Zapraszamy do czytania

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Facebook. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Facebook. Pokaż wszystkie posty

Rewolucja, rozpoczęta kilka lat temu, nadal trwa. Media społecznościowe zdobywają kolejne sfery naszego życia, zmieniając otaczający świat. Jeżeli nie chcesz wypaść z obiegu, zadbaj, aby i Twoja firma istniała w świecie social.


Na świecie jest około 2 miliardów internautów, spośród których 70% korzysta z mediów społecznościowych. Daje to 1,4 mld użytkowników. Jednak tylko 7% z nich wykorzystuje media społecznościowe do tworzenia contentu. Co to oznacza? Że istnieje w sieci niezagospodarowana strefa, na która jest ogromny popyt – popyt na content.

Mobilne MŚP?
Jak pokazują badania przeprowadzone przez „Harvard Business Review Polska”, większość polskich przedsiębiorstw korzysta z najpopularniejszych mediów społecznościowych – Facebooka, YouTube'a oraz Twittera. Jednak strefa social pozostaje niezagospodarowana. Media społecznościowe wyświetlane są głównie na urządzeniach mobilnych, a tylko niespełna 1/5 polskich firm, które posiadają stronę internetową, ma ją dostosowaną do wyświetlania na smartfonach i tabletach. Wyjątkiem jest tutaj branża usług gastronomicznych, w której odsetek ten sięga 50%. Firmy chcą prowadzić content. Wybierają jednak niewłaściwe drogi kontaktu, które ograniczają im możliwości.

fot. pixabay.com/pl/


Użyteczny content
Rewolucja social mediów, podobnie jak publikowane w nich posty, rozchodzi się wirusowo. Sukces każdego wirusa społecznego zależy od ludzi i unikatowej wiedzy, którą na dany temat posiadają. Występują wtedy w roli znawców, przekazując informacje do tzw. łączników, którzy nawiązując kontakty w ramach sieci społecznościowych, rozprzestrzeniają wartościowy content wyprodukowany przez eksperta. Wreszcie przychodzi czas na najważniejszy czynnik social komunikacji – interakcję. Kiedy komunikat zawirusował już szeroką społeczność, każdy może na niego zareagować, komentując przyswojone właśnie treści. Social media wydają się być odpowiednim narzędziem do ich kolportażu, bo skracają drogę, jaką content przebywa od nadawcy do odbiorcy. Mają przy tym dodatkową zaletę – wywołują szybką reakcję i pozwalają na nawiązanie żywej interakcji. Ponadto działania w mediach społecznościowych nie generują wysokich kosztów.

Problem z doborem
Jednym z największych problemów polskiego biznesu jest złe dostosowanie mediów do profilu firmy. Jeżeli chcemy budować wizerunek firmy i prowadzić wokół niej content, musimy dokładnie przeanalizować, który portal społecznościowy będzie dla nas najefektywniejszy. Oczywiście musimy wybrać taki, gdzie jest wielu użytkowników. Niekoniecznie musi być to jednak Facebook. To dobra platforma dla firm, które zaistniały już na rynku, są rozpoznawalne. Gdy chcemy postawić na treści eksperckie, wtedy warto rozważyć założenia firmowego bloga. Jeżeli natomiast profil firmy skupia się na kwestiach związanych z szeroko pojęta modą lub kulinariami, najefektywniejszy może okazać się Pinterest.

Content dla firm
Budowanie contentu w mediach społecznościowych nie ma na celu jedynie promowania produktów. Media społecznościowe trzeba włączać w działania firmy umiejętnie, aby wspierały sprzedaż, generowały leady, pomagały obsługiwać klientów i rozszerzały komunikacje firmy. W działaniach sfery społecznościowej uwzględnić należy także tzw. „czynnik lepkości”, czyli to, co będzie do niego przyciągało użytkowników. Jak sprawić, aby nasz content miał wysoki wskaźnik lepkości? O tym jak wybierać social media dla firmy oraz jak wykorzystywać je w działaniach firmy przeczytacie na TUTAJ.


