Zapraszamy do czytania

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą twitter. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą twitter. Pokaż wszystkie posty

Rewolucja, rozpoczęta kilka lat temu, nadal trwa. Media społecznościowe zdobywają kolejne sfery naszego życia, zmieniając otaczający świat. Jeżeli nie chcesz wypaść z obiegu, zadbaj, aby i Twoja firma istniała w świecie social.


Na świecie jest około 2 miliardów internautów, spośród których 70% korzysta z mediów społecznościowych. Daje to 1,4 mld użytkowników. Jednak tylko 7% z nich wykorzystuje media społecznościowe do tworzenia contentu. Co to oznacza? Że istnieje w sieci niezagospodarowana strefa, na która jest ogromny popyt – popyt na content.

Mobilne MŚP?
Jak pokazują badania przeprowadzone przez „Harvard Business Review Polska”, większość polskich przedsiębiorstw korzysta z najpopularniejszych mediów społecznościowych – Facebooka, YouTube'a oraz Twittera. Jednak strefa social pozostaje niezagospodarowana. Media społecznościowe wyświetlane są głównie na urządzeniach mobilnych, a tylko niespełna 1/5 polskich firm, które posiadają stronę internetową, ma ją dostosowaną do wyświetlania na smartfonach i tabletach. Wyjątkiem jest tutaj branża usług gastronomicznych, w której odsetek ten sięga 50%. Firmy chcą prowadzić content. Wybierają jednak niewłaściwe drogi kontaktu, które ograniczają im możliwości.

fot. pixabay.com/pl/


Użyteczny content
Rewolucja social mediów, podobnie jak publikowane w nich posty, rozchodzi się wirusowo. Sukces każdego wirusa społecznego zależy od ludzi i unikatowej wiedzy, którą na dany temat posiadają. Występują wtedy w roli znawców, przekazując informacje do tzw. łączników, którzy nawiązując kontakty w ramach sieci społecznościowych, rozprzestrzeniają wartościowy content wyprodukowany przez eksperta. Wreszcie przychodzi czas na najważniejszy czynnik social komunikacji – interakcję. Kiedy komunikat zawirusował już szeroką społeczność, każdy może na niego zareagować, komentując przyswojone właśnie treści. Social media wydają się być odpowiednim narzędziem do ich kolportażu, bo skracają drogę, jaką content przebywa od nadawcy do odbiorcy. Mają przy tym dodatkową zaletę – wywołują szybką reakcję i pozwalają na nawiązanie żywej interakcji. Ponadto działania w mediach społecznościowych nie generują wysokich kosztów.

Problem z doborem
Jednym z największych problemów polskiego biznesu jest złe dostosowanie mediów do profilu firmy. Jeżeli chcemy budować wizerunek firmy i prowadzić wokół niej content, musimy dokładnie przeanalizować, który portal społecznościowy będzie dla nas najefektywniejszy. Oczywiście musimy wybrać taki, gdzie jest wielu użytkowników. Niekoniecznie musi być to jednak Facebook. To dobra platforma dla firm, które zaistniały już na rynku, są rozpoznawalne. Gdy chcemy postawić na treści eksperckie, wtedy warto rozważyć założenia firmowego bloga. Jeżeli natomiast profil firmy skupia się na kwestiach związanych z szeroko pojęta modą lub kulinariami, najefektywniejszy może okazać się Pinterest.

Content dla firm
Budowanie contentu w mediach społecznościowych nie ma na celu jedynie promowania produktów. Media społecznościowe trzeba włączać w działania firmy umiejętnie, aby wspierały sprzedaż, generowały leady, pomagały obsługiwać klientów i rozszerzały komunikacje firmy. W działaniach sfery społecznościowej uwzględnić należy także tzw. „czynnik lepkości”, czyli to, co będzie do niego przyciągało użytkowników. Jak sprawić, aby nasz content miał wysoki wskaźnik lepkości? O tym jak wybierać social media dla firmy oraz jak wykorzystywać je w działaniach firmy przeczytacie na TUTAJ.


***

WAKACJE Z PISMOTEQĄ

Rozpoczynamy dwumiesięczny cykl poradnikowy, skierowany do naszych czytelników. Dwa razy w tygodniu, przez całe wakacje, publikować będziemy porady dotyczące firmowej komunikacji, o których pisaliśmy już w naszym magazynie, newsletterze oraz na blogu. Będziemy je rozszerzać o ważne zagadnienia, których nie poruszyliśmy na łamach. Razem zyskacie bogate źródło wiedzy na temat budowania contentu w mediach firmowych. Zapraszamy!


