach. To samo dzieje się na sąsiadujących ze sobą stronach.

Rada: należy sprawdzić, czy teksty zostały ułożone na liniach bazowych oraz czy odstęp między liniami jest taki sam w każdym łamie. Ułożenie linii zależy też od fontu. Zobaczmy więc, czy wszędzie jest taki sam.
(RW)

Logo jest jednym z najważniejszych czynników marketingowych.  Jego rozpoznawalność pomaga zdobyć przewagę i zwiększyć zyski. To wizytówka firmy, która w małym znaku graficznym zamyka istotę jej działania.


Które logo jest dobre? To, które każdy zna, przynosi firmie zyski i przywołuje miłe skojarzenia, a jednocześnie identyfikuje z daną marką. Logo zmienia się wraz z wymogami rynku i rozwojem firmy. Jednak nie każda zmiana (redesign) osiąga dobre efekty.


Jabłuszko Newtona

Pierwsze logo Apple, z wizerunkiem Isaacka Newtona i jabłkiem, zostało zaprojektowane przez Ronalda Wayne'a w 1976 r. Uznano jednak, że jest nieczytelne, staroświeckie, zbyt skomplikowane i zmieniono je po roku. Rob Janoff zaprojektował kolorowe jabłuszko. Nawiązywało do poprzedniego znaku. Jednocześnie miało cechy, które uczyniły z niego najbardziej rozpoznawalny znak w historii – prostotę i czytelność. Janoff zastosował tzw. reprezentację treści czyli skonstruował logo tak, aby nabrało znaczenia w połączeniu z tym, co reprezentuje. Jak to zrobił? Przeniósł nazwę na grafikę i dodał kolor. To tworzyło przyjazny wizerunek firmy, która chciała wprowadzić komputery do powszechnego użytku, a w latach 70. taka perspektywa budziła w ludziach pewne obawy. A skąd nadgryzienie? Według projektanta dookreśla znak, aby nie został pomylony np. z wiśnią lub pomidorem. Kolejne zmiany wprowadził Steve Jobs.

grafika ze strony blog.racymind.pl
Chciał, aby logo znajdowało się na każdym produkcie. Kolorowe jabłko nie pasowało. Ponadto, w roku 1997, firma przechodziła kryzys. Zadecydowano, aby odświeżyć wizerunek firmy, a logo uprościć. Tak jabłuszko stało się czarne, poważniejsze. Spełniło też nowe wymogi marketingowe. Czarne jabłko lepiej prezentuje się w dużym formacie np. na budynkach czy wielkich bilbordach. Jest bardziej użyteczne. Szczególnie w internecie, gdzie logo firmy, wyświetlane w małym formacie, pozostaje czytelne. Ostatnio znak przeszedł drobny lifting – zyskał metaliczny kolor i efekt trójwymiarowości. To podkreśla nowoczesność firmy, jej wkład w rozwój nowych technologii. Apple stworzyło proste i czytelne logo, które przestało być już tylko znakiem firmy, a stało się symbolem, znakiem popkultury, który ma wpływa na kreowanie statusu społecznego.

 
Kolorowe gogle
Każdy zna też logo Google. Do niedawna składało się z kolorowych, trójwymiarowych liter, rzucających cień. Jak na światowego potentata, dość niepoważne i nieprofesjonalne. A jednak genialne. Google zyskało popularność, wśród internautów, dzięki prostocie obsługi, trafności wyszukiwania i przyjaznemu charakterowi. Te cechy odzwierciedla logo. Ma więc ono przyjazny charakter i jest (dziecinnie) proste, a co za tym idzie, szybko zapada w pamięć. Aby to podkreślić w 2011 roku Google zrezygnowało z trójwymiarowości i cienia. Firma wprowadziła także nowy trend stosując logo artystyczne (doodle google), które swoim wyglądem nawiązuje do ważnych wydarzeń, świąt itp.

grafika ze strony blog.aledycha.pl
Tak stworzono przestrzeń kontaktu z klientem, która buduje przyjazny wizerunek firmy. Google zapoczątkowało trend znaków dynamicznych. Od niedawna logo artystyczne stosuje Interia.pl. Szwajcarska firma telekomunikacyjna Swisscom wprowadziła logo animowane. Modne stają się również logo bez własnej materii, w których zamykają się dowolnie wybrane obrazy. Przykładem jest znak MTV. Podobną konwencję przyjęła firma Aol., której logo jest białe, przez co staje się widoczne jedynie na tle jakiejś grafiki.

