Zapraszamy do czytania

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hashtag. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hashtag. Pokaż wszystkie posty

Wśród użytkowników mediów społecznościowych 3/4 deklaruje, że korzysta z hashtagów. Ich potencjał dostrzegły także firmy, które za ich pomocą zaczęły promować swoje produkty.


Wszystko zaczęło się w roku 2007, kiedy Amerykanin Chris Messin zaproponował na Twitterze, żeby grupować dyskusje za pomocą znaku „#”. Jak się okazało, pomysł wypalił, a kratkami zaczęło posługiwać się coraz więcej osób. Hashtagi, czyli wyrazy lub frazy poprzedzone znakiem „#” (np. #WyborySamorzadowe), miały ułatwiać komunikację. Grupowały dyskusje prowadzone na Twitterze i pozwalały w łatwy sposób odszukiwać interesujące użytkowników wątki, bez konieczności wertowania setek stron i tematów. Ich popularność szybko rosła, aż stała się głównym sposobem nawigacji w mediach społecznościowych. Stosowanie hashtagów wprowadziły takie portale jak Instagram, Pinterest, Google+, a w roku 2013 także Facebook. To pokazuje jak ważnym jest ono narzędziem. Mark Zuckerberg powiedział, że wprowadzenie hashtagów na Facebooku ma zapobiec przenoszeniu się użytkowników z Facebooka na Twittera, a jednocześnie ma pomóc w walce z największym konkurentem. Pozwoli także zwiększyć rentowność Facebooka dzięki pieniądzom zarabianym na reklamach, które publikowane będą np. w postach prowadzonych na żywo (relacje spotkań sportowych).

Firmowe hashtagi
Potencjał hashtagowania zauważyły firmy, które uczyniły z niego formę marketingu, a co ważniejsze, skutecznego marketingu. Wśród firmowych hashtagów można wyznaczyć kilka ich rodzajów:

  • hashtagi marki – nazwa firmy lub główne hasło promocyjne poprzedzone „#” np. #CocaCola,
  • hashtagi reklamowe – nazwy akcji reklamowych lub innych akcji prowadzonych przez firmę poprzedzone „#” np. #SzlachetnaPaczka,
  • hashtagi produktowe – hashtagi konkretnych produktów firmy np. #snickers.


Firmowe hashtagi wykorzystywane są do promocji produktów, ale ich głównym zadaniem jest poszerzanie bazy klientów. Dobrze prowadzony hashtag marketing pomaga dotrzeć do szerszej grupy odbiorców.
fot. dreamstime.com

Jak to zrobić?
Przede wszystkim hashtag marki powinien być unikalny. Przed jego użyciem musimy sprawdzić, czy nie jest on już przez kogoś używany, nie tylko na Twitterze, ale także na innych portalach społecznościowych, ponieważ naszym hashtagiem będziemy posługiwać się na wszystkich portalach. To utrwali go w świadomości odbiorców i pozwoli łatwo kojarzyć hashtag z naszą firmą. Ponadto powinien być dość krótki, łatwy do zapamiętania i kojarzyć się z działalnością firmy np. #FajnyCiuch dla firmy zajmującej się sprzedażą odzieży. Takim hashtagiem powinniśmy podpisywać każdy publikowany przez nas post.

Osobne hashtagi można tworzyć dla konkretnych produktów lub prowadzonych przez nas akcji promocyjnych. Przy ich tworzeniu warto zwracać uwagę na trendy, jakie panują na Twitterze (można je sprawdzić w module „Trendy”). Jeżeli w czołówce znajdują się tematy, które wiążą się z działalnością naszej firmy, możemy podpisywać nasze posty hashtagami odnoszącymi się do tych tematów. Dzięki temu nasze treści będą widoczne dla grona osób, które ich poszukują. W ten sposób odbiorcy natrafiają na treści publikowane przez firmę i zapoznają się z jej usługami.


Warto także zadbać o to, aby osoby obserwujące firmowe konto, publikujące treści nawiązujące tematycznie do działalności firmy, podpisywały je naszym hashtagiem. W ten sposób osoby szukające naszej firmy po nazwie będą widziały nie tylko posty stworzone przez nas, ale także przez obserwatorów, a to pozwala budować zaufanie odbiorców do marki. 

