Pierwszy kwartał roku praktycznie za nami. Mało komunikowaliśmy, co u nas słychać, co się działo w tym czasie. Można to oczywiście zrzucić na nawał obowiązków(„komunikacja klientów zawsze ważniejsza niż własna”). Z drugiej strony nie ukrywamy, że kombinujemy trochę z formułami naszej rozmowy o mediach firmowych, stąd ta nagła cisza. Będzie wkrótce czas, by o tym opowiedzieć więcej.
Co u nas? Początek roku to zmiany w projektach klientów, nowe pomysły, rozwiązania, które wymagały wdrożenia. Niektóre projekty przeszły drogę z formuły on-line do printu (tak, tak, to się jeszcze zdarza). Oczywiście w drugą stronę też wędrówki się odbywały. Z ciekawszych spraw - sprawdzaliśmy jak odnajduje się w mediach firmowych formuła „debaty z ekspertami”. I wkrótce nasze wnioski w tym temacie, ale też pomysły, które znajdziecie na naszych stronach. Czas tak szybko gna, że prawie nam umknęło - MediateQa ma już 4 lata. A mogłoby się wydawać, jakby to było wczoraj... Jednak spoglądając na szafę z przykładami prac i projektów można powiedzieć, że było to dawno. Jeszcze jedna dla nas ważna sprawa. Zaczęliśmy delikatnie wspierać Komitet Ochrony Praw Dziecka. Jeżeli ktoś z Was zastanawia się komu przekazać 1 procent przy rozliczeniu rocznym, prosimy i proponujemy, by rozważyć także i tę organizację.
Życzymy Wam odpoczynku i rodzinnej atmosfery podczas Świąt Wielkiej Nocy.
fot.pixabay.com
Co u nas? Początek roku to zmiany w projektach klientów, nowe pomysły, rozwiązania, które wymagały wdrożenia. Niektóre projekty przeszły drogę z formuły on-line do printu (tak, tak, to się jeszcze zdarza). Oczywiście w drugą stronę też wędrówki się odbywały. Z ciekawszych spraw - sprawdzaliśmy jak odnajduje się w mediach firmowych formuła „debaty z ekspertami”. I wkrótce nasze wnioski w tym temacie, ale też pomysły, które znajdziecie na naszych stronach. Czas tak szybko gna, że prawie nam umknęło - MediateQa ma już 4 lata. A mogłoby się wydawać, jakby to było wczoraj... Jednak spoglądając na szafę z przykładami prac i projektów można powiedzieć, że było to dawno. Jeszcze jedna dla nas ważna sprawa. Zaczęliśmy delikatnie wspierać Komitet Ochrony Praw Dziecka. Jeżeli ktoś z Was zastanawia się komu przekazać 1 procent przy rozliczeniu rocznym, prosimy i proponujemy, by rozważyć także i tę organizację.
Życzymy Wam odpoczynku i rodzinnej atmosfery podczas Świąt Wielkiej Nocy.
MJ
Trzy lata temu w grudniu 2012 po raz pierwszy rozesłaliśmy newsletter Custom News. Dziś możemy wspólnie świętować 34 wydania pełne wiedzy i porad o mediach firmowych.
Zachęcamy do lektury specjalnego wydania. Nazwaliśmy je "urodzinowo, świąteczne, noworoczne". Tyle dobrych okazji w jednym numerze. Zobaczcie sami.
Gazety dla pracowników mają wieloletnią tradycję. W różnych czasach służyły różnym celom, ale od dawna są podstawowym narzędziem w budowaniu komunikacji w firmie.
Jednak prawdziwy
wysyp tytułów w zakładach pracy nastąpił po II wojnie światowej.
Początkowo w nowych socjalistycznych czasach gazety te nie miały
jeszcze swojej nazwy. Nazywano je wielonakładówkami
(od dosłownego tłumaczenia z języka rosyjskiego
„mnogotriażek"). Na
radzieckich rozwiązaniach nie opierano się tylko w nazwie, ale
także na modelu działania. Duży ilościowy skok pism dla
pracowników nastąpił w latach pięćdziesiątych.
Większość pism skupiała się nie tylko na zagadnieniach
związanych z zakładem pracy, ale także poruszały tematy lokalne i
odnosiły się także do wydarzeń krajowych. Gazety pełniły jednak
rolę agitacyjną na rzecz ustroju, partii. Większość pierwszych
gazet wydawana była w początkach PRL w formie tygodników (choć
były także miesięczniki). W latach późniejszych cykl wydawniczy
często był zmieniany na miesięczny. Spowodowane to było
budowaniem radiowęzłów w zakładach pracy i wzrostem ich roli.
Różnie także wydawnictwa dla pracowników były nazywane.
Najbardziej powszechną było określenie: „prasa zakładowa”.