Wśród użytkowników mediów społecznościowych 3/4 deklaruje, że korzysta z hashtagów. Ich potencjał dostrzegły także firmy, które za ich pomocą zaczęły promować swoje produkty.


Wszystko zaczęło się w roku 2007, kiedy Amerykanin Chris Messin zaproponował na Twitterze, żeby grupować dyskusje za pomocą znaku „#”. Jak się okazało, pomysł wypalił, a kratkami zaczęło posługiwać się coraz więcej osób. Hashtagi, czyli wyrazy lub frazy poprzedzone znakiem „#” (np. #WyborySamorzadowe), miały ułatwiać komunikację. Grupowały dyskusje prowadzone na Twitterze i pozwalały w łatwy sposób odszukiwać interesujące użytkowników wątki, bez konieczności wertowania setek stron i tematów. Ich popularność szybko rosła, aż stała się głównym sposobem nawigacji w mediach społecznościowych. Stosowanie hashtagów wprowadziły takie portale jak Instagram, Pinterest, Google+, a w roku 2013 także Facebook. To pokazuje jak ważnym jest ono narzędziem. Mark Zuckerberg powiedział, że wprowadzenie hashtagów na Facebooku ma zapobiec przenoszeniu się użytkowników z Facebooka na Twittera, a jednocześnie ma pomóc w walce z największym konkurentem. Pozwoli także zwiększyć rentowność Facebooka dzięki pieniądzom zarabianym na reklamach, które publikowane będą np. w postach prowadzonych na żywo (relacje spotkań sportowych).

Firmowe hashtagi
Potencjał hashtagowania zauważyły firmy, które uczyniły z niego formę marketingu, a co ważniejsze, skutecznego marketingu. Wśród firmowych hashtagów można wyznaczyć kilka ich rodzajów:

  • hashtagi marki – nazwa firmy lub główne hasło promocyjne poprzedzone „#” np. #CocaCola,
  • hashtagi reklamowe – nazwy akcji reklamowych lub innych akcji prowadzonych przez firmę poprzedzone „#” np. #SzlachetnaPaczka,
  • hashtagi produktowe – hashtagi konkretnych produktów firmy np. #snickers.


Firmowe hashtagi wykorzystywane są do promocji produktów, ale ich głównym zadaniem jest poszerzanie bazy klientów. Dobrze prowadzony hashtag marketing pomaga dotrzeć do szerszej grupy odbiorców.
fot. dreamstime.com

Jak to zrobić?
Przede wszystkim hashtag marki powinien być unikalny. Przed jego użyciem musimy sprawdzić, czy nie jest on już przez kogoś używany, nie tylko na Twitterze, ale także na innych portalach społecznościowych, ponieważ naszym hashtagiem będziemy posługiwać się na wszystkich portalach. To utrwali go w świadomości odbiorców i pozwoli łatwo kojarzyć hashtag z naszą firmą. Ponadto powinien być dość krótki, łatwy do zapamiętania i kojarzyć się z działalnością firmy np. #FajnyCiuch dla firmy zajmującej się sprzedażą odzieży. Takim hashtagiem powinniśmy podpisywać każdy publikowany przez nas post.

Osobne hashtagi można tworzyć dla konkretnych produktów lub prowadzonych przez nas akcji promocyjnych. Przy ich tworzeniu warto zwracać uwagę na trendy, jakie panują na Twitterze (można je sprawdzić w module „Trendy”). Jeżeli w czołówce znajdują się tematy, które wiążą się z działalnością naszej firmy, możemy podpisywać nasze posty hashtagami odnoszącymi się do tych tematów. Dzięki temu nasze treści będą widoczne dla grona osób, które ich poszukują. W ten sposób odbiorcy natrafiają na treści publikowane przez firmę i zapoznają się z jej usługami.


Warto także zadbać o to, aby osoby obserwujące firmowe konto, publikujące treści nawiązujące tematycznie do działalności firmy, podpisywały je naszym hashtagiem. W ten sposób osoby szukające naszej firmy po nazwie będą widziały nie tylko posty stworzone przez nas, ale także przez obserwatorów, a to pozwala budować zaufanie odbiorców do marki. 

Polecamy się nowym numerem newslettera o mediach firmowych. Co znajduje się w tym wydaniu?