 
Grubasek Pepsi
Zmiany mogą być też nietrafione, czego przykładem jest Pepsi. Firma od początku próbowała naśladować swojego konkurenta. Pierwsze loga były kopią znaku Coca Cola (który od ponad 130 lat jest niemal identyczny). Logo Pepsi wielokrotnie zmieniało swój wygląd. To miało pomóc w wygraniu wyścigu o klienta. Jednak pochłaniało kolejne pieniądze, a efekt był ten sam. Obecne logo – trójkolorowa kula o nieregularnych kształtach (koszt 1,2 mln dolarów) – według twórców, nawiązuje do budowy kuli ziemskiej i odzwierciedla cyfryzacyjny postęp świata (kształtem przypomina emotikony).
grafika ze strony adworkers.pl
Inne zdanie mają jednak internauci, którzy stworzyli mnóstwo żartobliwych przeróbek znaku. Coca Cola, w przeciwieństwie do Pepsi, konsekwentnie budowała przywiązanie klienta do marki i swojego znaku. Podobnie jak Apple, weszła w sferę popkultury. Czyli logo odniosło sukces. Te przykłady pokazują też, że znak firmowy staje się integralną częścią życia współczesnego człowieka.
(RW)

Polecamy kolejny numer newslettera o komunikacji wewnętrznej i mediach firmowych. Tym razem postanowiliśmy przyjrzeć się fenomenowi youtuberów oraz kulisom ich sukcesu.


W najnowszym Custom News prezentujemy mechanizmy działania polskich youtuberów. Przezentujemy ich sposoby na sukces i ciągłą popularność. Omawiamy także sposoby na wprowadzenie w firmie pracowniczego wolontariatu. Radzimy jak postępować, aby nie stał się on przykrym obowiązkiem, a pracownicy z chęcią w nim uczestniczyli. Podejmujemy również polemikę z Przemysławem Furą – Digital&Innovation Director 24/7Communication. My, jako MediateQa, nie zgadzamy się z jego tezą, że przyszłość rynku marketingowego należy do wielofunkcyjnych agencji. Na rynek powróci specjalizacja, gdyż wielozadaniowość zawsze odbija się na jakości. Czy zgadzacie się z nami?

W sekcji „NEWS” prezentujemy wyniki badań dotyczących przyszłości usług i produktów mobilnych. Zamieszczamy także zaskakujące badania o komunikacji między PR-owcami, a dziennikarzami. Czy wiecie, że większość komunikatów prasowych, skierowanych do dziennikarzy, ląduje w koszu?

http://www.mediateqa.pl/mediateqa_newsletter.php
 Jak co miesiąc zachęcamy do wzięcia udziału w konkursie dla czytelników. Do wygrania książka „Dobro popłaca”, z której możecie poznać strategie marketingowe największych firm świata jak IBM, Nike, Avon czy Microsoft.

Magazyn firmowy przestał być narzędziem propagandowym. Mniej jest w nim treści od Zarządu, chociaż wciąż zajmują one czołowe miejsce. Głównym problem stanowi brak atrakcyjności komunikatów Zarządu – wynika z autorskiego badania agencji MediateQa oraz magazynu PismoteQa.


W najnowszym wydaniu PismoteQi prezentujemy wyniki badania treści od Zarządu zamieszczanych w firmowych magazynach. Ile miejsca zajmują? Gdzie najczęściej się pojawiają? Jaką mają formę? – na te pytania znajdziesz odpowiedź najnowszym numerze magazynu. Przeprowadzone badania zainspirowały nas do poświęcenia całego numeru sprawom związanym z funkcjonowaniem mediów firmowych. Prezentujemy kilka porad dotyczących wprowadzania zmian w magazynie dla pracowników. Jeżeli są one przemyślane i zaspakajają potrzeby czytelnika, będą dobrze odebrane. W innym przypadku magazyn może czekać katastrofa. Czytelnik nie lubi zmian, szczególnie drastycznych.

www.pismoteqa.pl
Magazyn firmowy to świetne miejsce aby pokazać dzieci pracowników. To poszerza integrację i tworzy familijny charakter wydawnictwa. Przynosi radość dzieciom i dumę ich rodzicom. Radzimy jak go urozmaicić oraz jak zorganizować dział life-style .

