Zapraszamy do czytania

Co łączy, a co dzieli działy komunikacji w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej? Badanie przeprowadzone przez MSL Group pozwoliło sprawdzić, jak w przypadku firm technologicznych wygląda sytuacja w obszarze współpracy z agencjami PR i uniwersytetami oraz w zakresie social media.


„Największą wartością raportu jest szczerość i otwartość PR Managerów biorących udział w ankiecie” – czytamy w raporcie MSL Group do badania pn. „Trendy w komunikacji firm technologicznych. Polska vs Europa Środkowo-Wschodnia”. To pierwsza tego typu analiza w tej części kontynentu. MSL w ostatnim kwartale 2013 roku przepytało kilkudziesięciu PR Managerów m.in. z Bułgarii, Słowenii i Ukrainy. Co się okazało?

  • Europa Środkowo-Wschodnia przeszła przez kryzys finansowy lepiej niż Polska – żadna z firm biorących udział w badaniu nie zadeklarowała ograniczenia budżetu w 2014 roku, prawie 25% mówiło nawet o zwiększeniu wydatków; w Polsce entuzjastów większych nakładów na komunikację było zaledwie 8%.

  • Polskie działy komunikacji częściej bazują na lokalnym contencie (40%), w konfrontowanej części kontynentu odsetek ten wyniósł 25%.

  • W Polsce social media leżą w gestii co drugiego działu komunikacji, w Europie Środkowo-Wschodniej tylko co dziesiąta firma sama obsługuje media społecznościowe (zwykle robi to dział marketingu, agencja PR albo dział HR).

  • Dla europejskiej branży PR uniwersytety to ważny kierunek działań, polscy managerowie prawie w ogóle nie wskazywali na uczelnie jako na potencjalnych influencerów.



Badanie trendów komunikacyjnych firm technologicznych przeprowadziła firma MSL Group



Dobrym komentarzem do każdego z przytoczonych wniosków, mogą być wypowiedzi udzielone przez ankietowanych przez MSL specjalistów ds. komunikacji oraz wnioski autorów badania:

Ad. 1. „Na ambitne projekty w priorytetowych tematach można uzyskać dodatkowy budżet”.

Ad. 2. „To treści lokalne mają lepszy oddźwięk w mediach. Niestety, jest ich wciąż za mało”.

Ad. 3. „W naszej firmie to wszystko jeszcze raczkuje”.

Ad. 4. Uczelnie to dla firm technologicznych źródło przyszłych pracowników i przyszłych       klientów.


Szczególnie ważne wydają się dwa ostatnie wnioski płynące z raportu MSL. Firmy, nie tylko technologiczne, powinny uświadomić sobie, że SM to dzisiaj jedno z podstawowych narzędzi komunikowania marki i komunikowania się z jej odbiorcami. Jak piszą autorzy raportu, social media to generator emocjonalnych, inteligentnych dyskusji, duża wartość. Druga duża wartość kryje się w akademickich murach, gdzie w ramach działań komunikacyjnych można m.in. organizować szkolenia dla wykładowców, oferować konkursy i programy aktywizujące dla studentów oraz szkolenia dla wykładowców.





AG



Z rozbawieniem czytam w sieci komentarze, które pojawiają się przy okazji różnych konkursów. Moją uwagę przyciągają zwłaszcza te mniej mądre odpowiedzi, które  kwitowane są hasłem: „wygrałeś internet”. No właśnie – internet, jest już tak silnie obecny w naszym życiu, że chyba nie zawsze wiemy, czym jest i co zmienił.


Do napisania dzisiejszej notki zainspirował mnie tekst z ostatniego wydania „Nowych Mediów” pt. „Czego Internet w nas nie zmienił”. Jego autor, Thierry Crozuet, filozof internetu, znany chociażby z publikacji „Odłączyłem się”, zastanawia się nad konsekwencjami obecności internetu w naszym życiu. A właściwe – nad brakiem tych konsekwencji.

