Zapraszamy do czytania

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą You Tube. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą You Tube. Pokaż wszystkie posty

Rewolucja, rozpoczęta kilka lat temu, nadal trwa. Media społecznościowe zdobywają kolejne sfery naszego życia, zmieniając otaczający świat. Jeżeli nie chcesz wypaść z obiegu, zadbaj, aby i Twoja firma istniała w świecie social.


Na świecie jest około 2 miliardów internautów, spośród których 70% korzysta z mediów społecznościowych. Daje to 1,4 mld użytkowników. Jednak tylko 7% z nich wykorzystuje media społecznościowe do tworzenia contentu. Co to oznacza? Że istnieje w sieci niezagospodarowana strefa, na która jest ogromny popyt – popyt na content.

Mobilne MŚP?
Jak pokazują badania przeprowadzone przez „Harvard Business Review Polska”, większość polskich przedsiębiorstw korzysta z najpopularniejszych mediów społecznościowych – Facebooka, YouTube'a oraz Twittera. Jednak strefa social pozostaje niezagospodarowana. Media społecznościowe wyświetlane są głównie na urządzeniach mobilnych, a tylko niespełna 1/5 polskich firm, które posiadają stronę internetową, ma ją dostosowaną do wyświetlania na smartfonach i tabletach. Wyjątkiem jest tutaj branża usług gastronomicznych, w której odsetek ten sięga 50%. Firmy chcą prowadzić content. Wybierają jednak niewłaściwe drogi kontaktu, które ograniczają im możliwości.

fot. pixabay.com/pl/


Użyteczny content
Rewolucja social mediów, podobnie jak publikowane w nich posty, rozchodzi się wirusowo. Sukces każdego wirusa społecznego zależy od ludzi i unikatowej wiedzy, którą na dany temat posiadają. Występują wtedy w roli znawców, przekazując informacje do tzw. łączników, którzy nawiązując kontakty w ramach sieci społecznościowych, rozprzestrzeniają wartościowy content wyprodukowany przez eksperta. Wreszcie przychodzi czas na najważniejszy czynnik social komunikacji – interakcję. Kiedy komunikat zawirusował już szeroką społeczność, każdy może na niego zareagować, komentując przyswojone właśnie treści. Social media wydają się być odpowiednim narzędziem do ich kolportażu, bo skracają drogę, jaką content przebywa od nadawcy do odbiorcy. Mają przy tym dodatkową zaletę – wywołują szybką reakcję i pozwalają na nawiązanie żywej interakcji. Ponadto działania w mediach społecznościowych nie generują wysokich kosztów.

Problem z doborem
Jednym z największych problemów polskiego biznesu jest złe dostosowanie mediów do profilu firmy. Jeżeli chcemy budować wizerunek firmy i prowadzić wokół niej content, musimy dokładnie przeanalizować, który portal społecznościowy będzie dla nas najefektywniejszy. Oczywiście musimy wybrać taki, gdzie jest wielu użytkowników. Niekoniecznie musi być to jednak Facebook. To dobra platforma dla firm, które zaistniały już na rynku, są rozpoznawalne. Gdy chcemy postawić na treści eksperckie, wtedy warto rozważyć założenia firmowego bloga. Jeżeli natomiast profil firmy skupia się na kwestiach związanych z szeroko pojęta modą lub kulinariami, najefektywniejszy może okazać się Pinterest.

Content dla firm
Budowanie contentu w mediach społecznościowych nie ma na celu jedynie promowania produktów. Media społecznościowe trzeba włączać w działania firmy umiejętnie, aby wspierały sprzedaż, generowały leady, pomagały obsługiwać klientów i rozszerzały komunikacje firmy. W działaniach sfery społecznościowej uwzględnić należy także tzw. „czynnik lepkości”, czyli to, co będzie do niego przyciągało użytkowników. Jak sprawić, aby nasz content miał wysoki wskaźnik lepkości? O tym jak wybierać social media dla firmy oraz jak wykorzystywać je w działaniach firmy przeczytacie na TUTAJ.


***

WAKACJE Z PISMOTEQĄ

Rozpoczynamy dwumiesięczny cykl poradnikowy, skierowany do naszych czytelników. Dwa razy w tygodniu, przez całe wakacje, publikować będziemy porady dotyczące firmowej komunikacji, o których pisaliśmy już w naszym magazynie, newsletterze oraz na blogu. Będziemy je rozszerzać o ważne zagadnienia, których nie poruszyliśmy na łamach. Razem zyskacie bogate źródło wiedzy na temat budowania contentu w mediach firmowych. Zapraszamy!