Jednak pojawiały się także: prasa fabryczna, gazeta zakładowa. Na
przestrzeni lat polski ludowej zmieniała się także liczba
ukazujących się tytułów. Największy rozwój wydawnictw nastąpił
w „dekadzie gierkoweskiej”, w której ukazywało się
około 400 tytułów prasy zakładowej. Ale już w 1980 roku
pozostało tylko 228 tytułów. Jednak ich łączny nakład wynosił
ponad 900 tysięcy egzemplarzy.
Zdjęcie pochodzi ze strony: http://www.pwz.pl/264,1,1,dawny-ozarow-mazowiecki-edward-gierek,czytaj-wiecej.html#.VkmoU0t9lcY
Redaktorzy pism
zakładowych dzielili się na dwie grupy.
Jedna
to dziennikarze pracujący w innych mediach, często oddelegowani do
pomocy w redagowaniu zakładowego pisma, zaś druga - pracownicy
danego zakładu. Co ciekawe redaktorzy prasy zakładowej zostawali
członkami Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich - działał nawet
Klub Redaktorów Prasy Zakładowej przy SDP. Część z gazet była
płatna, a w większości przypadków dziennikarze zajmujący się
gazetami zakładowym otrzymywali wynagrodzenie.
Temat historii
gazet zakładowych wydaje się nam ciekawy, dlatego postanowiliśmy
stworzyć z tego cykl na blogu. Będziemy od czasu do czasu wracać
do tych zagadnień prezentując kolejne ciekawostki i informacje.
(MJ)
Wiesław Koński, „Petro-Echo” - pismo załogi kombinatu i mieszkańców miasta w latach 1963-1972, Notatki Płockie 35/1-2 1990,
Jolanta Kępa -Mętrak,
Gazeta zakładowa – narodziny, rozwój... i co dalej? Studium
przypadki, Studia Medioznawcze
Adam Świda, „Prasa
zakładowa w okresie przemian”, Zeszyty Prasoznawcze” nr
1-2(91-92), Kraków 1982
Raporty roczne przestały być czarno-białymi zestawieniami wyników finansowych firmy. Współcześnie stanowią one rodzaj prezentacji, która ma pokazać nie tylko kondycję przedsiębiorstwa, ale także wyznawane wartości, cele i priorytety działania.
WERSJA DRUKOWANA
Jest to jedna z najpopularniejszych
form prezentacji wyników firmy. Jednak nie są to już kartki
zapełnione tabelami i wykresami. Wciąż jest ich dużo, ale na
pierwszy plan wysuwa się design. Raport roczny musi nie tylko
przekazywać informacje. Musi także przykuwać wzrok, być czytelny,
intrygować swoim layoutem. Raport roczny w formie folderu musi swoim
wyglądem korespondować z wizerunkiem firmy (nie tylko kolorystyka i
loga, ale także schludność, przejrzystość, innowacyjność).
Raport musi być przyjemny w odbiorze. W ten sposób staje się także
doskonałym miejscem do prezentacji firmy – jej krótkiej historii,
władz (z kilkoma wypowiedziami członków zarządu), a także
reklamy (oczywiście w granicach rozsądku).
WERSJA MULTIMEDIALNA
Raporty drukowane mają jednak pewne
ograniczenia dystrybucyjne. Zazwyczaj są one rozdawane podczas
firmowych eventów, przesyłane drogą pocztową do najważniejszych
kontrahentów lub dystrybuowane w siedzibach firmy. Nie pozwala to
jednak dotrzeć do wszystkich zainteresowanych, a ponadto może
generować spore koszty, szczególnie w przypadku wysyłki. Z tego
powodu żaden raport roczny nie obejdzie się bez wersji
multimedialnej, którą można oglądać za pomocą komputera lub
urządzeń mobilnych. W najprostszej wersji jest to plik PDF
umieszczony na stronie internetowej, który może pobrać lub
obejrzeć każdy użytkownik. Ważne jest, aby plik był równie
atrakcyjny, co wydanie papierowe. Firma musi zadbać także, aby plik
nie był zbyt „ciężki” (np. aby łatwo pobrać go na smartfona
lub tablet) oraz aby był stale dostępny. Wiele firm rezygnuje
obecnie z wydania papierowego właśnie na rzecz wydań
internetowych. Wzbogacają one jednak swoje raporty o wersje
multimedialne, w formie odrębnych prezentacji. Mają one na celu
skrótowe przedstawienie najważniejszych informacji w przyjemny i
zaskakujący sposób. Najczęściej wzbogacane są o materiały audio
i efekty wizualne. Takie rozwiązania wskazują na postępowość
firmy, jej zrozumienie odbiorców, którzy większość kontaktów
firmowych odbywają w sferze internetowej. Dzięki temu raport roczny
dociera także do większego grona odbiorców. Podobnie jak w
przypadku folderu drukowanego, wersje elektroniczne pozwalają na
zaprezentowanie profilu firmy, a także reklamę produktów
(umieszczone np. na ostatniej stronie raportu).
