Zapraszamy do czytania

Komunikacja z pracownikami może odbywać się na rozmaite sposoby. Ale warto zwrócić uwagę, jak wiele możemy osiągnąć dzięki wydawaniu dobrego firmowego biuletynu.
Najważniejszą cechą pisma firmowego jest jego jawność. Wszyscy pracownicy niezależnie od stanowiska, jakie zajmują, bez względu na staż pracy, otrzymują takie samo wydawnictwo. To buduje poczucie wspólnoty. Nie można zapominać, że pisma firmowe są atrakcyjne i czytane przez pracowników nie tylko dla wiedzy, ale także dla przyjemności. Gdy dobrze ustawimy proporcje treści w naszej gazecie, nie będzie ona nudną i niechcianą lekturą, ale chwilą czytelniczej radości. Biuletyny firmowe to również użyteczne wydawnictwa, które pozwalają zwiększać wiedzę pracowników o firmie, o procesach i zmianach, które w niej zachodzą. Są wspaniałym forum do wymiany doświadczeń oraz informowania o wdrożeniach. A ponieważ pisma wydajemy regularnie, dzięki temu nasza komunikacja zachowuje ciągłość (szczegółowo już o tym pisaliśmy).
Pismo firmowe to narządzie wielu możliwości, na którym możemy oprzeć naszą komunikację w firmie. Pamiętajmy, że bez skutecznej komunikacji wewnątrz, nie da się zbudować dobrych relacji na zewnątrz.
A na koniec – w kryzysowych czasach bardzo ważny argument. Wydawanie pisma firmowego, w porównaniu z innymi środkami komunikowania wewnątrz, nie jest drogie.
Pismo dla klientów wygrywa w Wielkiej Brytanii w kategorii czytelnictwa.
Kilka dni temu serwis Gazeta.pl podał informację, że pismo sieci supermarketów pobiło pod względem czytelnictwa nawet tabloid „The Sun”. „Tesco stało się wpływowym właścicielem medialnym” – poinformowała Gazeta.pl, przywołując cytat z „Financial Times” (czytaj całość)
Przyznam, że czekałem na takiej skali wydarzenie od dłuższego czasu. Na blogu kilkakrotnie pisałem o tym, że custumowe wydawnictwa pod wszystkimi względami albo depczą po piętach tradycyjnej prasie albo ją już wyprzedziły. Brakowało takiej kropki nad i, która nieprzekonanym pokazała by jaką siłą jest obecnie custom publishing. No i mamy – pismo sieci Tesco wygrywa badania czytelnictwa. Oczywiście stało się to w Wielkiej Brytanii, na angielskim rynku, który rządzi się swoimi prawami.
Ale czy to znaczy, że nie możemy spodziewać się czegoś podobnego u nas? Możemy, choć pewnie szybko się o tym nie dowiemy, bo nawet największe pisma firmowe z kilkusettysięcznym nakładem nie są objęte badaniami czytelnictwa. Branża się rozwija i coraz więcej firm przekonuje się, że własny magazyn to fantastyczne narzędzie kontaktu z klientem. W zamian klienci otrzymują coraz lepsze magazyny, do których po prostu warto zaglądać. A prasa tradycyjna sama o sobie pisze, że umiera…
Gdy opieramy komunikację z pracownikami na magazynach firmowych, róbmy to regularnie.

Brak regularności przy wydawaniu magazynów firmowych zniweczy nasz wysiłek wkładany w ich przygotowywanie. Nasi czytelnicy muszą wiedzieć, kiedy spodziewać się nowego wydania i zgodnie z tym terminem – otrzymać pismo. Niekonsekwencja w wydawaniu prasy firmowej sprawia, że informacje nie przepływają prawidłowo, a to zabija naszą wewnętrzną komunikację. Dlatego warto ustalić dla naszego pracowniczego magazynu efektywną, a jednocześnie realną formulę wydawniczą.

Najprostszą formą wydaje się miesięcznik, jednak wymaga on dużego nakładu pracy i sporej ilości materiałów. Praca nad miesięcznikiem się nie kończy i gdy pracownicy czytają jedno wydanie, redakcja intensywnie pracuje już nad kolejnym. Taka formuła wydawnicza pozwala nam robić magazyn w miarę aktualny i nie zmusza do tego, aby nadmiernie go rozbudowywać.

Interesującą formułą wydawniczą dla pisma firmowego jest dwumiesięcznik. Zachowujemy w tym przypadku część walorów miesięcznika, a jednocześnie mamy czas i miejsce, by spojrzeć na pewne sprawy szerzej, z dystansu. Dobrze „wycelowane” miesiące publikacji pozwalają tak dopasować się do rytmu firmy, by pismo relacjonowało i uczestniczyło we wszystkich najważniejszych wydarzeniach, a jednocześnie nie ukazywało się w czasie urlopów.