Choć rażą nas zapożyczenia językowe, coraz częściej wplatamy do codziennych wypowiedzi obce słowa. Dlaczego? To chyba znak czasów. A przecież język polski jest ą-ę. Musimy w to uwierzyć.


Materiał „Co mówią: w agencji reklamowej” obejrzało na YT już prawie 1,5 miliona internautów. Na facebookowych tablicach linki do tego wideo pojawiały się na początku stycznia jak grzyby po deszczu – lajkom i udostępnieniom nie było końca. Wirtualna publiczność chętnie przyglądała się tworzeniu kreatywnej kampanii reklamowej, prowadzonej przez direct digital think thank copywriterów, którzy chcą wypromować swagową markę, mają drive’a na ten case, chodzą na appointmenty, czasem przytrafiają im się sick leave’y, czytają short briefy i wykorzystują w kampanii placement. Humorystyczna scenka z udziałem Saatchi&Saatchi nie była jednak tylko pastiszem pracy w agencji reklamowej. Wiele osób zaangażowanych zawodowo w rynek reklamowy dostrzegło w krzywym zwierciadle You Tube’a swoją codzienność.



Źródło: You Tube


Ale odbiór popularnego wideo z agencją reklamową w roli głównej jest dużo szerszy. Zwraca uwagę na zadomowione na dobre w języku polskim zapożyczenia. Przecież po anglicyzmy nie sięgają tylko think thank copywriterzy. Język angielski wyrósł na osobny byt kulturowy, z którego korzystanie stało się modą, w niektórych kręgach zyskując status obowiązkowości. Wystarczy przyjrzeć  się nastolatkom, którzy noszą na głowach beanie (rodzaj czapki), na koszulkach manifestują, że żyją według zasady YOLO (You Only Live Once), wrzucają zdjęcia trawionego właśnie lunchu (bo nie obiadu) na Insta (przyrostek „–gram” jest passe), ciągle tweetują, lajkują albo hejtują (bo jeśli nie ma cię w social media – nie żyjesz). Dla nich język angielski nie jest osobnym językiem, jest naturalną częścią języka polskiego.

W 2005 roku CBOS przeprowadził badanie, które miało wyjaśnić, jaki jest stosunek Polaków do języka ojczystego. Co się okazało? Że ponad 1100 dorosłych respondentów, którzy wzięli udział w sondażu, wskazało na masowe zapożyczenia z obcych języków jako na jedno z najbardziej rażących zjawisk w rodzimej mowie (zaraz po używaniu wulgaryzmów). Co piąty ankietowany zwrócił uwagę, że każdy z nas jest odpowiedzialny za wyznaczanie poprawności językowej, a prawie 40% stwierdziło, że sposób mówienia określa poziom człowieka – jego kulturę i inteligencję.

Na straży wysokiej kultury i inteligencji Polaków stoi prawo. Nie wszyscy wiedzą, że istnieje ustawa o ochronie czystości języka. Ale jak informowała kiedyś „Rzeczpospolita”: „Ciało powołane do obrony czystości języka nie ma żadnych uprawnień i jego jedynym osiągnięciem jest przyjmowanie coraz większej liczby skarg na zaśmiecających naszą mowę”. Dziennik pisał, że w Polsce deweloperzy nie budują już domów i bloków tylko „residence” i „apartaments”, biurowce to „city towers”, a stadiony – „areny”, w witrynach „shopów” wiszą zapowiedzi letnich i zimowych „sales”. Stanowiska pracy oblegane są przez account menagerów, team leaderów i creative directorów. „Jako użytkowników języka nas to razi, ale czym innym jest nasze poczucie stanowczości językowej, a czym innym poczucie prawa” – przekonywała w „Rzeczpospolitej” dr Katarzyna Kłosińska, sekretarz Rady Języka Polskiego PAN. Dr Kłosińska podkreślała, że RJP może co najwyżej opiniować i doradzać, a to za mało, by chronić język polski przez naleciałościami z zagranicy.

A co możemy zrobić my? Przy okazji zbliżającego się Dnia Języka Ojczystego (21 lutego) możemy uwierzyć, że język polski jest ą-ę, jak przekonywała w zeszłorocznej kampanii RJP. I tworząc firmowe wydawnictwa starać się poprawnie z niego korzystać. Jeśli zależy nam na skutecznej komunikacji powinniśmy zacząć od treści i dbać, by były jak najbardziej zrozumiałe. Pamiętając, że pracownik linii produkcyjnej, który też jest odbiorcą firmowej gazety czy newslettera, nie musi wiedzieć, czym jest zapowiadany w magazynie „event”.



AG