 

W najbliższą niedziele będziemy obchodzić nieoficjalne święto „Dzień bloga”. Dlatego też firmowemu blogowaniu poświęciliśmy temat przewodni nowego wydania Custom News. Piszemy o 10 aspektach firmowych blogów. Zebraliśmy w jednym miejscu najważniejsze zasady i porady dotyczące prowadzenia bloga przez firmę. Oprócz tych wskazówek, patrzymy na firmowy blog także jako środek, który przydać się może w przypadku wystąpienia sytuacji kryzysowej.

 
 
 
 
 
http://www.mediateqa.pl/mediateqa_newsletter.php
 
 
 
W nowym Custom News patrzymy także na różnice, jakie są pomiędzy dziennikarstwem firmowym a content marketingiem. Przez część osób są one używane zamiennie a przecież są między nimi różnice. Staramy się pokazać i uporządkować trochę pojęcia jakie ostatnio funkcjonują w branży.
Piszemy także o ciekawej konferencji, która we wrześniu odbędzie się w Łodzi, a poświęcona będzie właśnie Content Marketingowi. Wśród prelegentów między innymi: Jill Wilfert (Lego), Belén Santa-Olalla (Transmedia Storyteller), Sophie Rayers (Brightcove), Doroty Gacke (TVP), Joe Pulizzi (Content Marketing Institute) oraz Floriana Heister (BEO). 
Oprócz tych tekstów, stały punkt programu w newsletterze czyli przegląd wydarzeń. Zwracamy szczególną uwagę na informacje o tym jak cytować w firmowej komunikacji wpisy z Twittera.
Zapraszamy do lektury nowego wydania Custom News.
 
 
(MJ)

W zeszłym tygodniu na blogu zastanawialiśmy się, w którym kierunku pójdą w 2014 roku media społecznościowe. Odnośnie do Twittera, odpowiadam: jego obserwowanie to dziś marketingowa konieczność.


Kilka dni temu na blogu Ola wróżyła z social fusów. Próbowała, przeglądając branżowe dyskusje, określić kierunek, w którym będą zmierzać media społecznościowe w Nowym Roku. Jednym z wątków tych rozważań był Twitter, a właściwe jego dość mocna krytyka, m.in. ze strony Konrada Piaseckiego, dziennikarza RMF FM i TVN24, który szerzej opisał zjawisko Tt w ostatnim wydaniu magazynu „Press”. Dlatego dziś chciałem, byśmy na ten mikroblog spojrzeli z innej strony.

Na początek trochę prywaty i własnych obserwacji. Piszę to z pozycji osoby, która osobiście nie korzysta z Facebooka, ale zaczepiła się jakiś czas temu na Twitterze. Może nie bije tam rekordów aktywności, ale widzi w Tt wiele zalet. Jak w każdym narzędziu komunikacji, tak i w tym przypadku, toczą się dysputy na wyższym i niższym poziomie, ale odnośnie do Twittera zdecydowanie przeważają te drugie. Dokładam trzy słowa ze swojej strony. Do której kategorii trafią? Ocenicie sami.

Oczywiście, jak pisze w „Pressie” Piasecki, każdy z nas tworzy swojego własnego Tt, ale ogólny przegląd dyskusji nieobserwowanych użytkowników pokazuje, że z jakością nie jest tu najgorzej. Jasne, używanie w rozmowach argumentów personalnych czy doklejanie sobie „etykietek” ma tutaj miejsce, ale świadczy to tylko o jednym – jak trudnym narzędziem jest Twitter. Niewielka ilość znaków (140) to mało i dużo, często za mało by odpowiedzieć innemu tweetującemu. Brak umiejętności odnalezienia się w takiej formule prowadzi drogą na skróty, ścieżką wzajemnego obrzucania się sieciowym błotem.

Z drugiej strony Twitter jest narzędziem dla wytrwałych, zorganizowanych i systematycznych. Historię, którą sprzedajemy na Tt, musimy opowiadać w swoim, ale regularnym tempie – tylko tak będziemy zdobywać obserwujących. Jednak jeszcze nie do końca jasny, jak zauważa wiele osób analizujących zjawisko Twittera, rozwój tego mikrobloga powoduje, że mało jest na nim typowych akcji marketingowych i promocyjnych. Osobiście uważam, że zamiast wysyłać tonę komunikatów prasowych czy robić konferencje, które i tak już mało kto zarządza, lepiej zainwestować w dobrze prowadzony firmowy profil (profil rzecznika). Pod warunkiem, że nie będziemy spamować, wysyłać bzdur, trafimy do osób naprawdę zainteresowanych tematem. Podobne rozwiązanie możemy zaproponować prezesom, którzy aktywnie uczestniczą w debatach w swojej specjalizacji.