Firmy często decydują się również na kwartalniki. Powinniśmy pamiętać, by w magazynach, które ukazują się raz na trzy miesiące, nie przesadzać z objętością. Gdy w jednym kwartale mamy zbyt dużo materiałów, pomyślmy, w jaki inny sposób można dostarczyć pracownikom część tych informacji. Możemy wykorzystać do tego chociażby newsletter czy tradycyjne tablice ogłoszeń. Nie starajmy się napisać raz na kwartał o wszystkim. Spotykałem pisma firmowe, które miały ponad 100 stron. Dla części czytelników już sama objętość jest w takim przypadku odstraszająca.

Pisma wydawane w cyklu rzadszym niż kwartalnik, nie spełniają kryterium regularności. Nie powinniśmy więc decydować się na taką formułę wydawniczą przy magazynach firmowych.
Dobra agencja wydawnicza na pewno nie zapomni o tym, że prasa firmowa także podlega rejestracji. Zgodnie z polskim prawem, by wydawać gazety, należy je zarejestrować. Gdy tego nie robimy – popełniamy przestępstwo. Sprawą powinni zainteresować się wydawcy pism zewnętrznych. Komunikacja z pracownikami za pomocą firmowych biuletynów traktowana jest jako druki wewnętrzne i tu konieczności rejestracji nie ma. Sama rejestracja nie jest procesem zbyt skomplikowanym i kosztownym. Polega na złożeniu odpowiedniego wniosku w odpowiednim Sądzie Okręgowym. W wniosku tym musimy podać: dane wydawcy, redaktora naczelnego, nazwę pisma i częstotliwość z jaką się ono ukazuje. Sprawa rozpatrywana jest na posiedzeniu niejawnym sądu, a cała procedura rejestracyjna trwa nie dłużej niż 30 dni.

Rejestracja oprócz tego, że jest obowiązkiem, daje nam pewne prawa. Dzięki zarejestrowaniu naszego tytułu sąd nie wpisze już w zestawienie pism wewnętrznych wydawnictwa o takiej samej nazwie. Po rejestracji naszego tytułu możemy także wystąpić do Biblioteki Narodowej o nadanie numeru ISSN. Warto także pamiętać, że obowiązek rejestracji dotyczy nie tylko papierowych wydań, ale i magazynów publikowanych w Internecie.