***

WAKACJE Z PISMOTEQĄ

Rozpoczynamy dwumiesięczny cykl poradnikowy, skierowany do naszych czytelników. Dwa razy w tygodniu, przez całe wakacje, publikować będziemy porady dotyczące firmowej komunikacji, o których pisaliśmy już w naszym magazynie, newsletterze oraz na blogu. Będziemy je rozszerzać o ważne zagadnienia, których nie poruszyliśmy na łamach. Razem zyskacie bogate źródło wiedzy na temat budowania contentu w mediach firmowych. Zapraszamy!


Pierwsze letnie wydanie naszego firmowego newslettera o komunikacji firmowej już się ukazało. Główny temat poświęciliśmy aplikacjom, które są przydatne w pracy firmowych redaktorów.


Spośród kilkudziesięciu testowanych aplikacji wybraliśmy te, które naszym zadaniem ułatwią pracę firmowym redaktorom. To aplikacje przydatne, intuicyjne, łatwe w obsłudze i darmowe. Sprawdź, czy Ty również z nich korzystasz. Jeżeli nie, przetestuj. Z nimi paca jest łatwiejsza.

W nowym numerze Custom News piszemy także o okładkach w magazynach wewnętrznych. Nie ma lepszego rozwiązania, niż zaprezentowanie na niej własnego zdjęcia z wizerunkiem pracownika. To trafniejszy wybór, niż zdjęcia z banków grafik, nawet jeżeli przewyższają one jakością nasze zdjęcia.
Jeden z tematów poświęciliśmy coraz rzadziej stosowanemu gatunkowi dziennikarskiemu – sylwetce. Ta forma stosowana jest w tradycyjnej prasie sporadycznie, jednak świetnie spisuje się w magazynach firmowych. Może zostać wykorzystana do prezentacji nowych pracowników, przy jubileuszach, zmianach w Zarządzie, czy prezentacjach firmowych. Sprawdźcie jak tego dokonać.




W naszym dziale newsów piszemy o zmianach, jakie nastąpiły w funkcjonowaniu Facebooka. Od niedawna mogą być zamieszczane na nim artykuły prasowe. Sprawdźcie także naszą zajawkę relacji z Power of Content Marketing 2015.

(RW)

Nasz firmowy newsletter jest już dostępny. Głównym tematem w majowym wydaniu są webinary.


Każda osoba zajmująca się marketingiem i komunikacją zna webinary, ale niewiele osób je stosuje. Większość traktuje je jako narzędzie wyłącznie dla korporacji. My jednak udowadniamy, że takie myślenie jest błędne. Webinmary mogą być wykorzystywane także przez mniejsze firmy, zarówno do komunikacji wewnętrznej, jak i zewnętrznej. Sprawdź nowe wydanie Custom News i dowiedz się więcej na temat webinarów. Sprawdź także jakie wymagania musi spełnić sprzęt, na którym odbywać będą się webinary oraz dowiedz się jakie programy możesz wykorzystać do ich darmowej organizacji.



Kolejny temat w naszym newsletterze o komunikacji wewnętrznej poświęciliśmy white papersom. Są one doskonałym narzędziem promocyjnym i marketingowym, które pozwala budować content. Dzięki nim w łatwy sposób zwiększysz liczbę leadów i zyskasz kontakt do potencjalnych klientów. Sprawdź jak to zrobić. Dowiedz się również jakie nowe portale społecznościowe robią furorę w innych krajach. To następcy Facebooka. Król social media przestał w tym roku zyskiwać na popularności. Nie wierzysz? Przekonaj się!

W naszym dziale newsów zachęcamy do lektury nowej publikacji „Myśl jak freak”. To książka, która zmieni Wasze myślenie o otaczającym świecie. Nasze już zmieniła. Sprawdźcie także nasze nowe dzieło. MediateQa tworzy magazyn finansów osobistych dla NOTUS Doradcy Finansowi. To gratka, gdyż stworzyliśmy także wersję na urządzenia mobilne. 


Miłej lektury!

