Zapraszamy do czytania

Choć na podsumowanie roku czas przyjdzie w grudniu, przy planowaniu firmowych wydawnictw trzeba ruszyć głową już w listopadzie. Dlatego kolejny numer „Custom News” poświęcamy właśnie tematowi podsumowań.


Nieubłaganie nadciąga, zbliża się w dwunastu krokach. Przystając na jedenastym skłania redakcje firmowych magazynów do zastanowienia się, jak w atrakcyjny i budzący zainteresowanie sposób podsumować to, co się działo w firmie. Koniec roku, bo o nim mowa, to dla wszystkich zaangażowanych w custom czas przygotowania świątecznych, podsumowujących wydawnictw. Z doświadczenia wiemy, że czytelnicy firmowych magazynów to wymagający target. Dlatego dzielimy się swoją wiedzą i podpowiadamy, jak trafić w jego potrzeby i uczynić z ostatniego w tym roku numeru firmowego pisma atrakcyjną lekturę. Bierzemy pod lupę trzy ważne obszary: wydarzenia, finanse i zmiany. Proponujemy, jak spojrzeć na nie z perspektywy ostatnich miesięcy, by nie wydawały się nudne i jednocześnie, by zapadły w pamięci.

 
A skoro o podsumowaniach mowa, zachęcamy do wydawniczego rachunku sumienia. Pytamy, czy produkując firmowe treści pamiętamy, do kogo piszemy? Dokonujemy jasnego podziału i punktujemy to, co najważniejsze. Każdy, kto przyswoi sobie zasady pisania do pracownika jako czytelnika oraz klienta jako odbiorcy firmowego contentu, nie będzie musiał martwić się o rozgrzeszenie.

Brnąc dalej w podsumowania przyglądamy się problemowi kupowania fanów w mediach społecznościowych. Znana jest historia rzeczników sieci Play i Orange, którzy darli o to koty. My, chcąc oszczędzić męczenia zwierząt (i przy okazji – tracenia nerwów oraz dobrego wizerunku firmy) pokazujemy, ile można stracić na „social transakcjach”, proponując przy okazji dużo skuteczniejsze sposoby angażowania internautów.

Na zakończenie, żeby zaproponowanemu motywowi podsumowań niczego nie brakowało, rzucamy okiem na wydarzenia w branży. Sprawdzamy, co w ostatnich dniach w komunikacyjnej trawie piszczało. Piszemy o szminkach, smartfonach, młodych internautach i pułapkach, jakie CM zastawia na tych, którzy w komunikacji chcą postawić na treści.

Wniosek może być tylko jeden: zamiast podsumowywać powyższe treści, lepiej sięgnąć po nowe wydanie „Custom News”. Motywu podsumowań w nim nie zabraknie – obiecujemy. Tak samo, jak nie zabraknie porcji przydatnej wiedzy i budowanych na bazie doświadczeń porad.

Przyjemnej lektury!


AG






Od półtora roku na naszym blogu powracamy, od czasu do czasu, do tematu przenoszenia tradycyjnej prasy na czytniki cyfrowe. Dziś o nowym pomyśle, który proponują Finowie.


Od samego początku naszego blogowania argumentujemy, że warunkiem sukcesu przeniesienia czytelników z papierowych do mobilnych wydań jest udostępnienie im odpowiednich urządzeń. Pisaliśmy, że taka transformacja uda się „wtedy, kiedy wydawcy prasy tradycyjnej w nie zainwestują. I zastosują model biznesowy znany z sieci komórkowych. Klient kupuje subskrypcję na określony czas, a w zamian otrzymuje urządzenie (czytaj więcej: http://www.mediafirmowe.pl/2012/06/co-z-tym-tabletem.html oraz http://www.mediafirmowe.pl/2012/09/gra-w-tablet.html). W ostatnich dniach temat podjął portal Prasa.info i poinformował o interesującym eksperymencie, jaki będzie przeprowadzany w Finlandii.