Poruszamy także temat strategii marketingowych prowadzonych w firmach. Okazuje się, że komunikacja i strategi nie zawsze idą w parze. Czy wiesz ile firm korzysta z działań w Social Media, a ile uznaje jedynie tradycyjne media?

Zapraszamy także do stałych działów – historie rysowane kreską, porady językowe dla redaktorów oraz felieton

PismoteQę można przeczytać pod adresem: www.pismoteqa.pl
lub otrzymać wydanie papierowe. Wystarczy napisać swoje dane – gdzie i do kogo mamy dostarczyć magazyn. Zgłoszenie należy wysłać na adres: biuro@mediateqa.pl. Magazyn wysyłamy oczywiście bezpłatnie.

 

Zachęcamy do lektury i zamawiania magazynu.

Jeśli myślisz, że typografia to jedynie wybór fontu, pogrubienie i dobór koloru, mylisz się. Typografia jest wszędzie. A dobra typografia to sztuka.


Każdy tekst jest produktem. Każdy produkt potrzebuje opakowania. Musi ono być eleganckie, ekstrawaganckie, nowoczesne, wystylizowane itd. Najważniejsze jednak, by przyciągało uwagę odbiorcy. Każde opakowanie jest jednocześnie reklamą. Suchy tekst nie ma siły przebicia. Potrzebuje odpowiedniej szaty graficznej. To ona decyduje, że sięgamy właśnie po niego. Typografia, jako sztuka projektowania, ma za zadanie stworzyć tekst, który będzie nie tylko atrakcyjny graficznie. Musi dbać o komfort czytelnika, a więc przejrzystość i czytelność. Celem typografii jest satysfakcja odbiorcy płynąca z lektury tekstu. Szczególne ważna jest w kreowaniu prasy firmowej, której tak zależy na trafianiu z treściami do odbiorców, a często porusza skomplikowane zagadnienia.

fot.dreamstime.com

Typografia zaczyna się dziś na ekranie monitora, kiedyś na tablicy zecera. Ustalamy proporcję magazynu, folderu, czy ulotki. Następnie określamy wielkość marginesów. Wyznaczamy miejsca tytułów, leadów, śródtytułów, pagin i stopek. Dobór kroju pisma, wielkości, kolorów, grafik, projektowanie zmyślnych układów, gry obrazem. Prasa firmowa daje możliwości na swobodne operowanie projektem graficznym. To właśnie zadanie typografa, aby wprowadzić urozmaicenia. Albo stworzyć taki projekt, któremu czytelnik się nie oprze. Atrakcyjność custom publishingu jest kluczem do jego sukcesu. Los publikacji zależy od typografii. To ona sprawia, że pracownik firmy, w wolnej chwili, nie sięgnie po pilot do telewizora, lecz po firmowy miesięcznik. – Konsument stał się przeładowany informacją, przesadnie krytyczny i zobojętniały, a jego potrzeba konsumpcji zaspokojona – napisał, w jednej ze swoich książek, Edgar Geffroy, jeden z najwybitniejszych motywatorów biznesowych. Typografia jest sztuką, która tę potrzebę na nowo rozbudza. Dociera do nas zewsząd. Każdy napis na bluzie, każda ulotka, reklama, strona internetowa, gazeta, czy książka są w znacznej mierze dziełem typograficznym. I to właśnie od typografii zależy ich sukces. To ona sprawia, że przystajemy na chwilę, porzucamy swój codzienny pęd, by na kilka sekund, czy minut, zanurzyć się w przyciągającym wzrok tekście. Typografia sprawiła, że chcemy czytać i poznawać kolejne treści. A w dodatku wywołać w odbiorcy poczucie, że ma w ręku produkt ekskluzywny, na który warto poświęcić czas.  
(RW)