Ukazał się pierwszy tegoroczny numer naszego newslettera o firmowej komunikacji. Główny temat poświęciliśmy oznaczaniu przez pracowników miejsca pracy w mediach społecznościowych.


Realizujemy temat, który w ramach naszego konkursu przesłała jedna z czytelniczek Custom News. Korzyści płynące z oznaczania miejsca pracy w mediach społecznościowych odnoszą się głównie do pracowników. Firma może w tym wypadku ponieść wiele strat, szczególnie w sferze wizerunkowej. Warto więc tę kwestię uregulować prawnie np. odpowiednim zapisem w umowie. Można też stworzyć kodeks dobrych zachowań na zewnątrz firmy. Więcej przeczytacie w temacie numeru.
 
Pinterest zyskuje coraz szersza popularność. Stał się już trzecim najchętniej odwiedzanym portalem społecznościowym na świecie. Dostrzegły to również firmy, które rozpoczynają na nim swoje kampanie marketingowe. Mogą one odnieść ogromny sukces. Z badań firmy QuickSprout wynika, że Pinterest jest znacznie efektywniejszy w promowaniu produktów niż Facebook i Twitter. Szczególnie jeżeli odbiorcą kampanii są kobiety.
http://www.mediateqa.pl/newsletter/nr26/

W pierwszym numerze newslettera radzimy jak stworzyć skuteczną i spójną strategię content marketingową w małej firmie. Myślicie, że marketing treści nie jest dla Was? Mylicie się! Content Marketing doskonale sprawdza się w promowaniu małych firm. A w dodatku nie wymaga wygórowanych budżetów.

W sekcji „NEWS” prezentujemy wyniki badań dotyczących obecności największych polskich firm na YouTube. Omawiamy także nowe zjawisko – multiscreening. Okazuje się, że nie wystarczy nam już korzystanie z jednego medium. Współczesnego człowieka charakteryzuje symultaniczny odbiór informacji – poprzez telewizję, laptop, smartfon. Przyglądamy się także zmianom w polskim czytelnictwie prasy. Coraz więcej z nas sięga po wydawnictwa firmowe.

Jak co miesiąc zachęcamy do wzięcia udziału w konkursie dla czytelników. Do wygrania książka „Blog. Pisz, kreuj, zarabiaj”, z której możecie poznać sposoby na efektywne prowadzenie bloga.
 
(RW)

Wśród użytkowników mediów społecznościowych 3/4 deklaruje, że korzysta z hashtagów. Ich potencjał dostrzegły także firmy, które za ich pomocą zaczęły promować swoje produkty.


Wszystko zaczęło się w roku 2007, kiedy Amerykanin Chris Messin zaproponował na Twitterze, żeby grupować dyskusje za pomocą znaku „#”. Jak się okazało, pomysł wypalił, a kratkami zaczęło posługiwać się coraz więcej osób. Hashtagi, czyli wyrazy lub frazy poprzedzone znakiem „#” (np. #WyborySamorzadowe), miały ułatwiać komunikację. Grupowały dyskusje prowadzone na Twitterze i pozwalały w łatwy sposób odszukiwać interesujące użytkowników wątki, bez konieczności wertowania setek stron i tematów. Ich popularność szybko rosła, aż stała się głównym sposobem nawigacji w mediach społecznościowych. Stosowanie hashtagów wprowadziły takie portale jak Instagram, Pinterest, Google+, a w roku 2013 także Facebook. To pokazuje jak ważnym jest ono narzędziem. Mark Zuckerberg powiedział, że wprowadzenie hashtagów na Facebooku ma zapobiec przenoszeniu się użytkowników z Facebooka na Twittera, a jednocześnie ma pomóc w walce z największym konkurentem. Pozwoli także zwiększyć rentowność Facebooka dzięki pieniądzom zarabianym na reklamach, które publikowane będą np. w postach prowadzonych na żywo (relacje spotkań sportowych).