Ukazujący się w Skandynawii dziennik „Helsingin Sanomat” testuje właśnie nowy rodzaj czytnika. Jest to bardziej elektroniczny papier niż standardowy tablet, jaki znamy. Co wyróżnia urządzenie, które proponują Finowie? Przede wszystkim prostota i lekkość. Urządzenie jest cienkie (ok. 6 mm) i zostało tak skonstruowane, by ładowało się światłem (na tylnej obudowie zamontowano panel solarny). W czytniku zastosowano szklany ekran, ale kolejne edycje mają już być wyposażone w ekrany plastikowe, które będzie można zginać.
 

fot.dreamstime.com


Technologicznie czytnik nie będzie tak rozbudowany, jak tablet, ale by pobierać gazetę i ją czytać – jak zapewnia producent – wystarczy. Urządzenie od nowego roku ma zostać przekazane do wybranej grupy czytelników, która będzie testowała fińskie rozwiązanie.  Jeżeli się sprawdzi, wydawca będzie chciał wprowadzić je do powszechnego użytku i udostępniać w  zamian za subskrypcję tytułu. Szuka też zainteresowanych wydawców w Europie, którzy mogliby włączyć się w projekt i zaoferować takie urządzenia swoim czytelnikom. Warto zauważyć jednak, że dla wydawców takie rozwiązanie, oprócz zatrzymania przy sobie czytelników, którzy coraz mocniej rezygnują z wydań papierowych, ma także wymiar ekonomiczny. Jak podaje serwis Prasa.info, Finowie widzą w swoim pomyśle także duże oszczędności. Jak wyliczyli, wyprodukowanie i dostarczenie fizycznej gazety kosztuje wydawcę średnio 200-300 euro rocznie, natomiast oddanie czytelnikowi ich nowego urządzenia – 40 euro. 

Pomysł Finów wydaje się interesujący. Pytanie tylko, czy takie ograniczone techniczne urządzenia się przyjmą? Dziś tablety mocno już wyostrzyły apetyty na możliwe funkcjonalności mobilnych urządzeń. Z drugiej strony jednak jest to całkiem rozsądna próba zatrzymania czytelników przy prasie, która stwarza możliwość aktualizowania gazety w ciągu dnia. Pokazując rozwiązanie z Finlandii jednak cały czas zostajemy z pytaniem: kiedy – i czy – w Polsce któryś z wydawców, oprócz deklarowania rozwoju cyfrowych wydań, poczyni ku temu tak zdecydowane kroki?
 
MJ

Dobre pismo wewnętrzne to pismo z pracownikami. Jednak co zrobić, kiedy mają opór przed pokazaniem się na łamach magazynu? Z pomocą przychodzi Marcel Proust i jego kwestionariusz.


Kilka razy pisaliśmy już – głównie w newsletterze „Custom News” – o sposobach, które można wykorzystać, by przełamać opór pracowników przed pokazywaniem się w firmowym piśmie. Zachęcaliśmy do realizowania tematów związanych z pasjami, zainteresowaniami osób pracujących w firmie, podpowiadaliśmy, by nie unikać w magazynie luźniejszych, life stylowych zagadnień. Co jeszcze można zrobić, by pracownicy chcieli pokazywać się w magazynie? Skorzystać z prostego „wynalazku” Prousta, który pozwala w ciekawy sposób odkrywać firmowe osobowości.
Kwestionariusz Prousta znany jest już od XIX wieku jako gra towarzyska praktykowana wśród mieszczan. Tak naprawdę to nie francuski pisarz, ale jego znajoma, córka przyszłego prezydenta Francji, stworzyła listę pytań do towarzyskiej zabawy, jednak charakterystyczne odpowiedzi Prousta, opublikowane dwa lata po jego śmierci sprawiły, że zestaw pytań dotyczących osobowości, zainteresowań i cech charakterystycznych danej osoby, nazwano właśnie jego nazwiskiem.

Kwestionariusz Prousta uznaje się za jeden z pierwszych testów osobowości. A że w magazynach wewnętrznych dobrze jest prezentować przed czytelnikami poszczególne osobowości z firmowej załogi, dlaczego nie sięgnąć po „wynalazek” francuskiego prozaika?