Twitter, i to moim zdaniem jest jego największą zaletą, skraca dystans. Natychmiastowo wchodzimy „do środka”, mamy wpływ na to, jak „pomieszczenie” wygląda. Dziś, gdy na wszystko brakuje czasu, a tym bardziej na czytanie wielostronicowych analiz, 140 twitterowych znaków może być naszą ogromną szansą. Oczywiście nie do każdych działań Twitter będzie się nadawał (choćby ze względu na zasięg), ale to moim zdaniem jest też jego zaletą. To nie są wyścigi z Facebookiem, to zupełnie inna kategoria. Prywatnie chciałbym, by Tt był jeszcze bardziej niszowy. Ale obserwuję też, jak zaczynają się udawać rożne akcje marketingowe prowadzone za pomocą tego narzędzia. Jak firmom udaje się wciągnąć internautów w zabawę pod wspólnym hashtagiem. Dlatego obserwowanie Twittera to dziś marketingowa konieczność, podobnie jak korzystanie z tego, co Tt oferuje.


MJ


U progu Nowego Roku rusza zawsze machina podsumowań tego, co działo się w ciągu ostatnich miesięcy. Równocześnie startuje giełda pomysłów, co przyniosą kolejne. No właśnie, co przyniosą w social media?


Analiza zachowań ludzi w internecie pozwala przypuszczać, że niewiele się zmieni. Dr Jan Zając, właściciel Sotrendera, mówił na jednym z ostatnich Czwartków Social Media, że większość budżetów reklamowych nadal będzie zorientowana na Facebooka. „Duże firmy, zwłaszcza usługowe, będą w większym stopniu wykorzystywać kanały społecznościowe w obsłudze klienta, przykładając coraz większą wagę do udzielania odpowiedzi i rozwiązywania problemów użytkowników” – uważa Zając. Teza ta potwierdza, że SM (nie tylko Facebook, ale i np. blogi korporacyjne), to dobry kanał do budowania relacji z odbiorcami marki. Pomagają w utrzymywaniu żywej interakcji, angażowaniu odbiorców do włączania się w dyskusje (kreowanie ich na liderów opinii) oraz w gaszeniu firmowych pożarów. Świadomie korzystając z social media, w razie nieporozumień na linii brand-klient, żółć katalizuje się w jednym kanale i nie rozlewa na całą sieć. Łatwiej wtedy o szybsze i okupione mniejszym rozlewem krwi rozwiązania.


Źródło: Dreamstime.com


Jan Zając w tym samym wystąpieniu przekonywał, że trudno dzisiaj o jasną prognozę dla rozwoju Twittera. Powód? „W Polsce zyskał trochę gębę środowiska polityków, dziennikarzy i nastoletnich miłośniczek talentu Justina Biebera” – twierdzi twórca Sotrendera. Jego opinia odsyła mnie do grudniowego „Pressa”, gdzie Konrad Piasecki (RMF FM) analizuje Twittera pod kątem jego domniemanego upodabniania się do FB. Piaseckiemu daleko o stwierdzenia, że Tt się Facebookizuje, banalizuje, że zaczynają rządzić nim modne zdjęcia zamiast rzeczowych debat i ciekawych linków. Zdaniem dziennikarza nie ma w ogóle czegoś takiego jak Twitter, są raczej Twittery – każdy z użytkowników tego mikrobloga tworzy swój własny Tt. Możliwość skomponowania indywidualnej listy obserwowanych osób pozwala na zbudowanie swojego własnego e-świata, który może być wartościowy, bogaty w mocne tezy, informacje z życia publicznego, pozbawiony nowinek o Justinie Bieberze i grupie One Direction (wskazania Piaseckiego).