Firmowe hashtagi
Potencjał hashtagowania zauważyły firmy, które uczyniły z niego formę marketingu, a co ważniejsze, skutecznego marketingu. Wśród firmowych hashtagów można wyznaczyć kilka ich rodzajów:

  • hashtagi marki – nazwa firmy lub główne hasło promocyjne poprzedzone „#” np. #CocaCola,
  • hashtagi reklamowe – nazwy akcji reklamowych lub innych akcji prowadzonych przez firmę poprzedzone „#” np. #SzlachetnaPaczka,
  • hashtagi produktowe – hashtagi konkretnych produktów firmy np. #snickers.


Firmowe hashtagi wykorzystywane są do promocji produktów, ale ich głównym zadaniem jest poszerzanie bazy klientów. Dobrze prowadzony hashtag marketing pomaga dotrzeć do szerszej grupy odbiorców.
fot. dreamstime.com

Jak to zrobić?
Przede wszystkim hashtag marki powinien być unikalny. Przed jego użyciem musimy sprawdzić, czy nie jest on już przez kogoś używany, nie tylko na Twitterze, ale także na innych portalach społecznościowych, ponieważ naszym hashtagiem będziemy posługiwać się na wszystkich portalach. To utrwali go w świadomości odbiorców i pozwoli łatwo kojarzyć hashtag z naszą firmą. Ponadto powinien być dość krótki, łatwy do zapamiętania i kojarzyć się z działalnością firmy np. #FajnyCiuch dla firmy zajmującej się sprzedażą odzieży. Takim hashtagiem powinniśmy podpisywać każdy publikowany przez nas post.

Osobne hashtagi można tworzyć dla konkretnych produktów lub prowadzonych przez nas akcji promocyjnych. Przy ich tworzeniu warto zwracać uwagę na trendy, jakie panują na Twitterze (można je sprawdzić w module „Trendy”). Jeżeli w czołówce znajdują się tematy, które wiążą się z działalnością naszej firmy, możemy podpisywać nasze posty hashtagami odnoszącymi się do tych tematów. Dzięki temu nasze treści będą widoczne dla grona osób, które ich poszukują. W ten sposób odbiorcy natrafiają na treści publikowane przez firmę i zapoznają się z jej usługami.


Warto także zadbać o to, aby osoby obserwujące firmowe konto, publikujące treści nawiązujące tematycznie do działalności firmy, podpisywały je naszym hashtagiem. W ten sposób osoby szukające naszej firmy po nazwie będą widziały nie tylko posty stworzone przez nas, ale także przez obserwatorów, a to pozwala budować zaufanie odbiorców do marki. 

Prosta decyzja o zrobieniu generalnych porządków. Efekt? Utknięcie w stercie gazet sprzed tygodni. Argument, że nie mogłam dokończyć sprzątania, bo zaczytałam się w tekście o ubocznych skutkach życia on-line, brzmi chyba przekonująco?