We współczesnej wersji kwestionariusza pojawiają się pytania o:

1. główną cechę charakteru,
2. cechy poszukiwane u kobiety/mężczyzny,
3. największą wadę,

4. wartość najbardziej cenioną u przyjaciół,
5. największe nieszczęście,
6. czynnik, który wzbudza obsesyjny lęk,

7. to, kim lub czym chciałoby się być, gdyby nie było się tym, kim jest się obecnie,
8. nadużywane słowa,

9. bohaterów literackich, w których chciałoby się wcielić,

10. rzecz, której najbardziej się nie cierpi,

11. dar natury, który chciałoby się posiadać,
12. sposób, w który chciałoby się umrzeć,
13. aktualny stan umysłu,
14. błędy, które się wybacza.
 

fot.dreamstime.com


Jedną z adaptacji kwestionariusza Prousta jest kwestionariusz Pivota, który powstał na potrzeby amerykańskiego talk show „Inside the Actors Studio”. W programie francuski dziennikarz Bernard Piviot pytał swoich gości – aktorów i znane osobowości, o:

1. ulubione/najmniej lubiane słowo,
2. to, co ich pobudza,

3. to, co ich hamuje,
4. jakie dźwięki kochają,

5. jakich dźwięków nienawidzą,
6. ulubione przekleństwo,

7. wymarzony zawód,
8. zawód, którego nigdy nie chcieliby wykonywać,

9. upragniony widok, który chcieliby ujrzeć przed bramą nieba (o ile mieliby tam dotrzeć).

Proponując pracownikom wypełnienie testu, złożonego z dowolnie skomponowanych pytań, możemy uzyskać zbiór ciekawych odpowiedzi, które pomogą w stworzeniu zachęcających do lektury opisów firmowej załogi. Kwestionariusz może posłużyć jako pretekst do stworzenia stałej rubryki, zwłaszcza przy okazji tworzenia nowego pisma, w której regularnie będziemy przedstawiać kolejnych pracowników firmy. To przydatne narzędzie również w przypadku zmian kadrowych czy przyznania wyróżnień i nagród – możemy wtedy w nieszablonowy sposób pokazać, kto został w firmie doceniony i zaprezentować tę osobę czy osoby z mniej formalnej strony, niekoniecznie związanej z pracą.


AG

 

 

Za oknem jesień, a w sieci nowy numer newslettera o mediach firmowych. Październikowe wydanie to idealna lektura dla wszystkich, którzy lubią czytać.


W 11. wydaniu naszego newslettera postawiliśmy na kontent, wszak Content Marketingiem się zajmujemy. I tak oto powstał tradycyjny poradnik, tym razem poświęcony relacjom firma – agencja. Przyjazna atmosfera, wzajemne inspirowanie się, efektywność i efektowność – jak to wszystko osiągnąć? Dlaczego, decydując się na realizację firmowych wydawnictw, warto sięgnąć po pomoc agencji? Agencji , dodajmy, która z tej współpracy również będzie czerpała naukę. W „Custom News” wyjaśniamy, czym jest błąd przypadkowego wyboru, dlaczego szczerość na linii agencja – firma jest bolesna, ale opłacalna, oraz rozstrzygamy, czy wewnętrzne publikacje to faktycznie twardszy orzech do zgryzienia. Słowem:  (p)o(d)powiadamy, jak rodzi się przyjaźń.







Pozostałe tematy to też typowo czytelnicze propozycje. Pierwsza – dla wszystkich, którzy w obliczu października zaczynają powoli myśleć o kolejnym wydaniu raportu rocznego. W końcu już czas, by zastanowić się, w jakiej formie pokazać tegoroczne zestawienie finansowe, jak ciekawie zaprezentować ważne, acz trudne do „sprzedania” dane. My wiemy, że możliwości jest wiele, dlatego wyjaśniamy, kto i po co może sięgnąć, by za kilka miesięcy z dumą wziąć do ręki atrakcyjny raport roczny, który połączy w jedno formę i treść.

Kto już poczyta o raportach rocznych, może przeskoczyć na stronę poświęconą udowadnianiu, że komunikacja to dziedzina w firmowej strukturze organizacyjnej idąca w parze z HR-em. On – blisko ludzi, agregator wszystkich informacji o firmowych zasobach ludzkich. Ona – funkcjonuje w oparciu o te zasoby, to one są jej podstawą. Do tego zna narzędzia, za pomocą których można skutecznie kolportować informacje. Wszystko wskazuje na to, że HR i komunikacja to duet na dobre i złe. Uwierzą wszyscy, którzy sięgną po „CN”.