W przypadku pytań związanych z tym tematem proszę o kontakt: m.jasiak@mediateqa.pl
W poprzednim wpisie obiecałem, że wrócę jeszcze do historii z tabletami w kontekście sytuacji prasy firmowej. Pierwsze generalny wniosek jest taki, że wydawnictwa dla konsumentów zyskają dla części z nich interesujący kanał dystrybucji. Będą mieli w tym segmencie rynku taką samą drogę docierania ze swoimi treściami, jak tradycyjni wydawcy. A ponieważ pisma przygotowywane na tablety dopiero raczkują, tak naprawdę branża customowa może zająć na nim mocną pozycję.
Dlaczego?
  • Prasa znajduje się w kryzysie. Ma coraz większy problem z drukowaniem interesujących treści. By je zachować coraz bardziej będzie musiała zamykać swój content.
  • Coraz lepszy content buduje teraz prasa firmowa. Firmy, które zdecydowały się na wydawanie magazynów dla klientów rozumieją, że inwestycja w takie pisma służy rozwojowi marki. Dlatego mamy środki na wyjazdy, tworzenie interesujących reportaży. Czyli to wszystko, na co obecnie brakuje pieniędzy tradycyjnej prasie.
  • Prasa firmowa jest bardzo specjalistyczna. Wiemy dla kogo i o czym piszemy. Dzięki temu łatwemu dostępowi do specjalistów w wybranych dziedzinach możemy tworzyć merytoryczne teksty wysokiej jakości.
  • Różnica najważniejsza – wydawnictwa dla klientów są i w większości przypadków będą darmowe. A to na rynku publikacji na tablety, szczególnie w początkowej fazie jego rozwoju, może odegrać kluczowa rolę.
  • Wracam dziś do ostatniego wpisu. W minionym tygodniu pojawiło się kilka ciekawych informacji, które jaśniej pokazują nam, jak to obecnie jest z tym papierem...
    Przede wszystkim polecam analizę statystyk przygotowanych przez wortal Wirtualne Media na temat tego, jaki udział mają obecnie wydania cyfrowe w ogólnej liczbie sprzedawanych gazet (statystyki dziennikówstatystyki tygodników).
    Warto zauważyć, że wydawcy jeszcze nie opracowali nawet rozwiązań, jak te cyfrowe wydania zliczać i wliczać do sprzedaży ogółem. Na chwilę obecną zaliczane są do niej tylko e-wydania, a wydania oznaczone jako mutacje cyfrowe, czyli te przygotowane specjalnie na tablety – już nie. Wniosek? Cały rynek w tej dziedzinie jest póki co w powijakach. Liczby jakie uzyskują cyfrowe wydania są na razie bardzo skromne w porównaniu do wydań tradycyjnych. Przywołajmy przykład polskiego „Newsweeka”. W cyfrowej postaci ( e-wydanie + wydanie na tablety) sprzedaje on tylko 4089 egzemplarze. Ta liczba, przy całkowitej sprzedaży ponad 130 000 wydań, nie robi wrażenia. Są także pisma, które na razie za darmo udostępniają swoje tabletowe wydania, jak np. „Super Express” czy „Dziennik Gazeta Prawna”.
    Oczywiście dane dotyczące sprzedaży cyfrowych egzemplarzy rosną, a w większości przypadków wydania papierowe mocno tracą. Pojawia się jednak pytanie, które warto głośno zadać: czy wydawcy wytrzymają czas jaki potrzeba, by wydania cyfrowe zaczęły przynosić przychody, które tracą w papierze? Sprzedaż tabletów rośnie. Ostatni tydzień przyniósł nam prezentacje kolejnych urządzeń. Są coraz tańsze i coraz bardziej dostępne. Dlatego przed branżą custom publishingu otwiera się ogromna szansa, by zająć swoje miejsce na cyfrowym rynku – ze swoimi treściami, innymi niż te z dobrych tradycyjnych wydawnictw. Ale o tym szerzej już w kolejnym wpisie.
    Wczorajsze doniesienia o zakończeniu wydawania w tym roku amerykańskiego „Newsweeka” w papierze, wywołały spory szum w naszym mediach. Informacja ta znalazła się nie tylko na czołówkach specjalistycznych wortali, ale także w serwisach ogólnoinformacyjnych. Z części tekstów docierał do nas przekaz, że „coś się kończy”. A to przecież nieprawda. Nic na razie się nie kończy.
    Na pewno na odbiór tej informacji wpływ ma wartość brandu z jakim mamy do czynienia. U nas też była ona – i wciąż jest – bardzo duża. Pamiętają Państwo jak ponad 10 lat „Newsweek” w polskim wydaniu wkraczał na nasz rynek? Z jakim impetem zaczął zapełniać półki w salonach prasowych? I od pierwszego numeru zajął taką samą pozycję, jak tygodniki opinii obecne na rynku od lat. Również ten fakt, jak sądzę, wpłynął na żywy odbiór informacji o likwidacji papierowego wydania „Newsweeka” w USA. Jednak nim całkowicie pogrzebiemy w swoich umysłach prasę, pamiętajmy, że dzieje się to za oceanem, a nie u nas nad Wisłą. Inny rynek, inni odbiorcy. A przede wszystkim – zupełnie inne nasycenie urządzeń, na których elektroniczne wydanie tygodnika będzie można czytać.
    Obserwujmy to, co będzie się działo w Stanach, ale też nie dajmy się ponieść emocjom. Warto zwrócić uwagę, że polskie wydanie „Newsweeka” od kilku miesięcy rośnie. Więc jeszcze nie czas u nas na pożegnanie papieru. Mamy na rynku dużego gracza (Grzegorz Hajdarowicz i jego Grupa Gremi), który od kilku lat mówi o śmierci papieru. Ale jego dotychczasowe ruchy w warstwie wydań na tablety kończyły się katastrofą. Aplikacja „Przekroju” miała być rewolucją, a stała się jednym z czynników całkowitego upadku tego pisma.
    Na nic dziś zda się wróżenie z fusów, czy prasa drukowana umrze w 2015 czy 2017 roku. Na pewno się zmieni, ale na pewno też nie umrze w całości. Lepiej dziś zastanowić się, jak sprzedawać swój kontent na różne platformy, jak uporządkować zamykanie (wreszcie) treści w sieci. A przede wszystkim warto pamiętać, że czytelnik, jeśli znajdzie w magazynie coś godnego uwagi, wartościowego – kupi go, niezależnie w jakiej formie będzie wydawany. Szukanie oszczędności w treściach i etatach redaktorskich – to główny czynnik zabijania prasy. W jakiekolwiek postaci by się ona nie ukazywała.
    Dla poprawienia nastroju i zrównoważenia informacji o „Newsweeku”, polecam ten news. Również z rynku amerykańskiego.
    Wykorzystano foto z serwisu money.cnn.com