Skutecznie porzuciłam zapał do usuwania nadmiaru kurzu i niepotrzebnej makulatury z mieszkania na rzecz Lindy Stone. To konsultantka i badaczka relacji ludzi i nowych technologii, które opisywała dla „New York Timesa”, „The Economist” i „Harvard Business Review”. W latach 80. i 90. Stone prowadziła pionierskie prace nad rozwojem multimediów i aplikacji społecznościowych – najpierw w Apple’u, później w Microsofcie. W wywiadzie dla „Polityki” z lipca (nr 30/2013, s. 82-83) Linda Stone wyjaśniała, czym jest stan permanentnego rozproszenia (continous partial attention). Bierze się on z chęci nieustannego bycia w wirtualnym ruchu. „Samo pragnienie bycia żywą, aktywną jednostką sieci wydaje się zrozumiałe. Lubimy pozostawać w ruchu, nawet jeśli poruszamy się tylko po rzeczywistości wirtualnej. Lubimy też kontakt z innymi ludźmi. Chcemy mieć znaczenie. Chcemy orientować się w sytuacji” – tłumaczyła Stone na łamach „Polityki”. Jak zauważyła, problem pojawia się, „gdy w stanie tego permanentnego czuwania przebywamy… permanentnie”. 
„Utrzymywanie gotowości bojowej staje się wówczas podstawowym sposobem funkcjonowania. System nerwowy nieustannie zachowuje czujność. Nastawienie takie określamy terminem fight-or-flight i ma ono skutki fizyczne podobne do tych powodowanych przez chroniczny stres. Tracimy odporność, zaburzona zostaje praca wątroby, pojawiają się problemy z trawieniem i płodnością. Oddech się spłyca (…) Dolegliwościom fizycznym towarzyszy wyczerpanie psychiczne. Mamy wrażenie przytłoczenia i niespełnienia. To paradoksalne, ale im bardziej stajemy się dostępni, tym bardziej się od innych oddalamy. A coraz potężniejsze technologie wzmagają w nas tylko poczucie bezsilności” – wyliczała Stone w wywiadzie dla „Polityki” uboczne skutki ciągłego zalogowania w sieci. Czy to znaczy, że bycie on-line czyni nas nieszczęśliwymi?
Coś jest na rzeczy. Mówiła już o tym Linda Stone w kontekście Facebooka. Sama badaczka rozwoju aplikacji społecznościowych z portalu wymyślonego przez Zuckerberga nie korzysta, ale przyznaje, że rozumie jego urok. Jej zdaniem internautów przyciąga w FB wrażenie utrzymywania stałego kontaktu z mnóstwem osób – bez konieczności podnoszenia słuchawki, wysyłania maili czy bezpośrednich spotkań. Jednak na przestrzeni ostatnich dwóch dekad użytkownicy sieci stali się znacznie bardziej świadomi chronicznej dekoncentracji, która towarzyszy życiu w wirtualnej rzeczywistości i od stanu hurraoptymizmu sprzed kilku lat przeszli do poczucia, że woleliby nie przebywać permanentnie w stanie on-line, że gdy czują taką potrzebę, chcą się na jakiś czas wyłączyć.


 Źródło: Dreamstime.com

Wywiad ze Stone o czymś mi przypomniał. Jej obserwacje pokrywają się z przeprowadzonymi na Uniwersytecie Michigan badaniami, o których niedawno czytałam. Naukowcy z USA wysnuli z nich prosty wniosek: im więcej korzystamy z Facebooka, tym bardziej jesteśmy nieszczęśliwi. Osoby biorące udział w badaniu pytano, ile czasu poświęcają na korzystanie z FB i jak to korzystanie wpływa na ich samopoczucie. Dla porównania pytano też o samopoczucie wywoływane przez tradycyjne interakcje – bezpośrednie spotkania czy rozmowy telefoniczne. Okazało się, że ta druga forma kontaktu z innymi wpływały na respondentów pozytywnie, w przeciwieństwie do FB. Jak wynikało z odpowiedzi badanych, im więcej czasu spędzali na Facebooku, tym gorszy był ich nastrój. Wyniki ogłoszone przez naukowców z Michigan wywołały głosy, że złe samopoczucie internautów może wynikać z przeglądania dużej ilości zdjęć, które znajomi publikują na FB i na których wyglądają na szczęśliwych, zadowolonych z życia. Frustracja powstaje, bo przeglądający zdjęcia nie wiodą tak ciekawego i barwnego życia.
Po zapoznaniu się z wynikami badań naukowców z Michigan, naszła mnie smutna refleksja. Zastanowiło mnie, czy w erze szalejących nowych technologii i Internetu, który młodemu pokoleniu wyznacza rytm życia, dzisiejsze dwudziestolatki i młodsi będą pokoleniem ludzi nieszczęśliwych? Ludzi, których bycie on-line uzależni od ciągłego przebywania w sieci, niszcząc ich psychikę i organy wewnętrzne? Stone w wywiadzie dla „Polityki” wspomniała, że wśród informatyków w Dolinie Krzemowej panuje podczas spotkań w kawiarni czy pubie zwyczaj wykładania telefonów na środek stołu – który z nich nie wytrzyma i sięgnie po komórkę, płaci za wszystkich. Ciekawe, czy młodzi, korzystający z Facebooka i innych wynalazków ery cyfrowej, będą woleli najeść się i napić za free, czy być na nieustannym stand by’u, ze źle strawionym posiłkiem i lżejszym portfelem…




AG




Wcześniej wykorzystywano do niej maczety i AK-47, dzisiaj służą jej Facebook i Twitter. Wcześniej byli Marcin Luter King, Włodzimierz Lenin i Kurt Cobain, dzisiaj dokonują jej Mark Zuckerberg i dyrektor ds. marketingu Google’a. Jesteśmy świadkami rewolucji social mediów. Jak powinien zachować się content marketing, by wyjść z tego starcia zwycięsko?