Wiśnią na październikowym torcie jest standardowy news page. Jak co miesiąc dokonujemy małej rewizji branży i łowimy z niej smaczki. Tym razem częstujemy Was porcją storytellingu (Firmy muszą opowiadać historię!), garścią facebookowej analizy zawartości treści (Pokaż mi swój post, a powiem ci, kim jesteś!) oraz szczyptą dziecięcych, komunikacyjnych ciągot (Wyrasta pokolenie cyberdzieci!).

Jesienny wieczór, relaks po pracy, kubek herbaty z goździkami i pomarańczą, a do tego październikowy „CN”? Tak, też sądzimy, że to propozycja, którą trudno odrzucić :) Zatem… Przyjemnej lektury! 




AG



 

Magazyn dla pracowników ma do nich należeć, być pełen życia. Dlatego nie zapominajmy o dzieciach pracowników. Dla nich też powinno znaleźć się miejsce na firmowych łamach.


Firmowe łamy powinny być przyjazne i otwarte. Oprócz zagadnień związanych z pracą, powinno znaleźć się w nich miejsce na tematy i prezentacje bliskie pracownikom. Poza opisami ich pasji oraz relacji ze spotkań czy firmowych eventów, warto pomyśleć, by pokazywać w piśmie dzieci pracowników.

Sposobów na to mamy do wyboru wiele, wszystko zależy od naszej kreatywności. Gwarantujemy jednak, że niezależenie od wybranej drogi, mina dumnego rodzica, który będzie przechowywał magazyn z publikacją swojego dziecka na honorowym miejscu, jest bezcenna. Dlatego prezentujemy kilka sposobów wprowadzenia milusińskich na firmowe łamy. Część z nich może wydać się już znana, ale cały czas jest niezmiernie skuteczna – daje radość nie tylko rodzicom, ale również innym pracownikom. Bo poznając rodziny kolegów z pracy, bliżej poznajemy ich samych.

fot.dreamstime.com
 
Jak zatem wykorzystać nasz magazyn w kontekście dzieci?
  •  Powitania – na łamach, w regularnych cyklach publikowane są nowonarodzone dzieci pracowników z opisem dumnego mamy lub taty. Czytanie takich opisów (przeważnie są niezwykle kreatywne) to wspaniała zabawa dla wszystkich pracowników.
  • Powitania z horoskopem – możemy przy zdjęciach noworodków drukować także horoskopy „na wesoło”, w których przewidywana jest przyszłość małych pociech naszych pracowników.
  •  Konkursy – tutaj nasza kreatywność jest nieograniczona. Organizujmy konkursy plastyczne, foto, a później publikujmy zdjęcia dzieci i skany prac najmłodszych.    Rocznice – nasza firma obchodzi rocznicę, może jubileusz jakiegoś ważnego projektu? Może to 5, a może 9 lat? Poszukajmy wśród pracowników tych, którzy mają dzieci w podobnym wieku. Zaprezentujmy dzieciaki przy okazji firmowej rocznicy, pokażmy ich plany na dalszą przyszłość. Przecież i oni, i nasza firma będą się nadal rozwijać.

To tylko kilka z możliwych przykładów obecności dzieci na łamach firmowego pisma. Warto to robić i szukać rożnych form. Dzięki dzieciom w magazynie mogą zagościć pracownicy, którzy do tej pory nie chcieli brać udziału w sondach i podobnych publikacjach. Będzie to dobry krok, by i oni zaangażowali się w redakcyjną przygodę. Łatwiej przecież rozmawiać z dumnym i zadowolonym rodzicem.

MJ

Wielokrotnie już pisaliśmy na blogu, a także w newsletterze Custom News, o sile mediów firmowych. Znamy to z codziennej pracy, wierzymy w tę drogę i wiemy, że jutro na pewno należy do firmowych mediów.