W zeszłym tygodniu na blogu zastanawialiśmy się, w którym kierunku pójdą w 2014 roku media społecznościowe. Odnośnie do Twittera, odpowiadam: jego obserwowanie to dziś marketingowa konieczność.


Kilka dni temu na blogu Ola wróżyła z social fusów. Próbowała, przeglądając branżowe dyskusje, określić kierunek, w którym będą zmierzać media społecznościowe w Nowym Roku. Jednym z wątków tych rozważań był Twitter, a właściwe jego dość mocna krytyka, m.in. ze strony Konrada Piaseckiego, dziennikarza RMF FM i TVN24, który szerzej opisał zjawisko Tt w ostatnim wydaniu magazynu „Press”. Dlatego dziś chciałem, byśmy na ten mikroblog spojrzeli z innej strony.

Na początek trochę prywaty i własnych obserwacji. Piszę to z pozycji osoby, która osobiście nie korzysta z Facebooka, ale zaczepiła się jakiś czas temu na Twitterze. Może nie bije tam rekordów aktywności, ale widzi w Tt wiele zalet. Jak w każdym narzędziu komunikacji, tak i w tym przypadku, toczą się dysputy na wyższym i niższym poziomie, ale odnośnie do Twittera zdecydowanie przeważają te drugie. Dokładam trzy słowa ze swojej strony. Do której kategorii trafią? Ocenicie sami.

Oczywiście, jak pisze w „Pressie” Piasecki, każdy z nas tworzy swojego własnego Tt, ale ogólny przegląd dyskusji nieobserwowanych użytkowników pokazuje, że z jakością nie jest tu najgorzej. Jasne, używanie w rozmowach argumentów personalnych czy doklejanie sobie „etykietek” ma tutaj miejsce, ale świadczy to tylko o jednym – jak trudnym narzędziem jest Twitter. Niewielka ilość znaków (140) to mało i dużo, często za mało by odpowiedzieć innemu tweetującemu. Brak umiejętności odnalezienia się w takiej formule prowadzi drogą na skróty, ścieżką wzajemnego obrzucania się sieciowym błotem.

Z drugiej strony Twitter jest narzędziem dla wytrwałych, zorganizowanych i systematycznych. Historię, którą sprzedajemy na Tt, musimy opowiadać w swoim, ale regularnym tempie – tylko tak będziemy zdobywać obserwujących. Jednak jeszcze nie do końca jasny, jak zauważa wiele osób analizujących zjawisko Twittera, rozwój tego mikrobloga powoduje, że mało jest na nim typowych akcji marketingowych i promocyjnych. Osobiście uważam, że zamiast wysyłać tonę komunikatów prasowych czy robić konferencje, które i tak już mało kto zarządza, lepiej zainwestować w dobrze prowadzony firmowy profil (profil rzecznika). Pod warunkiem, że nie będziemy spamować, wysyłać bzdur, trafimy do osób naprawdę zainteresowanych tematem. Podobne rozwiązanie możemy zaproponować prezesom, którzy aktywnie uczestniczą w debatach w swojej specjalizacji.


Twitter, i to moim zdaniem jest jego największą zaletą, skraca dystans. Natychmiastowo wchodzimy „do środka”, mamy wpływ na to, jak „pomieszczenie” wygląda. Dziś, gdy na wszystko brakuje czasu, a tym bardziej na czytanie wielostronicowych analiz, 140 twitterowych znaków może być naszą ogromną szansą. Oczywiście nie do każdych działań Twitter będzie się nadawał (choćby ze względu na zasięg), ale to moim zdaniem jest też jego zaletą. To nie są wyścigi z Facebookiem, to zupełnie inna kategoria. Prywatnie chciałbym, by Tt był jeszcze bardziej niszowy. Ale obserwuję też, jak zaczynają się udawać rożne akcje marketingowe prowadzone za pomocą tego narzędzia. Jak firmom udaje się wciągnąć internautów w zabawę pod wspólnym hashtagiem. Dlatego obserwowanie Twittera to dziś marketingowa konieczność, podobnie jak korzystanie z tego, co Tt oferuje.


MJ