O tym, ile dzisiaj znaczy Internet pokazał wybór człowieka roku, którego od ponad 80 lat dokonuje tygodnik „Time”. W 2006 roku pismo dokonało wyboru abstrakcyjnego, przyznając tytuł „Tobie” („You”). Decyzja „Time’a” była wyróżnieniem dla światowej społeczności internetowej – zwłaszcza projektów Wikipedii, MySpace i YouTube. Tygodnik pokazał tym samym, kto dzisiaj kontroluję erę informacji („You” control the Information Age).

Czy to przypadek, że szczególne wyróżnienie przypadło serwisom tworzonym przez każdego z nas? Zdaniem Piotra Stohnija z ICAN Institute (wydawca „Harvard Bussines Review Polska”) – nie. Jako świadkowie rewolucji mediów społecznościowych powinniśmy zdawać sobie sprawę, jak wiele może zależeć od nas i tworzonego przez nas contentu.

Wirus, który wywołuje „lepki” content
Tocząca się obecnie rewolucja jest jak epidemia. Sukces każdej epidemii społecznej zależy od ludzi, którzy posiadają unikatową wiedzę na dany temat. Występują w roli znawców, przekazując swój content tzw. łącznikom, którzy łączą ludzi z ludźmi, rozprzestrzeniając niepowtarzalny content wytworzony przez znawców. W myśl zasady: Daj ciekawy content, my go rozprzestrzenimy. Potem następuje moment, w który może włączyć się każdy z nas – komentując, odpowiadając, odnosząc się do zaproponowanego contentu, który ma budzić ciekawość i przekonywać nieprzekonanych.




fot.dreamstime.com

Social media wydają się być odpowiednim narzędziem do rozprzestrzeniania ciekawego contentu, bo pozwalają skrócić drogę, jaką treści przebywają od nadawcy do odbiorcy. Mają przy tym dodatkową zaletę – wywołują szybką reakcję i pozwalają na nawiązanie żywej interakcji. Żeby content był skuteczny, trzeba nadać mu jednak odpowiedniej „lepkości”. Jak? Warto pamiętać, że:

  • 60% polubień na Facebooku otrzymują posty krótsze niż na 4 linijki,
  • post żyje 3 godziny,
  • treści uzupełnione emotikonami wzmacniają przekaz – są o 33% częściej udostępniane i komentowane, mają o 57% polubień więcej,
  • największą uwagę użytkowników social mediów skupiają zdjęcia, później są pytania, zmiana statusów, materiały flash i wideo, i wreszcie – linki, z najmniejszą siłą oddziaływania,
  • rozprzestrzeniając content za pomocą social mediów powinniśmy działać w czasie rzeczywistym i inspirować się tym, co dzieje się naprawdę,
  • social media to metoda na szybkie i tanie newsowanie,
  • media społecznościowe – odpowiednio wykorzystywane – są bardzo dobrym sposobem na opanowanie kryzysu w firmie.


 
Informacja szansą dla content marketingu
Spośród 2 miliardów internautów na świecie 70% korzysta z social mediów, 50% po przebudzeniu sprawdza swój ulubiony profil, a 30% ogólnego czasu spędzanego w sieci użytkownicy przeznaczają właśnie na social media. Statystyki robią wrażenie? Robiłyby z pewnością większe, gdyby odsetek internautów wykorzystujących media społecznościowe do tworzenia contentu byłby większy. Dziś jest ich zaledwie 7%, co pokazuje, że potrzeba informacji jest niezrealizowana. To dla wszystkich zajmujących się content marketingiem znak, że w social mediach jest miejsce dla nich i ich „lepkich” treści.