Crozuet pisze o sprawach dla nas wszystkich ważnych, które mimo rewolucji, jaka dokonała się dzięki sieci, wcale nie uległy wielkim przeobrażeniom. Pierwsza ważna cecha, jaką wskazuje autor tekstu, to miasta i ich rozwój. Codziennie używamy standardowej sieci transportu, która jest ciągle rozbudowywana, byśmy mogli znaleźć się w naszych biurach. A przecież sieć, jak zauważa Crozuet, cały czas mami nas wizją pracy na odległość. Filozof zwraca też uwagę, że sieć wcale nie zakończyła tendencji centralizacji, a nawet ją wzmocniła. Bardzo ciekawy jest przykład z rynku wydawniczego, przytoczony przez Crouzeta. Jak słusznie zauważa autor „Odłączyłem się”, jeszcze nigdy żadna publikacja elektronicznej książki nie zyskała uznanej nagrody literackiej. Podobnych przykładów jest więcej, dlatego zainteresowanych odsyłam do lektury całego tekstu.




Źródło: Dreamstime.com


Warto przy okazji wspomnianego tekstu spojrzeć na internet krytycznym okiem i zadać sobie pytanie: co zmienił w nas, i dla nas?  Czy wizja posiadania pod ręką wujka Google’a, który zna odpowiedzi na wszystkie pytania, jest dla nas aż tak ważna? Przyznaję, że jakiś czas temu, podczas wizyty u lekarza, widziałem, jak medyk coś „googlował”. I zastanawiałem się, czy szuka właśnie w sieci leku na moje dolegliwości. A jeżeli tak, to co by było, gdyby nie miał komputera. Nie wyleczyłby mnie?

Odpowiadając nco zmieniła w nas sieć, mówię: niestety, wprowadziła nijakość, a nawet bylejakość w posiadanej wa pytanie, iedzy, paradoksalnie – mimo większych możliwości dostępu do tej wiedzy. Sam nie wiem, czy nauczanie „Kompetencji Cyfrowych” nie zastępuje zbyt wyraźnie standardowego uczenia. I może tym razem takie chłodniejsze spojrzenie na internet pozwoli nam dostrzec, że mimo wielu zmian, jakie wprowadził, życie i tak toczy się rytmem torowanym przez lata. Bo przecież mimo wszędzie dostępnej informacji, cały czas ogromna liczba Polaków siada o 19:30 przed telewizorem...

Miłych przemyśleń pod hasłem: co wygraliśmy w tym internecie?





MJ



Oprócz zajmowania się komunikacją, co na pewno wypacza moje spojrzenie na wiele spraw, jestem także konsumentem oraz słucham i obserwuję zachowania innych konsumentów. Jak mawiają, „imieniny u cioci” to nie do końca wiarygodna próba badawcza, ale zawsze buduje jakieś odniesienie. I przyznaję, że największy grzech jaki mogę zarzucić firmom, to fakt, że nie chcą ze mną rozmawiać.

Nie chodzi mi o jakiś rozbudowany dialog, ale o prostą komunikację. Nie lubię, gdy o zmianach, nowościach dotyczących usług z jakich korzystam, nowych możliwości jakie dają, dowiaduję się z trzecich źródeł – gdy napiszą o tym gazety, gdy opowie mi o tym znajomy. Buduje się wtedy we mnie wewnętrzny żal. Że firma miała czas, często także i duże środki, by zaprzęgnąć do kampanii informacyjnej media, a nie znalazła chwili, by powiedzieć o tym mnie – swojemu klientowi. Mój żal jest tym większy, że wyraziłem zgodę, by na mój mail spływały newsy od firmy, której klientem jestem. A rośnie jeszcze bardziej, gdy uświadamiam sobie, że byłem przecież ostatnio na facebookowym profilu klienta i tam też żadne info na mnie nie czekało... O stronie korporacyjnej nie wspominając.

Doceniam firmy, które chcą ze mną rozmawiać. Wiem, że chcą mi sprzedać towar lub usługę, ale przy okazji zostawiają dobre wrażenie. Gdy coś się zmienia to wiem, że znajdę firmowe strony, na których otrzymam odpowiednie informacje. W obliczu problemu z usługą czy produktem nie jestem pozostawiony sam sobie, mogę przesłać wyjaśniającą notatkę i wiem, że ktoś na nią odpowie. Czuje się doceniony, że dowiaduję się o nowych rozwiązaniach jako pierwszy.
 