Ale na tym wyliczanie zalet Tt się kończy, dziegieć zastępuje miód. Konrad Piasecki tłumaczy w grudniowym wydaniu magazynu „Press”, że możliwość selekcjonowania obserwowanych zdarzeń, to pewne zamykanie się na inne przekazy, tworzenie zamkniętej grupy, gdzie zaczynają dominować albo tylko poważne, albo tylko „justinowe” wątki. Z czasem przychodzi coraz większe zmęczenie, a „dyskusje” na Twietterze sprowadzają się nie do rzeczowych argumentów, a do wzajemnego wytykania błędów ortograficznych. Poza tym, jak zauważa Piasecki, w Polsce Tt raczej bywa niż jest poważnym narzędziem w rękach np. dziennikarzy. Ci, którzy oglądali serial „The Newsroom” wiedzą, jak dużą rolę Tt odgrywał w redakcji wiadomości wieczornych dowodzonych przez Willa, Mac i Charliego. Wierni fani „Newsroomu” pamiętają Neala, który za pomocą Twittera, idąc po nitce do kłębka, potrafił namierzyć ważne, i często jedyne, źródło informacji. Nasz rodzimy Tt rzadko bywa wykorzystywany do dziennikarskich śledztw – ubolewa Piasecki.


Pytanie tylko, czy Twitter – mikroblog, który może prowadzić każdy z nas – użytkowników sieci, to naprawdę wiarygodne źródło informacji? Wadą i zaletą internetu jest jego otwartość, ogólna dostępność, pełen egalitaryzm. Każdy może tworzyć treści i zamieszczać je w sieci. Tylko pozostanie w stanie wzmożonej czujności i nie usypianie zdrowego rozsądku pozwoli na refleksję, że jakaś twitterowa nowina to może wcale nie hot news, a fake news...





AG

– To niewielkie medium jest bardzo skutecznym narzędziem promocji, skierowanej do odpowiednich grup – przekonuje Rafał Janik, współtwórca pierwszego raportu na temat naszej aktywności na Twitterze.  Badanie pozwoliło na zbudowanie portretu „ćwierkającego” Polaka.


Rafał Janik razem z Arkiem Pietrzykiem przebadali w ciągu 3,5 miesiąca (października 2012 – styczeń 2013) konta tych użytkowników, którzy od czasu zarejestrowania się na Twitterze opublikowali w portalu co najmniej dwa tweety po polsku. W efekcie analizie poddano ponad 9,6 mln wpisów od przeszło 84 tys. „ćwierkających” – w sumie 10 GB danych, które pozwoliły sprawdzić, kim są i co robią . Okazało się, że Twitter to w Polsce wciąż niezbyt popularna platforma komunikacji, zdobywająca jednak coraz więcej użytkowników.
 

Raport Janika i Pietrzyka dowodzi, że Twitter:

·         ma ponad 1,2 mln real users (i użytkownicy posiadający konto, i ci, którzy czytają jedynie publikowane treści na mikroblogu);

 
·         aktywnie używany jest przez ok. 45 tys. użytkowników na 300 tys. osób, które mają zarejestrowane w serwisie konta;


·         jest najbardziej popularny wśród internautów w wieku 15 – 35 lata;


·         to komunikator częściej wykorzystywany przez mężczyzn niż przez kobiety;


·         kreuje swoje statystyki głównie dzięki aktywnym użytkownikom, którzy publikują w serwisie najwięcej spośród wszystkich wpisów i rozumieją specyfikę twitterowej komunikacji (tweety średnio na 92 znaki i ponad 60% oznaczonych użytkowników – @);


·         jest często wykorzystywany przez polityków i media (Janusz Palikot, Radosław Sikorski, „Gazeta Wyborcza”, „Newsweek”);


·         używany jest najintensywniej w godzinach 20:00 – 21:00, w niedziele i poniedziałki;

·         w 65% zawiera wpisy dodane przez strony WWW;

·         stanowi wśród dostępnych mediów jedno z czołowych źródeł cytowań (6. miejsce).

 

Ostatnia z wyróżnionych przez Janika i Pietrzyka cech, które opisują polskiego Twittera, pokazuje, że dostrzegamy potencjał tego kanału komunikacji w budowaniu wizerunku eksperckiego. Okazuje się tym samym, że Twitter może być skutecznym narzędziem stosowanym w celach PR-owych. – Klienci zmieniają sposób działania firm. Twitter doskonale odpowiada na potrzeby naszego pokolenia: komunikacja staje się szybsza, krótka i skuteczna – dodaje Marta Laskowska z agencji Feeltz, partner merytoryczny raportu.

Janik i Pietrzyk przekonują, że swoim badaniem chcieli rozpocząć cykliczne analizy Twittera w Polsce. – Co kwartał zamierzamy publikować aktualne dane na temat aktywności użytkowników. Będziemy mogli wszyscy śledzić, jak to medium staje się coraz bardziej popularne wśród tweetujących w języku polskim – zapowiada Arek Pietrzyk.