AG
 

Źródło: panel Piotra Stohinja na temat social mediów, Y2B, 19 lutego, Warszawa.

Po co nam Facebook? W 70% do podglądania znajomych i nieznajomych, a tylko w 7% do tworzenia kontentu. Przyciągają nas zdjęcia, śledzimy zmieniające się statusy, treści tworzymy niewiele. Dlatego mają dużą wartość i stanowią ważne źródło informacji. Czy Ministerstwo Edukacji Narodowej to rozumie?


W sobotę na fejsbukowym profilu MEN pojawił się wpis: „Wszystkich, którzy kilka ostatnich godzin spędzili na naszym profilu pytając, odpowiadając, dziękując, kopiując… ZAPRASZAMY NA SPACER (najlepiej z dziećmi)  Pogoda nie jest najgorsza, na bazarze można już kupić tulipany… Czyli właściwie WIOSNA powoli się zbliża :D”. Internauci, którzy odwiedzają stronę ministerstwa na FB – głównie rodzice dzieci w wieku szkolnym, żywo zainteresowani ostatnio tematem „wypychania” sześciolatków z przedszkoli – traktowali profil resortu jako miejsce do zadawania pytań związanych z tym problemem. Gdy zobaczyli „wiosenny”, luźny wpis ministerialny, w sieci zawrzało. Pojawił się wiele komentarzy o tym, jak ludzie na urzędniczych stanowiskach, którzy decydują o kształcie systemu edukacji w Polsce, którzy wpływają na nasze losy, z lekceważeniem traktują społeczeństwo. Obok tematu ignorancji istotnych tematów i tłumienia w zarodku ważnej i poważnej dyskusji, wyrosło drugie pytanie: Jaka powinna być komunikacja w mediach społecznościowych?
Jeden z internautów odpowiedział krótko: „Powinna być jak dieta. Odpowiednio zbilansowana do potrzeb konkretnej grupy (…) Niedosyt zaszkodzi, przesyt także”. MEN, wyjaśniając w jednym z komentarzy (dzisiaj już niedostępnym) pod „wiosennym” postem, że strona w social mediach to nie tablica informacyjna dla obywateli, nie narzędzie udzielania informacji publicznej, ani odpowiadania na wszelkie pytania, pokazało, że jednak nie dostrzega wartości, jaką jest tworzony w portalach społecznościowych kontent. Ministerstwo nie potrafiło utrzymać równowagi między urzędniczą powagą, a neutralizowaniem jej lżejszymi treściami. Wpis resortu, w założeniu – z przymrużeniem oka, nie zachęcił internautów do wzajemnego puszczenia oka. I pokazał, jak silnym narzędziem w kontaktach z użytkownikami sieci są media społecznościowe – szybkie, łatwo gromadzące masę krytyczną, skracające drogę do przekazania informacji i wywoływania błyskawicznej reakcji.

W każde eksperymentowanie z social mediami powinna być wpisana polityka zarządzania kryzysem – umiejętnego zarządzania. Gdy w firmie źle się dzieje, media społecznościowe mogą służyć nam jako platforma do rozwiązywania, a przynajmniej do łagodzenia problemów (piszemy o tym w lutowym wydaniu naszego newslettera przy okazji blogów firmowych http://www.mediateqa.pl/mediateqa_newsletter.php). W przypadku MEN problemem stały się same social media. Jak ministerstwo chciało uratować sytuację? Na stronie pojawił się wpis z przeprosinami, z zaznaczeniem, że administrator profilu miał na celu jedynie wprowadzenie weekendowego nastroju. Efekt? Dwa komentarze internautów, którzy jakby nie zauważali przeprosin, pamiętając ciągle sobotnią ignorancję. Bo z social mediami nie ma żartów.


Aleksandra Głąb


wystąpienie Piotra Stohnija w czasie Youth to Business Forum Warszawa 2013 (mat. własne)