Podane przykłady są właśnie takim zapisem „rozmów u cioci”. Nie podaję tutaj żadnych nazw, nie opisuję konkretnych przypadków, sytuacji, które – głównie z powodu braku komunikowania się z klientami – kończyły się kryzysem. Nie chcę też promować tych, którzy dobrze komunikują. Ale myślę, że Czytelnik tego wpisu może bez problemu sklasyfikować firmy, z usług których korzysta, do jednej albo drugiej grupy. Co ważne, z usług których  niebawem pewnie zrezygnuje, a jeżeli to niemożliwe, to na pewno nie zostanie na imieninach u cioci „adwokatem” tej firmy.

 
Świat konsumenta jest prosty, nie rozkłada jak zawodowcy targetów, wykresów w Excelu. Opiera się na przeświadczeniu – prostym, wynikającym z poczucia, że wybrana marka chce lub nie, bym nadal z jej usług korzystał. Dla mnie takim nieśmiertelnym przykładem imieninowym jest pogląd,  że „firma dba o mnie tylko przed podpisaniem umowy”. I drugi slogan: „Dobre oferty są tylko dla nowych, dla stałych klientów nic nie ma”. Oba imieninowe hasła nie wynikają tylko z innego konstruowania ofert. Są wynikiem przeświadczeń, które możemy zmieniać, pokazują, że chcemy z klientem rozmawiać na co dzień. No właśnie – chcemy? Czy znów w grę wchodzą tylko targety, ekwiwalenty, cytowanie, kliki, lajki?

MJ

 

 

 

MediateQa wkracza w 2014 rok z nową energią i nowym wydaniem newslettera „Custom News”. Jakimi treściami zaspokajamy ciekowość naszych Czytelników? Sprawdźcie sami!


W Nowym Roku startujemy z tradycyjnym poradnikiem, którego tematyka wpisuje się w styczniowe dylematy wielu firm. Jak skutecznie i jednocześnie tanio poszerzyć narzędzia komunikacji w organizacji? Najważniejsze jest uświadomienie sobie, że sukces polega na maksymalnym wykorzystywaniu możliwości, dlatego ograniczony budżet nie powinien być przeszkodą w rozwijaniu firmowej komunikacji. Dobrze zorganizowany fan page i angażujący blog korporacyjny to dwa tanie i skuteczne rozwiązania w nawiązywaniu relacji z odbiorcami marki i aktywnym opowiadaniu jej historii. W „CN” podpowiadamy, jak prawidłowo korzystać z obu tych kanałów komunikacji.




W ramach prezentu przygotowaliśmy też dla wszystkich media menedżerów specjalny kalendarz. Nasz zbiór świąt to oderwanie od tradycyjnych Barbórki, Andrzejków, Wielkanocy czy Dnia Niepodległości. O nich, rzecz jasna, nie zapominamy, ale poszerzamy repertuar świąt o dni związane z  branżą komunikacyjną. Dzień Domeny Publicznej, Światowy Dzień Środków Masowego Przekazu, Dzień bez komputera – wiedzieliście o nich, świętowaliście w te dni? Proponujemy, by 2014 rok był początkiem nowego spojrzenia na kalendarz i wykorzystywania wielu okazji do firmowych imprez.

A skoro o zabawie mowa, zastanawiamy się w styczniowym „CN” czemu jeszcze – oprócz zabawy – służą konkursy organizowane na łamach wewnętrznych pism. Okazuje się, że jest kilka zalet włączania czytelników do gry. Mini-badanie, wabik, interakcja, sprawdzian wiedzy – co mamy na myśli? Koniecznie zajrzyjcie na 7. stronę naszego newslettera.

Tradycyjnie podajemy też porcję branżowych newsów. W styczniu proponujemy podsumowanie polskiej blogosfery z prognozą na przyszłość, receptę na atrakcyjną i czytelną infografikę oraz lekcję opanowywania kryzysów w SM.


Zachęcamy do lektury – niech nasz content ładuje Was energią na kolejne miesiące. Zapewniamy, że będzie jeszcze ciekawiej!




AG




Różnorodna struktura, inne kompetencje, odrębne obowiązki. Pracownicy wykonują zadania, o których pozostałe osoby z firmy często nie wiedzą. Jak sprzedać ten temat w wewnętrznym magazynie?