OG


Źródło: Socialpress.pl, Wirtualnemedia.pl, Nowymarketing.pl

Wcześniej wykorzystywano do niej maczety i AK-47, dzisiaj służą jej Facebook i Twitter. Wcześniej byli Marcin Luter King, Włodzimierz Lenin i Kurt Cobain, dzisiaj dokonują jej Mark Zuckerberg i dyrektor ds. marketingu Google’a. Jesteśmy świadkami rewolucji social mediów. Jak powinien zachować się content marketing, by wyjść z tego starcia zwycięsko?


O tym, ile dzisiaj znaczy Internet pokazał wybór człowieka roku, którego od ponad 80 lat dokonuje tygodnik „Time”. W 2006 roku pismo dokonało wyboru abstrakcyjnego, przyznając tytuł „Tobie” („You”). Decyzja „Time’a” była wyróżnieniem dla światowej społeczności internetowej – zwłaszcza projektów Wikipedii, MySpace i YouTube. Tygodnik pokazał tym samym, kto dzisiaj kontroluję erę informacji („You” control the Information Age).

Czy to przypadek, że szczególne wyróżnienie przypadło serwisom tworzonym przez każdego z nas? Zdaniem Piotra Stohnija z ICAN Institute (wydawca „Harvard Bussines Review Polska”) – nie. Jako świadkowie rewolucji mediów społecznościowych powinniśmy zdawać sobie sprawę, jak wiele może zależeć od nas i tworzonego przez nas contentu.

Wirus, który wywołuje „lepki” content
Tocząca się obecnie rewolucja jest jak epidemia. Sukces każdej epidemii społecznej zależy od ludzi, którzy posiadają unikatową wiedzę na dany temat. Występują w roli znawców, przekazując swój content tzw. łącznikom, którzy łączą ludzi z ludźmi, rozprzestrzeniając niepowtarzalny content wytworzony przez znawców. W myśl zasady: Daj ciekawy content, my go rozprzestrzenimy. Potem następuje moment, w który może włączyć się każdy z nas – komentując, odpowiadając, odnosząc się do zaproponowanego contentu, który ma budzić ciekawość i przekonywać nieprzekonanych.




fot.dreamstime.com

Social media wydają się być odpowiednim narzędziem do rozprzestrzeniania ciekawego contentu, bo pozwalają skrócić drogę, jaką treści przebywają od nadawcy do odbiorcy. Mają przy tym dodatkową zaletę – wywołują szybką reakcję i pozwalają na nawiązanie żywej interakcji. Żeby content był skuteczny, trzeba nadać mu jednak odpowiedniej „lepkości”. Jak? Warto pamiętać, że:

  • 60% polubień na Facebooku otrzymują posty krótsze niż na 4 linijki,
  • post żyje 3 godziny,
  • treści uzupełnione emotikonami wzmacniają przekaz – są o 33% częściej udostępniane i komentowane, mają o 57% polubień więcej,
  • największą uwagę użytkowników social mediów skupiają zdjęcia, później są pytania, zmiana statusów, materiały flash i wideo, i wreszcie – linki, z najmniejszą siłą oddziaływania,
  • rozprzestrzeniając content za pomocą social mediów powinniśmy działać w czasie rzeczywistym i inspirować się tym, co dzieje się naprawdę,
  • social media to metoda na szybkie i tanie newsowanie,
  • media społecznościowe – odpowiednio wykorzystywane – są bardzo dobrym sposobem na opanowanie kryzysu w firmie.


 
Informacja szansą dla content marketingu
Spośród 2 miliardów internautów na świecie 70% korzysta z social mediów, 50% po przebudzeniu sprawdza swój ulubiony profil, a 30% ogólnego czasu spędzanego w sieci użytkownicy przeznaczają właśnie na social media. Statystyki robią wrażenie? Robiłyby z pewnością większe, gdyby odsetek internautów wykorzystujących media społecznościowe do tworzenia contentu byłby większy. Dziś jest ich zaledwie 7%, co pokazuje, że potrzeba informacji jest niezrealizowana. To dla wszystkich zajmujących się content marketingiem znak, że w social mediach jest miejsce dla nich i ich „lepkich” treści.


AG
 

Źródło: panel Piotra Stohinja na temat social mediów, Y2B, 19 lutego, Warszawa.