Od wielu lat ewoluowały – od małych gazetek do rozbudowanych dziś magazynów, interesujących portali, aplikacji na urządzenia mobilne. Możliwości ich realizacji jest wiele.  Uwagę na ten kanał komunikacji zwrócił w ostatnim wydaniu swojego kwartalnika „Nowe Media” Eryk Mistewicz.
Autor słusznie wychodzi z założenia, że dziś, nawet mając pieniądze, coraz trudniej dotrzeć do odbiorców dzięki starym mediom. Z jednego powodu. Jakiego? Są coraz mniej popularne, mniej wpływowe, „cieszą się” słabnącym zaufaniem. A ponieważ świat nowych mediów dopiero się rozwija, to nie toleruje działań na skróty (takich jak choćby kupowanie fanów). Dlatego firmy, urzędy, organizacje potrzebują własnych mediów. Mistewicz używa określenia, które przyznaję bardzo mi się podoba – „dziennikarstwo firmowe”. Bo przecież treści tworzone na własne kanały komunikacyjne nie są ani klasycznym marketingiem, ani PR-ową mową-trawą. Lansowane przez Mistewicza określenie pozwala na dobre nazwanie treści tworzonych dla klientów, dzięki którym poznają i rozumieją swoją markę.

fot.dreamstime.com

A więc czas wywrócić do góry nogami większość dotychczasowych strategii, czas zainwestować w własne treści, w własnych kanałach komunikacji.  Warto spojrzeć na to przez pryzmat kosztów, jakie ponosiliśmy do tej pory na działania reklamowe i PR-owe.  Część firm ma już kanały komunikacji, ale czy naprawdę z nich korzysta? Czy jest to kolejna droga do wrzucania PR-owego bełkotu? Warto to przeanalizować. I mieć świadomość, że musimy tworzyć własne, eksperckie, wciągające treści.

Dlatego na koniec jeszcze cytat z Mistewicza: „Przedsiębiorstwo bez dziennikarstwa firmowego, bez własnej redakcji, bez tworzenia i dystrybucji własnego contentu, umiejętnie tłumaczonego na różne poziomy przyswajania go przed odbiorców (aż po poziom infografiki i komiksu), stoi na straconej pozycji”.
Może warto teraz, w okresie domykania planów na przyszły rok, popatrzeć na nasze pomysły i środki, jakie chcemy przeznaczyć na działania w 2014. I przekonać się, że warto zaryzykować i część pieniędzy przenieść na tworzenie własnych treści. To naprawdę się opłaca.


MJ

Od grudnia zeszłego roku przygotowujemy dla was „Custom News” – newsletter branży CP i CM. Czy 10. wydanie okaże się strzałem w 10-tkę? Opracowując tematy do tego numeru, staraliśmy się, żeby tak było.


W tradycyjnym poradniku stajemy do biegu po dobrze zorganizowaną komunikację wewnętrzną. Rzucamy wyzwanie: wyobraź sobie, że przychodzisz do firmy, w której czeka mnóstwo zadań do wykonania, a na firmowym koncie wieje chłodem. I proponujemy rozwiązanie: zamiast załamywać ręce, zacznij działać. Dzięki naszym radom staniesz w blokach startowych odpowiednio przygotowany i dzięki równomiernemu rozłożeniu sił, ukończysz komunikacyjny bieg z sukcesem.

 

Nie myśl jednak, że kiedy staniesz się już owianym sławą specem od komunikacji, nie grożą ci sytuacje awaryjne. Trudny, pojawiający się nagle, burzący szpigiel temat typu must be, może przytrafić się nawet najlepszym. Co wtedy zrobić? Jak o czymś skomplikowanym napisać w sposób nieskomplikowany? I na tyle atrakcyjny, by artykuł został przeczytany? Proponujemy przenieść się do krainy wyobraźni, sięgnąć po czarodziejską różdżkę i… zaczynamy redakcyjny seans magii!

Pozostając w krainie wyobraźni proponujemy spojrzeć na Custom Publishing z nowej perspektywy. Magazyny, Internet, social media, mobilne aplikacje – to wszystko jest. Książka – to może być. Dlaczego warto pozycjonować naszą markę w treściach poprzez wydawnictwa książkowe? Szukamy racjonalnych argumentów i zachęcamy do włączenia się w dyskusję.

Na koniec przegląd wydarzeń minionych tygodni i porcja ciekawostek z branży. O Kevinie Spacey, który tłumaczy, na czym polega storytelling. O tym, czy Polacy są gotowi na życie w cyfrowej rzeczywistości. I o tym, jak uczynić markowy fun page jak najbardziej efektywnym.

Brzmi ciekawie? Mamy nadzieję, że 10. wydanie naszego newslettera okaże się strzałem w 10-tkę waszej ciekawości.

Przyjemnej lektury!



 

AG