Jak pokazać pracownika podczas jego pracy, ale nie tylko wtedy? Jak dobrze wyeksponować obowiązki jakie wykonuje, pokazać miejsca, które musi odwiedzić, spotkania, które odbywa? Podpowiadamy: warto zastosować formułę reportażu uczestniczącego pod hasłem „Dzień z życia...”.
Będzie to historia jednego dnia... jednego z pracowników. Godzina po godzinie możemy pokazać kolejne czynności, jakie pracownik musi wykonać, opisując ciekawie to, co robi. Ciekawości doda reportażowi aktywne włączenie w opowieść samego bohatera (nawiązywanie do jego odczuć). By opowieść była jeszcze bardziej interesująca, warto rozpocząć ją w domu, a nie w pracy – pokazać przygotowania do wyjścia, uchwycając przy okazji kilka cech prywatnych opisywanej osoby. Z tego samego powodu nie kończmy naszej opowieści wraz z końcem pracy. Pokażmy zajęcia naszego bohatera „po godzinach”. Być może lubi kino, lub gra w piłkę? Niech współpracownicy poznają te pasje.
fot.dreamstime.com

W prezentowaniu czynności związanych z pracą, warto podkreślać także dobre praktyki. W reportażu możemy pokazać  rozwiązania, które mogą okazać się przydatne dla innych osób z firmy. Przy okazji powiemy konkretnie, czym zajmuje się wybrany dział w naszej organizacji. Warto także zadbać o wyjaśnienie pojęć związanych  z pracą w danym dziale, które mogą być niezrozumiałe dla innych pracowników. Dzięki temu materiał będzie miał także mocny walor edukacyjny.

Tekst do takiego reportażu może napisać sam pracownik. Będzie on wtedy jeszcze bardziej wiarygodny, a osobiste wtrącenia dodadzą mu uroku, dzięki czemu będzie chętniej czytany. Ważne jest, by pracownikowi przez cały dzień towarzyszył fotoreporter. I nie robił zdjęć pozowanych, tylko starał się łapać w obiektywie sytuacje naturalne. Nawet jeżeli nie zawsze kompozycja kadru będzie idealna. Jeśli pracownik nie chce pisać sam o sobie, to pomóżmy mu, zróbmy to razem. Nie zapominajmy wtedy o jego częstym cytowaniu, w końcu naszym celem powinno być jak najwierniejsze oddanie w reportażu osobowości bohatera, którego historię opowiadamy.


MJ

Branża komunikacyjna wymaga od zaangażowanych w nią osób niewyczerpanej kreatywności. Natłok obowiązków, nakładające się projekty, nieustanny deadline sprawiają, że często trudno o dobre pomysły. Istnieją sposoby, by stymulować nasze głowy do efektywnego myślenia.


W grudniu media donosiły o śmierci 24-letniej Mity Diran, zatrudnionej w indonezyjskiej filii agencji reklamowej Young&Rubicam. Mita napisała na Twitterze, że pracuje od 30 godzin, a to jeszcze nie koniec. Niedługo potem zmarła, zdaniem lekarzy – z przepracowania. Dziewczyna często informowała na swoim Tt, że pracuje minimum po 12 godzin, łącznie z weekendami. Piła dużo napojów energetycznych – to właśnie one mogły przyczynić się do jej śmierci. Mita dostała zawału serca, zapadła po nim w śpiączkę i już się nie obudziła.

Przykład 24-letniej copywriterki skłania do refleksji na efektywnością pracy w branży reklamowej, komunikacyjnej, marketingowej, PR. Ilość spędzonych w pracy godzin nie gwarantuje wcale eksplozji kreatywności. Pomysłowość rodzi się w inspirującej atmosferze, a nie w obozie pracy pod szyldem znanej marki. Pomaga ją wyzwalać również stosowanie się do listy 29 zasad, które pozwalają na utrzymywanie trybu „stay creative”.


Najważniejsze zalecenia z listy:
  • stwórz listę zadań;
  • zawsze miej przy sobie coś, na czym będziesz mógł zanotować świtającą w głowie myśl;
  • bądź otwarty – na nowe pomysły, nowych ludzi, nowe wyzwania;
  • poddawaj się krytyce, proś o opinię na temat twoich planów;
  • działaj w grupie, wykazuj umiejętność współpracy;
  • ucz się na błędach;
  • przeglądaj często słownik;
  • czerp z pracy przyjemność, baw się tworząc coś;
  • doprowadzaj projekty do końca.