STRONY INTERNETOWE
Część firm postanawia stworzyć odrębną stronę internetową dla raportów rocznych, kwartalnych oraz innych dokumentów i danych firmowych, które mogą przydać się kontrahentom, inwestorom czy klientom. To dobre rozwiązanie, które przede wszystkim pozwala zgromadzić
w jednym miejscu wiele dokumentów i
przekazać odbiorcom szeroką perspektywę oglądu funkcjonowania
firmy, gdyż na takich stronach znajdują się raporty i zestawienia
z poprzednich okresów (pozwala to porównać kondycję firmy na
przestrzeni lat). Niektóre firmy decydują się również na
stworzenie profili w mediach społecznościowych, na których
prezentowane są wyniki finansowe. Jest to innowacyjne podejście,
ale należy rozważyć, czy na pewno zamieszczenie raportów w social
media sprzyja ich dotarciu do pożądanej grupy odbiorców.
RAPORT WIDEO
W krajach zachodnich normą staje się
dołączanie do raportów rocznych specjalnie przygotowanych
materiałów wideo. Nie zawierają one wszystkich danych i
najczęściej ograniczają tę sferę do minimum. Są ekskluzywnym
dodatkiem, który ma rozszerzyć informacje płynące
z raportu. Sam raport ma pokazać „mamy
dobre wyniki, rozwijamy się, działamy z rozmysłem”. Materiał
wideo ma zarysować filozofię firmy, jej specjalne osiągnięcia,
dążenia i priorytety działania. Coraz częściej także polskie
firmy wykorzystują tę metodę.
Czy niezależne magazyny cyfrowe skazane są na porażkę ?
Kilka lat temu na rynku panował duży
optymizm związany z rozwojem elektronicznych wydań magazynów. Z
jednej strony mamy na nim dużych wydawców, z drugiej projekty
custom publishing. A z trzeciej to i tutaj panował duży optymizm
mniejszych i niezależnych wydawców. To dla nich cyfrowe wydania
miały być szansą. Interesującą analizę o sytuacji w digital
publishingu opublikował miesięcznik „Press” w numerze
wrześniowym pod dość wymownym tytułem: „E-organy w zaniku”.
Jak pisze autor tekstu Jakub Mejer z pism niezależnych opisywanych
przez Press trzy lata temu w niezmienionej formie ukazuje się tylko
jedno.
fot.dreamstime.com
Warto zdawać sobie sprawę, że na tym
rynku panuje duże fluktuacja. Na miejsce zamykanych pism cyfrowych
pojawiają się nowe. I cały czas ciężko zbudować jeden model
działania i finansowania przedsięwzięcia. Z jednej strony mamy
magazyny prowadzone przez pasjonatów danego tematu, gdzie chęć
biznesowa jest mniejsza lub próbują opierać swoje działalność
na bardzo popularnym obecnie zbieraniu środków w crowdufingu.
Projekty małych wydawców nastawione na cele biznesowe mają
problemy chociażby na rynku reklamowym. Ale Press zwraca także
uwagę, że nawet duzi gracze na rynku mają na nim problemy i
działają bez sukcesów (np. „Tap&Swipe” wydawany przez Axel
Springer, czy tez projekt Agory z 2012 roku „Next”). Część
twórców magazynów rezygnuje, gdyż jak twierdzi nie odnajdują się
w formule, regularności, a jednocześnie zamknięcia czasowego. I
wraca do kontaktu z czytelnikami np. w formule bloga. Z drugiej
strony, jak zauważa (naszym zdaniem bardzo słusznie) cytowany przez
Press Bartłomiej Paszylk: „E- magazynów wciąż nie traktuje się
poważnie, więc lepiej mieć portal z milionami przypadkowych
kliknięć, niż magazyn, który regularnie czyta wybrana klientela
zainteresowana konkretną tematyką”. To jest zasadnicze zdanie i
ono pokazuje, jak dobrze w formie magazynów cyfrowych mogą odnaleźć
się projekty custom publishingu. Spokojne podejście do tematu i
chłodna analiza pokazuje, że w tym kanale możemy z klientem
prowadzić dobry dla marki dialog. Kwestią sporną jest pytanie czy
zamknięta forma magazynu jest dobra. Na ten temat jest bardzo wiele
głosów. Naszym zdaniem jednak plusów jest więcej niż minusów.
Myśląc o digital publishingu należy pamiętać jeszcze o jednej
rzeczy. Rynek tabletów wyhamował i nie zatrzymał się on na zbyt
wąskim stopniu nasycenia. A także, że projekty trzeba rozwijać i
walczyć o zainteresowanie magazynem czytelników. I sama formuła
PDF to już dziś za mało.
MJ