 29 sposobów na bycie kreatywnym wg The Web Pitch, źródło: YT






Na Nowy Rok MediateQa życzy wszystkim Czytelnikom naszego bloga głów pełnych pomysłów i niekończących się pokładów kreatywności!


AG




W zeszłym tygodniu na blogu zastanawialiśmy się, w którym kierunku pójdą w 2014 roku media społecznościowe. Odnośnie do Twittera, odpowiadam: jego obserwowanie to dziś marketingowa konieczność.


Kilka dni temu na blogu Ola wróżyła z social fusów. Próbowała, przeglądając branżowe dyskusje, określić kierunek, w którym będą zmierzać media społecznościowe w Nowym Roku. Jednym z wątków tych rozważań był Twitter, a właściwe jego dość mocna krytyka, m.in. ze strony Konrada Piaseckiego, dziennikarza RMF FM i TVN24, który szerzej opisał zjawisko Tt w ostatnim wydaniu magazynu „Press”. Dlatego dziś chciałem, byśmy na ten mikroblog spojrzeli z innej strony.

Na początek trochę prywaty i własnych obserwacji. Piszę to z pozycji osoby, która osobiście nie korzysta z Facebooka, ale zaczepiła się jakiś czas temu na Twitterze. Może nie bije tam rekordów aktywności, ale widzi w Tt wiele zalet. Jak w każdym narzędziu komunikacji, tak i w tym przypadku, toczą się dysputy na wyższym i niższym poziomie, ale odnośnie do Twittera zdecydowanie przeważają te drugie. Dokładam trzy słowa ze swojej strony. Do której kategorii trafią? Ocenicie sami.

Oczywiście, jak pisze w „Pressie” Piasecki, każdy z nas tworzy swojego własnego Tt, ale ogólny przegląd dyskusji nieobserwowanych użytkowników pokazuje, że z jakością nie jest tu najgorzej. Jasne, używanie w rozmowach argumentów personalnych czy doklejanie sobie „etykietek” ma tutaj miejsce, ale świadczy to tylko o jednym – jak trudnym narzędziem jest Twitter. Niewielka ilość znaków (140) to mało i dużo, często za mało by odpowiedzieć innemu tweetującemu. Brak umiejętności odnalezienia się w takiej formule prowadzi drogą na skróty, ścieżką wzajemnego obrzucania się sieciowym błotem.

Z drugiej strony Twitter jest narzędziem dla wytrwałych, zorganizowanych i systematycznych. Historię, którą sprzedajemy na Tt, musimy opowiadać w swoim, ale regularnym tempie – tylko tak będziemy zdobywać obserwujących. Jednak jeszcze nie do końca jasny, jak zauważa wiele osób analizujących zjawisko Twittera, rozwój tego mikrobloga powoduje, że mało jest na nim typowych akcji marketingowych i promocyjnych. Osobiście uważam, że zamiast wysyłać tonę komunikatów prasowych czy robić konferencje, które i tak już mało kto zarządza, lepiej zainwestować w dobrze prowadzony firmowy profil (profil rzecznika). Pod warunkiem, że nie będziemy spamować, wysyłać bzdur, trafimy do osób naprawdę zainteresowanych tematem. Podobne rozwiązanie możemy zaproponować prezesom, którzy aktywnie uczestniczą w debatach w swojej specjalizacji.


Twitter, i to moim zdaniem jest jego największą zaletą, skraca dystans. Natychmiastowo wchodzimy „do środka”, mamy wpływ na to, jak „pomieszczenie” wygląda. Dziś, gdy na wszystko brakuje czasu, a tym bardziej na czytanie wielostronicowych analiz, 140 twitterowych znaków może być naszą ogromną szansą. Oczywiście nie do każdych działań Twitter będzie się nadawał (choćby ze względu na zasięg), ale to moim zdaniem jest też jego zaletą. To nie są wyścigi z Facebookiem, to zupełnie inna kategoria. Prywatnie chciałbym, by Tt był jeszcze bardziej niszowy. Ale obserwuję też, jak zaczynają się udawać rożne akcje marketingowe prowadzone za pomocą tego narzędzia. Jak firmom udaje się wciągnąć internautów w zabawę pod wspólnym hashtagiem. Dlatego obserwowanie Twittera to dziś marketingowa konieczność, podobnie jak korzystanie z tego, co Tt oferuje.


MJ